Wpół do weekendu #32 – Wielkie Jabłko

Zapnijcie pasy, zawiążcie buty i ładnie się uczeszcie. Dziś wyruszymy na szybką podróż do Nowego Jorku.

Nigdy nie byłem w Nowym Jorku. Ale odkąd sięgam pamięcią – chciałem zobaczyć to miasto. Ba, to nie miasto – to stan umysłu. Coś jak Sosnowiec, ale bardziej realne.

Jestem zwierzęciem miejskim, więc na mojej liście miejsc do zobaczenia przed śmiercią zamrożeniem i czekaniem na lepsze czasy były wielkie metropolie: Londyn, Nowy Jork, Tokio. Byłem przekonany, że zobaczę je właśnie w tej kolejności, ale los okrutnie ze mnie zadrwił.

Ale to nie przeszkadza mi podróżować palcem po internetach. I dzięki temu wiem, że Nowy Jork jest miastem niezwykłym. Przede wszystkim – bardzo fotogenicznym. Zdjęć Wielkiego Jabłka w sieci można znaleźć masę i nietrudno o to, żeby były nietuzinkowe. Aczkolwiek pewne zdjęcia są po prostu wyjątkowe i nie będzie dane ich powtórzyć. Chyba, że uda się komuś latać nocą śmigłowcem nad Manhattanem.

Bez względu jednak na to, jakie zdjęcia uda się zrobić – warto robić ich jak najwięcej. Nowy Jork to miasto dynamiczne i czasem w ciągu dziesięciu lat wiele może się zmienić. Co jednak najważniejsze – NY staje się miastem przyjaznym dla pieszych. I na przykład za następne dziesięć lat może się okazać, że można już spokojnie siadać na hydrantach…

Ale Nowy Jork to także tajemnice. Na przykład te związane z 11 września 2001. I nie mówię tu tyko o szalonych teoriach spiskowych, ale o jedynym morderstwie, jakie tego dnia popełniono w mieście (poza oczywiście zamachami na WTC). To zabójstwo do dziś pozostało nierozwiązane. A ofiarą był imigrant z Polski.

Inną tajemnicą jest sekretna stacja metra pod hotelem Waldorf – Astoria. Tak, tym samym, od którego nazwy wziął imię jeden ze zgryźliwych dziadków z Muppetów. Ten tajny peron jest teoretycznie używany – za każdym razem, gdy prezydent USA przebywa w hotelu, stacja jest gotowa jako droga ewakuacyjna. Ale o metrze nowojorskim można mówić wiele – to niesamowity twór. Który na dodatek dba o środowisko. Czy wiedzieliście, że stare wagony metra są topione w Atlantyku jako szkielet do budowy rafy i schronienie dla morskich stworzeń?

To miasto jest tak niezwykłe, że może zaskoczyć nawet taką ciekawostką, jak koszt pozwolenia na budkę z hot-dogami w Central Parku (ponad ćwierć miliona dolarów). Albo posiadaniem około 25% światowego złota w sztabkach. Albo poszukiwaczem złota na… chodnikach. Takich historii jest masa.

Pozostaje tylko wyjaśnić, skąd wzięła się nazwa „Wielkie Jabłko” oraz powiedzieć, że ze względu na szaloną pogodę Nowy Jork może mieć spore problemy z huraganami. Ale czy to cokolwiek zmienia w naszym postrzeganiu tego miasta? Nie sądzę. Dla wielu to nadal będzie synonim centrum świata.

I mam nadzieję, że niedługo tam pojadę. Albo przynajmniej do Londynu.