4 higieniczne zachowania (które niewiele dają)

Matki, babki, przedszkolanki i nasze własne fobie – wszystko to wykształciło w nas zestaw zachowań, dzięki którym różnej maści zarazki nie zjedzą nas żywcem. 

Szkoda tylko, że nie wszystkie działają.


Uprzedzam lojalnie – jeśli żyjesz w swoim wesołym świecie z irracjonalnym lękiem przed wszechobecnymi zarazkami, poniższy wpis może nieco popsuć Ci bajkę. Ale lepsze to, niż nagły atak bakterii, prawda? Poza tym będę pisał o miejscach i wydzielinach, w których zarazki żyją całymi koloniami. Mam nadzieję, że umilę Ci w ten sposób drugie śniadanie.

A teraz już do meritum. Zaczniemy od tak zwanej rzyci strony.

6211340832_722c5d6649_o

Osłanianie deski klozetowej

Jesteś w publicznej toalecie i – mówiąc delikatnie – musisz na chwilę przysiąść. Przeraża Cię jednak myśl o tym, żeby usiąść na tej samej desce, na której siedziały wcześniej legiony obcych osób. Nie możesz się przemóc nawet powtarzając sobie, że na desce jest pięć razy mniej zarazków, niż na klawiaturze Twojego telefonu komórkowego. A przecież masz taki z dotykowym ekranem.

Na szczęście obok muszli wisi dozownik z takimi zabawnymi papierowymi nakładkami na deskę. Albo wisi gigantyczna rolka papieru toaletowego, którym możesz wymościć całe siedzenie. Ba – możesz owinąć deskę niczym zwłoki faraona.

Brawo! To nic nie dało, a może nawet nieco pogorszyło sytuację.

Co poszło nie tak?

Po pierwsze – wbrew temu, co mówiła Ci rodzona matka – zarazki nie są aż takimi wytrawnymi predatorami, aby czaić się cierpliwie na desce klozetowej przez kilka godzin, aby ugryźć Cię w dupę. Wszelkiej maści wirusy chorób wenerycznych nie radzą sobie dobrze poza ciałem ludzkim (więc nie, Twoja druga połówka raczej nie złapała opryszczki w toalecie na basenie – przynajmniej nie w ten sposób, jak to opisuje). Jeśli jakimś cudem znajdą się na desce – prędzej zdechną, niż Ci zagrożą.

Czym innym są bakterie kałowe, które mogą Ci popsuć zdrowie. Ale tylko wtedy, gdy dostaną się do środka przez jakąś ranę (a więc gdy na nich usiądziesz PO tym, jak ktoś Cię ugryzł w pośladek). Widzisz – nasza skóra jest całkiem niezłą barierą przed wszelkiej maści zarazkami. Gdyby było inaczej, znacznie łatwiej byłoby złapać jakieś paskudne choróbsko. Jeśli nie masz ran na tyłku, a z deski nie wystają gwoździe i potłuczone szkło – siadaj śmiało.

Tak więc całe to zakrywanie deski ma wymiar głównie psychologiczny. Dlaczego napisałem, że być może pogarsza sprawę? Bo nasze kibelki to wielkie fontanny niewidzialnego syfu. Spuszczając wodę przy niezamkniętej klapie sprawiasz, że w powietrze unosi się aerozol z bakteriami, osiadający na wszystkim – podłodze, ścianach, klamce, papierze toaletowym, osłonach na deskę… Dlatego zawsze należy opuszczać klapę. I podnosić ją starając się nie łapać za bardzo za jej wnętrze.

14239608949_53380b2186_k

Mycie rąk

OK, udało Ci się przetrwać w toalecie. Bez pokrywania deski papierem, bez dotykania skażonych powierzchni, może nawet bez telefonu. Wychodzisz z kabiny, raźno pogwizdując i oczywiście idziesz umyć ręce. Szast – prast, trochę wody, trochę antybakteryjnego mydła z dozownika (który w każdej publicznej toalecie działa w inny, wkurzający sposób) i możesz wyjść. A, jeszcze sobie ręce wysuszysz suszarką.

Bakterie na Twoich dłoniach zaczynają tworzyć eposy o przetrwaniu, a nawet witają nowych towarzyszy.

Co poszło nie tak?

Na początek – gratulacje. Jeśli myjesz ręce przy wyjściu z toalety, to wyróżniasz się na tle innych. Jeśli jeszcze używasz w tym celu mydła, to już wyższa szkoła jazdy. Ale oczywiście zapewne robisz to źle.

Ile czasu myjesz ręce?

Przeciętnie człowiek poświęca na umycie rąk 6 sekund. Tyle, ile trwa jeden film na Vine. Powinien to robić przez 20 sekund. Czyli dłużej, niż jeden film na Instagramie. Pomijając jednak takie social mediowe ciekawostki – 20 sekund intensywnego szorowania łapek zabija bakterie. Jeśli robisz to krócej – tylko sprawiasz im prysznic. Dlatego dowiedz się, jak powinno się myć dłonie i dla odliczenia czasu nuć „Happy Birthday” pod nosem. Dwukrotnie.

No i jest jeszcze mydło antybakteryjne. Większość z nich zawiera triklosan jako środek bakteriobójczy. Tylko że badania kliniczne nie wykazały większej skuteczności triklosanu w porównaniu do zwykłych mydeł. Poza tym takie płyny mogą ułatwiać powstanie bakterii odpornych na antybiotyki (co jest olbrzymim problemem, o którym może kiedyś napiszę), zatruwają środowisko i mogą przyczyniać się do powstania alergii u dzieci.

Została jeszcze publiczna suszarka. Mówiąc krótko – jej ciepło stwarza świetne warunki do rozwoju mikroorganizmów. Które potem są zdmuchiwane na Twoje ręce.

5695243258_d280ae1b7a_o

Mycie surowego mięsa

Z toalety przenosimy się na drugi koniec przewodu pokarmowego – do kuchni. Przyrządzasz na obiad kurczaka… OK – przyrządzasz to za dużo powiedziane. Wrzucasz go do woreczka z gotową przyprawą. Ale coś tam o gotowaniu wiesz i pamiętasz ze wszystkich blogów kulinarnych, aby umyć mięso przed przygotowywaniem.

Wrzucasz więc kurczaka, steki, karkówkę (czy co tam było w Lidlu w promocji) do zlewu, odkręcasz wodę i zawzięcie szorujesz martwe zwierze. W ten sposób pozbywasz się niebezpiecznych zarazków z mięsa.

Mówiąc nieco precyzyjniej – pozbywasz się ich z mięsa na wszystko inne.

Co poszło nie tak?

Pamiętasz bakteryjną fontannę z toalety? Tu jest nieco podobnie. Woda z kranu zbiera bakterie i osadza je na powierzchni zlewu, rozchlapana przenosi je na najbliższą okolicę… i zwiększa ryzyko zakażenia.

Dlatego mądrzy ludzie mówią wprost – nie myj jaj ani mięsa.

Jaja są myte w zakładach drobiarskich. Jeśli chcesz je umyć ponownie – tylko zwiększasz ryzyko zawleczenia bakterii na blat kuchenny. Jeśli chcesz spłukać wilgoć z mięsa – lepiej osusz je papierowym ręcznikiem (i od razu wyrzuć go do śmieci). Poza tym – bakterie i tak zginą podczas obróbki termicznej. Gotowanie, pieczenie czy smażenie skutecznie je zabije.

Nawet te, których nie możesz spłukać. Woda zmyje bowiem tylko te bakterie, które siedzą na powierzchni i nie trzymają się jej za mocno. Ale są takie, na których strumień wody nie robi wrażenia. Tak więc samo mycie jest bez sensu, bo i tak wszystkiego nie wypłuczesz.

Jeśli już musisz umyć mięso, bo inaczej Ci nie smakuje, albo duchy przodków ześlą na Ciebie klątwę – trudno, zrób to. Tylko pamiętaj, aby potem dokładnie oczyścić zlew i jego najbliższe otoczenie. W przeciwnym wypadku ryzykujesz, że złe zarazki jednak Cię dopadną.

4244528355_1cd1219477_o

kichanie

Jeśli pomimo porzucenia zgubnego nawyku mycia mięsa, półminutowego mycia rąk i korzystania z magicznej toalety, której nie trzeba dotykać, i tak zachorujesz – jest duża szansa, że dopadnie Cię to, co mnie prawie zabiło.

Katar. A wraz z nim – kichanie.

Jest podobno takie stare, arabskie przysłowie: ani sułtan, ani żebrak, nie mogą powstrzymać kichnięcia. Więc Ty też nawet nie próbuj. Kręci Cię w nosie? Kichaj na zdrowie.

Najwyżej sprowadzisz zagładę na nas wszystkich.

Co poszło nie tak?

Jeśli dziwi Cię fakt, że można niewłaściwie kichać – to jeszcze nic o życiu nie wiesz… Jeśli natomiast wiesz, że można kichać niewłaściwie, to zapewne kichasz we właściwy sposób. I w tym momencie szukasz kogoś, kto poklepie Cię po plecach, mówiąc „dobra robota”.

Nie ciesz się za wcześnie.

Oczywiście zasłaniasz usta podczas kichania. Bo tylko małe dzieci, których rodzice mają ważniejsze rzeczy na głowie niż bycie rodzicem, kichają przed siebie. Ty wiesz, że trzeba stanąć bakteriom na drodze. Tylko jaką zaporę stawiasz? Czy nie jest to przypadkiem… Twoja dłoń?

I mam wierzyć, że po każdym kichnięciu poświęcasz te 20 sekund na umycie rąk? Nie sądzę. Zawsze najpierw czegoś dotkniesz, w ostateczności z obrzydzeniem wytrzesz dłonie w spodnie. Czyli jesteś na najlepszej drodze do rozwleczenia zarazków po całej okolicy.

Poza tym – nie łudź się. Między palcami zawsze coś się przemknie. Dlatego własnie mądrzy ludzie wynaleźli chusteczki. Kichając, zasłaniaj twarz chusteczką, a postawisz skuteczną tamę wszystkim zarazkom.

„Ha, tak własnie robię!” – krzyczysz teraz głośno z radości, a Twoi współpracownicy patrzą na Ciebie z wyrzutem. Nie ciesz się. Ja jeszcze nie skończyłem. Oddajmy głos wyroczni ostatecznej w dzisiejszych czasach. Oto „Pogromcy mitów”.

Szybkie streszczenie dla tych, którym szkoda czterech minut na obejrzenie – tak, chusteczka zatrzyma wszystkie bakterie. Ale kichasz najczęściej czymś mokrym, więc to świństwo przesączy się przez chusteczkę. Wprost na Twoje dłonie. I tu wracamy do początku.

Dlatego jako alternatywę można stosować tzw. kichanie na hrabiego Drakulę. Czyli w rękaw, w pobliżu zgięcia łokcia (jeśli wykonasz ten gest odpowiednio szybko, zrozumiesz, skąd ta nazwa). Ten sposób blokuje wyrzut zarazków lepiej, niż dłoń (chociaż gorzej niż chusteczka). Poza tym – masz to świństwo na swoim ubraniu. Ale przynajmniej ręce masz czyste.

Poza tym – jak często możesz bezkarnie udawać wampira?

Foto: Mando Gomez / CC BY-NC-ND 2.0 

– Mait JüriadoCC BY-NC-SA 2.0 

– JellalunaCC BY 2.0 

– Aikawa KeCC BY-NC-SA 2.0

– SuSanA SecretariatCC BY 2.0

  • Olo

    Bakterie kałowe, pomyślałem, sam nie wiem dlaczego, robiąc dopiero czwartą długość basenu. Wtedy zrobiłem tylko cztery. Dawno nie byłem na basenie 🙁 tyle w temacie fobii…

    • Współczuję, basen jest fajny.

      Z drugiej strony tych bakterii jest tam pewnie tyle, że to się raczej o homeopatię ociera.

    • To odradzam kąpiele błotne, szczególnie w SPA 😉

  • eV

    Zawsze, prawie idealnie zawsze, kiedy wejdę do DAMSKIEJ toalety publicznej, wita mnie niezamknięta klapka. Cokolwiek kiedykolwiek mówiło się o tym, że kobiety czepiały się o to mężczyzn teraz jest już mitem – jedno i drugie w tym przypadku zachowuje się tak samo.

    • Bo to chodzi o czepianie,a nie o deskę 😀

    • Prawdę powiedziawszy – rzadko w poniżej toalecie widzę zamkniętą klapę. Co innego w domu. I chyba płeć nie ma tu nic do rzeczy…

  • No nie ma opcji, żebym usiadła dupskiem w publicznej toalecie. Wolałabym wylizać swój ekran telefonu i klawiaturę, jak mi Bóg miły na niebie. Poza tym fuj, Barek, JEMŚNIADANIE! Ja pieprzę, mogłam zostawić na później, no ale obiecałam 😛

    • Ostrzegam, piszę na początku… a potem i tak są pretensje. Jak żyć?

      • To jest jak z horrorami. Wiesz, że będziesz się działo, a mimo to oglądasz przez palce i potem się boisz 😉

        • Jak będę kiedyś pisał horror, to już wiem, co będzie mordercą. Bakterie E.coli.

      • Na przekór.

  • kissiak.bloog.pl

    Rewelacyjny wpis! Zaglądam na Twojego blooga od niedawna. Zajrzałam przypadkiem i zostałam na dłużej. Zawsze w drodze do pracy. A dziś jadę SKM i śmieję się do rozpuku, a ludzie patrzą jak na wariatkę. Naprawdę gratuluję talentu pisarskiego!

    Pozdrawiam
    Kissiak

    • Dzięki, nawet nie wyobrażasz sobie, jak fajnie przeczytać taką opinię 🙂

  • Rękaw do kichania wydaje się lepszy. Kto niby potrafi znaleźć i wyciągnąć z paczki chusteczkę w trakcie napadu kichania? 😀