To nie jest wpis o winie Durczoka

Całe to zamieszanie z publikacjami „Wprost” na temat molestowania seksualnego i ciemnej strony Kamila Durczoka podsunęło mi garść refleksji. Niestety, niespecjalnie wesołych.

Jeśli jeszcze nie wiecie, o co chodzi – krótko i na temat. Przed dwoma tygodniami „Wprost” opublikował artykuł na temat molestowania seksualnego w redakcji jednej z telewizji. Żadne szczegóły nie padły, ale wieść gminna doniosła, że chodzi o Kamila Durczoka. Wczoraj „Wprost” w temacie z okładki napisał o „ciemnej stronie Durczoka”. Nie do końca precyzując, co nią jest – ale prawdopodobnie oglądanie porno i jakiś biały proszek, który dopiero ma być zbadany. W sumie – zero związku jednego artykułu z drugim.

Świat zatrząsł się z oburzenia nad cynicznym wykorzystaniem pomówień do zwiększenia sprzedaży. Oraz nad samymi pomówieniami pod adresem cenionego dziennikarza – i to rzucanymi przez redaktorów pisma kierowanego przez byłego kryminalistę!

Ot, cała historia.

1.

To, że Kamil Durczok może sobie oglądać najbardziej perwersyjne porno i nikomu nic do tego – jest chyba oczywiste. Może gustować w kobietach, mężczyznach, wysokich, karłach, kościstych, puszystych, a nawet być jednym z tych zboczeńców lubiących rude.

Tak samo jak nikogo nie powinno obchodzić, jakim samochodem jeździ Kuba Wojewódzki. Albo która aktorka z którym piłkarzem co robią na plaży nudystów. Niemniej jest jakaś grupa (chciałbym, aby to była nisza), którą takie bzdury interesują. To ci sami ludzie, którzy muszą wiedzieć, co się na podwórku dzieje. Ich własne życie jest zbyt nudne, więc ekscytują się życiem innych.

Na szczęście łatwo ich namierzyć. Najczęściej trzymają w ręku jakiś plotkarski magazyn.

2.

„Wprost” bezbłędnie wykorzystał plotki na temat Kamila Durczoka w sprawie o molestowanie do podbicia zainteresowania tematem „ciemnej strony”. Gdyby ten temat wypłynął samoistnie – byłby może mały szum. Ponieważ sprawa wygląda, jak wygląda, o numerze mówiono od niedzieli, w poniedziałek na kioski ruszył szturm, a media nie dyskutowały o niczym innym.

Nie tak dawno temu pewien zagraniczny periodyk wykorzystał bieżącą sytuację do zwiększenia swojego nakładu blisko studwudziestokrotnie. Egzemplarze rozchodziły się na pniu. Jakoś nie zauważono drobnej niestosowności, że nie miałoby to miejsca, gdyby nie wielka tragedia. Tak, mówię o „Charlie Hebdo”.

3.

Tak, Sylwester Latkowski ma swoje za uszami. Swego czasu narozrabiał i został za to skazany. W więzieniu spędził 19 miesięcy. Zdaniem niektórych to jest argument za tym, aby doniesień „Wprost” nie traktować poważnie. Bo co jakiś kryminalista będzie oczerniał jednego z najpopularniejszych dziennikarzy w kraju?

Sylwester Latkowski nie uciekł z więzienia. Odsiedział swoje, zapłacił w majestacie prawa za swoje winy. Obecnie jest wolnym człowiekiem, wolnym od podejrzeń. Może mówić, co chce – i będzie za to ponosił odpowiedzialność w przyszłości. Ale wytykanie mu jego historii to atak ad personam – i to ten pośledniejszego gatunku.

4.

Ostatnie, ale w sumie najsmutniejsze. Wychodzimy z założenia, że „Wprost” mówi prawdę i Kamil Durczok faktycznie lubi porno. Załóżmy zatem, że czasopismo nie kłamało i wcześniej o molestowaniu seksualnym. Wszyscy skupili się na sprawcy, zapominając o tym, że jest jeszcze ofiara.

Anonimowa dziennikarka, która nie uległa molestowaniu, została zupełnie zapomniana. Dziś ofiarą jest Durczok, zaszczuty przez „Wprost”. Zamiast zastanowienia się, co zrobić, aby molestowanie nie było problemem w polskich firmach, mamy festiwal solidarności z redaktorem „Faktów”. Jedyną reakcją, w której wspomniano ofiarę, były słowa, które wypowiedziała Omenaa Mensah:

Mam nadzieję, że to była sytuacja jednorazowa, która się więcej nie powtórzy. Mam też nadzieję, że ta dziennikarka poradziła sobie z tym i że wykonuje swój zawód dalej. Jakiejś strasznej traumy z tego powodu nie ma.

No właśnie. Mam nadzieję. Nie będę przypominał, czyją matką jest nadzieja. Tym bardziej, że chwilę później pani Omenaa dodaje:

Jeśli kobieta nie potrafi postawić wyraźnej granicy, to mężczyzna potrafi wyczuć coś takiego. Ja, nawet jeśli w życiu miałam jakieś propozycje, to jasno dawałam do zrozumienia, że praca to jest praca.

Jak mam to rozumieć? Że olała napastnika, ale jednocześnie nie zrobiła nic, aby zapobiec tego typu sytuacjom w przyszłości? Bo przecież nie każda dziennikarka musi umieć „dać jasno do zrozumienia”. Nie chce mi się nawet rozwijać tego cudownego stwierdzenia, że to kobieta „nie potrafi postawić granicy”.

Ale kogo obchodzą ofiary, gdy na stole leży biały proszek?

Foto: Kurtis GarbuttCC BY 2.0

  • Kiedy mężczyzni uderzają w ton, że kobieta winna znać granice czuje się zniesmaczona. ALe kiedy robi to kobieta – jestem przerażona. Bo to znaczy, że kiedy mezczyzna napada kobiete celem jej zgwałcenia najwidoczniej ona zaniedała swój obowiązek chodzenia na zajecia samoobrony; nie zas ten pomyleniec ma coś z głową.

    • Ludzie mądrzejsi ode mnie nazywają to „rape culture”. Ja nazwałbym to brakiem refleksji. Najwyraźniej pewne stwierdzenia są już tak wdrukowane, że powtarza się je bez zastanawiania się, co one właściwie znaczą.

      • Ja się obawiam, że to wdrukowanie poszło nie w stronie nieświadomości tylko doskonałej (testowanej na własnej psychice a czasem i tyłku) lekcji, że to ofiara jest winna. Bo ma za krótką spódnicę, bo nie umiała powiedzieć nie, bo szła nocą, bo jest kobietą.
        To jak wiele przestępstw nigdy nie ujrzy swiatła dziennego jest w dużym stopniu skorelowane z tym, że ofiara zamiast współczucia odbija się od tego typu tekstów.

        • Była okazja to zmienić. Ale wszyscy się skupili na domniemanym sprawcy…

  • verónica

    szczerze mówiąc- mało mnie obchodzi, co robi durczok, czy ma w domu porno, czy lubi nosić majtki tył na przód- totalnie jego sprawa.
    jednak nigdy nie zrozumiem wypowiedzi w stylu Omeny.
    no bo co to znaczy- wyznaczać granice?
    skoro powiedziała NIE- to wystarczy.
    dla jednego kolesia to będzie wystarczające, dla innego będzie zbyt prowokujące chociażby to, że kobieta odsłoniła nogi, albo że ma czerwoną szminkę.
    mam gdzieś w pamięci przeczytany dawno temu reportaż o terapii kobiet zgwałconych/molestowanych, i tam właśnie było zdanie o wydźwięku- że NIKT nie ma prawa naruszyć twojej prywatności/ intymności. i że właśnie bardzo długo trwało uczenie się tego, skoro na co dzień przyjmuje się tak łatwo stwierdzenia- że mogła nie prowokować, mogła wyznaczyć granice, że mogła … itd.

    • Ciekawe, czy spadła na nią jakaś krytyka za takie słowa.
      Ponownie – była okazja pokazać, jak szkodliwe i jak głęboko wdrukowane jest takie myślenie. Ale po co, skoro Durczok ma porno na stoliku.

      • verónica

        hm, nie wiem czy była jakaś krytyka, nie sądzę.

        myślę, że takie głupie gadanie bierze się stąd, że nie umiemy jakoś w takich sytuacjach znaleźć złotego środka i po prostu są skrajne opinie- w stylu właśnie, że komuś do sypialni się nie zagląda, druga strona będzie komentować nawet to, jakie majtki nosi durczok.

        a temat „rozbija się” pośrodku- że majtki durczoka nie mają znaczenia- dopóki- pokazuje je drugiej stronie za obopólną zgodą i przyzwoleniem, bez stosowania – jak to się ładnie nazywa- różnych środków przymusu bezpośredniego, oraz pośredniego.
        bo nie ukrywajmy- że takie podśmiechujki, że ktoś straci pracę jak nie zaprosi szefa do sypialni to jest forma przymusu.

  • verónica