Wpół do weekendu #35 – na trochę inną nutę

Dziś na blogu – szybki kącik muzyczny. Ale taki lekko inny.

Ten wpis by nie powstał, gdybym w minionym tygodniu przypadkiem nie trafił na jedną piosenkę. Utwór znam od czasów podstawówki, bo to właśnie wtedy Prodigy było niesamowicie popularne, ale klasyczny „Firestarter” w takiej wersji mnie zauroczył:

I wtedy zacząłem szukać. Albo po prostu sięgnąłem do mojej playlisty.

Weźmy taki znany i powszechnie lubiany utwór „Tainted Love” niejakiego Mansona. Tak, ten z wyuzdanym teledyskiem. Jego bardziej… hmmm – niemiecką? wersję nagrał też zespół Scorpions. Nie trzeba też być wielkim znawcą muzyki, aby wiedzieć, że to wszystko to covery piosenki zespołu Soft Cell.

Tylko że to też jest przeróbka. Tego:

Prawda, że przyjemna nuta? Odkąd odkryłem oryginał, nie słucham niczego innego. Podobnie miałem z oryginalną wersją innego utworu. Być może kojarzycie wielki przebój Michaela Buble „Feeling Good”? Moim zdaniem to najbardziej „bondowska” piosenka, która nigdy nie została wykorzystana w żadnym filmie o agencie 007. Oczywiście – cover.

A inny hit – piosenka „Lady Marmalade” z filmu „Moulin Rouge”? Oczywiście – wcześniej był ktoś inny.

I na koniec, aby pozostać w klimacie zupełnie innych wersji znanych utworów – cover piosenki „Thrift Shop”. Taki nieco spokojniejszy.

Jeśli powyższy kącik muzyczny zupełnie oderwał Was od pracy i najchętniej byście ją rzucili w tej chwili, to służę złotą radą. Rzuconą od niechcenia przez klasyka.

Dlaczego wyciągnąłem ten film? Bo dziś mija 15 lat od jego premiery. I choć nie jestem wielkim fanem filmów tego typu, to ten cytat uważam za wyjątkowo udany.