Jak poradzić sobie z rachunkami, fakturami…

Dziś wszyscy jesteśmy Krystyną Jandą. A jeśli nie wszyscy, to zatrważająco wiele osób.

Wczoraj sporą popularnością cieszył się fejsbukowy wpis pani Krystyny Jandy o tym, że nie ogarnia wszelkiej maści rachunków, faktur i pism. Jeśli jeszcze o nim nie słyszeliście, to zapoznajcie się z nim.

Już? I jakie macie pierwsze odczucie, związane z tym tekstem? Bo moim zdaniem to gruba przesada. Rozumiem, że coś mogło panią Jandę zirytować, w nerwach popełniła taki wpis, przerysowała kilka faktów, ale dobry zwyczaj jest taki, aby zawsze przed wciśnięciem magicznego przycisku „publikuj” chwilę ochłonąć i zastanowić się, czy dokładnie o to nam chodziło.

Krystyna Janda uznaje płacenie rachunków za trudne i zadaje (mam nadzieję, że nie retoryczne) pytanie, jak sobie z tym radzą inni. Spieszę odpowiedzieć – wyśmienicie. Znam osoby w wieku zbliżonym do pani Jandy, a nawet starsze, które nigdy nie narzekały na rachunki do zapłacenia (najwyżej na ich wysokość). Inną sprawą jest, że osoby te nie korzystają biegle z Twittera czy Fejsa, więc może nie ma ich co rozpraszać i mogą się skupić na przeczytaniu faktury? W moim domu pilnowaniem rachunków zajmuje się żona (też nigdy nie miała problemów, ale też nie ma Fejsa i Twittera), ale gdyby przyszło mi zapłacić rachunek, dałbym sobie radę (choć pewną przewagę może mi dawać wykształcenie finansowe).

W tym momencie wygląda to trochę tak, że moim zdaniem problem nie istnieje, bo nikt w moim otoczeniu się z nim nie spotkał. Aby więc nie popadać w takie błędne rozumowanie, przyjąłem, że problem jest autentyczny i postanowiłem poszukać rozwiązania.

Pierwszym kłopotem jest zrozumienie tego, co napisano na rachunku lub fakturze. Nie wiadomo, co jest kwotą do zapłaty, każda firma ma swój wzór faktury, a na dodatek regulaminy są pisane niezrozumiałym językiem. Po kolei:

  • Co jest kwotą do zapłaty: ta kwota musi być jakoś oznaczona, wyróżniona – wystarczy przestudiować rachunek i zobaczyć, która kwota logicznie jest kwotą należności. Zaręczam, że na fakturach i rachunkach liczby nie są losowo dobierane, a układają się w niezbyt pasjonującą historię o ilościach, cenach jednostkowych, podatku VAT i numerze rachunku bankowego. To są elementy wymagane prawem i nie można z nich rezygnować. Jeśli z jakiegoś powodu liczby nie układają się w logiczny ciąg – udałbym się do biura obsługi klienta, zadzwonił na infolinię, spytał sąsiada, znajomego, nawet losowej osoby w autobusie.
  • Każda firma ma swój wzór faktury: też wolałbym, aby piloty do wszystkich telewizorów wyglądały tak samo, płatki śniadaniowe w Leclercu były w tym samym miejscu, co w Realu, a zmiana tapety na tablecie od Blackberry była tak samo prosta, jak na tablecie z Androidem. Ale się nie da, bo z jakiegoś powodu firmy chcą się wyróżnić. Dlatego trzeba nauczyć się z tym żyć i – ponownie – znaleźć obowiązkowe elementy na każdej fakturze. To zawsze układa się w logiczną całość. Jeśli szał grafika wygrywa z jasnością przekazu – patrz punkt pierwszy: idę i pytam.
  • Niezrozumiały język regulaminów: powiem krótko – niezrozumiałym językiem to są napisane wszelkie przepisy o podatku VAT. A są ludzie, którzy ten temat ogarniają. Całą resztę idzie zrozumieć, jeśli się nad tym usiądzie i na spokojnie przeczyta. Choćby z ołówkiem, którym zakreśla się kluczowe słowa. Daruję sobie ponowną rade, aby spytać kogoś o to, co tam jest napisane. Ale mój główny bank, kiedy zmienia regulamin, przysyła mi maila, w którym poza odesłaniem do treści zmian, są wypunktowane te rozdziały regulaminu, które ulegają zmianie. Gdy widzę, że jest to coś, co mnie nie dotyczy – olewam. Inne moje banki nie przysyłają mi takich maili. Dlatego nie są moimi głównymi bankami i sukcesywnie likwiduję w nich konta.

Tak, też wolałbym, aby umowa rachunku bankowego ograniczała się do słów „mamy twoją kasę, ale spoko, możesz z niej korzystać, kiedy zechcesz” – ale to niemożliwe. Jest na świecie kilku cwaniaczków, którzy lubią żyć z tego, co nie jest wprost napisane. I przed nimi firmy chcą się zabezpieczać. Więc nie narzekam na masę literek i cyferek w regulaminach czy na fakturach.

Inną sprawą jest, że prędzej zapadłbym się pod ziemię, niż publicznie przyznał do nieumiejętności czytania ze zrozumieniem. Ale dla setek komentatorów pod wpisem pani Jandy to jest powód do dumy, więc jako mniejszość uznam, że się nie znam.

Kolejny punkt – płacenie dwa razy za jedną fakturę i nadpłaty. Przyznam uczciwie, że ten fragment początkowo potraktowałem jak opowieść o UFO. No bo jak można zapłacić dwa razy za jedną fakturę? Jak to wygląda? Idziesz, patrzysz, leży jakiś papier – „łooo w mordę, jaka zarąbista faktura, a opłacę se ją” i dopiero po fakcie dociera do Ciebie, że to już drugi raz, po czym śmiejesz się z własnego roztargnienia, opowiadając tę wyborną anegdotkę znajomym przy lampce koniaku.

Z ciekawości spytałem żony, czy kiedyś jej się to przydarzyło – zaprzeczyła. Jeśli już, to raczej nie zapłacimy za coś… (co też jest rozwiązaniem, ale o tym za chwilę) Niemniej są na tym świecie bogaci ludzie, którzy z roztargnienia i kaprysu płacą wielokrotnie za to samo. Oto rady dla nich:

  • jeśli nie musisz trzymać faktur – niszcz je po opłaceniu,
  • jeśli musisz je trzymać – na każdej pisz długopisem „opłacono”,
  • jeśli korzystasz z faktur elektronicznych – przenoś je do odpowiedniego folderu po zapłaceniu,
  • jeśli masz wątpliwość, czy dana faktura jest opłacona – sprawdź historię swojego rachunku,
  • ustal jeden dzień w miesiącu na płacenie faktur – i płać tylko w ten jeden dzień wszystkie faktury, zgromadzone uprzednio w jakiejś przegródce.

A w ostateczności, gdy trzymasz w ręku fakturę i nie wiesz, czy przelew za nią już poszedł, czy dopiero ma pójść, a historia rachunku nie chce Ci pomóc, zrób jedną prostą rzecz. Nie płać. Jeśli myślisz, że w następstwie tego odłączą Ci prąd, telefon, wpiszą na czarną listę dłużników i wypalą piętno na policzku – to nic nie wiesz o windykacji. Pierwszym krokiem jest wysłanie miłego i grzecznego wezwania do zapłaty. Czasem listem poleconym. Takie wezwanie to Twój przyjaciel. Za jego pomocą firma mówi Ci, że musisz zapłacić – i to wszystko.

Gdy dostaniesz wezwanie – po prostu zapłać najszybciej, jak to możliwe. I już, po kłopocie. Możesz zarządzać domowymi rachunkami jadąc tylko na wezwaniach do zapłaty (są takie osoby). Wiesz, co jest najlepsze? Że na takich wezwaniach kwota, którą musisz zapłacić, jest zawsze wyraźnie określona. Więc wszelkie problemy z niejasnymi fakturami odpadają!

Teraz nadpłaty. Nadpłaty są genialne, bo gdy masz jakieś rachunki do płacenia okresowo, ale ich wysokość się waha – po prostu dorzuć do pierwszego rachunku kilka złotych, a następnie ustaw w banku zlecenie stałe na taką kwotę. Jeśli spotkasz kogoś, kto powie Ci, że lepiej samemu obracać pieniędzmi, niż dawać je bezdusznej firmie – wyciągnij z portfela dwie dychy (czy ile tam masz nadpłaty rocznie), wręcz takiej osobie i każ jej z tego zrobić miliony.

Listy z informacją o nadpłatach wywalaj od razu do kosza. To nie jest Twój problem. Sprawdzaj tylko kwotę nadpłaty. Jeśli przekroczy kwotę faktury – brawo! Prawdopodobnie możesz sobie odpuścić najbliższą płatność. Najwyżej dostaniesz wezwanie do zapłaty. Jeśli będziesz mieć wątpliwości – udaj się do biura obsługi i od progu krzycz głośno „kompensata”. Powinno załatwić sprawę.

Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem tym, którzy podobnie jak pani Janda nie ogarniają swoich finansów. Byłoby miło, gdyby ten tekst jakimś cudem dotarł do pani Jandy i pokazał jej, że świat nie jest wcale taki straszny.Jeśli jednak nie udało mi się to – mam mały apel.

Pani Krystyno i Wy, niepotrafiący ogarnąć faktur i rachunków! Jeśli koperta od Waszego dostawcy energii elektrycznej, operatora telefonicznego, spółdzielni mieszkaniowej lub zarządcy nieruchomości powoduje w Was paniczny lęk, piszcie na blog@mrcichy.pl – mam pomysł, jak temu zaradzić. Załatwimy przekierowanie faktur na mnie, a ja będę je opłacał w Waszym imieniu. Na początek za jedyne 5% prowizji (liczone od kwoty do zapłaty).

5 % za spokój i brak nerwów – to chyba niewygórowana cena?

Foto: Leo ReynoldsCC BY-NC-SA 2.0

  • Trololo ja kiedyś totalnie zapomniałam o prądzie, NAWET O POLECENIU ZAPŁATY i cholera, ogarnęło mnie zdziwienie, kiedy przed samym weekendem zostaliśmy bez prądu, a zbliżało się Euro2012, Jezu Chryste, od tamtej pory wszystkie przelewy robię jednego dnia, żeby NA PEWNO niczego nie przeoczyć.

    Czeba być blondynkom.

    • No widzisz, a tu problemem jest płacenie podwójnie. Ale zaraz, może nie płaciłaś, bo nie umiałaś przeczytać faktury?

  • Dowiedziałem się że Blackberry popełniło tablet (z francuskiego tableau) -.-

    • Ale to już jakiś czas temu. Przez trzy minuty kombinowałem, jak się w nim zmienia tapetę. Poległem. To był ostatni raz, kiedy słyszałem o tym ustrojstwie.

  • Pingback: Z życia wzięte: hipermarket | MrCichy()