Wpół do weekendu #30 – choroba

Mężczyzna nie choruje. Mężczyzna walczy o życie.


Kiedy w poniedziałek zasugerowałem na Twitterze, że mam katar i prawdopodobnie nie dożyję weekendu (a przecież w weekend jest See Bloggers!), sieć nie przejęła się tym zbytnio. Gdy wczoraj zdecydowanie powiedziałem, że umieram i spytałem, co komu zapisać w spadku – sępy się zleciały. Ale to są kochane sępy, podnieśli mnie na duchu w tych ostatnich chwilach.

Bo trzeba Wam wiedzieć, że to prawdopodobnie ostatnie #wpółdoweekendu, blog też nie będzie pewnie aktualizowany… katar, ból gardła, ból głowy, gorączka na poziomie 36,9 – śmierć przychodzi po mnie.

Jeśli ktoś z Was myśli, że bredzę – to polecam obejrzeć poniższy film.

Wszystko jasne? Dopadło mnie tzw. „męskie przeziębienie”. Poważny syndrom, którego tylko przez przeoczenie nie ma na liście najgroźniejszych chorób wszechczasów. Z którego jedna z firm bezpardonowo się śmiała (nie zapomnimy tego).

I na którą nie można nic poradzić. Zresztą – co tu radzić. Nawet najnowocześniejsze procedury medyczne tak naprawdę mają stary rodowód. A mężczyźni na katar umierali, umierają – i będą umierać. Taka karma.

Zresztą – niech tam sobie lekarze mówią, że nie ma czegoś takiego jak „męskie przeziębienie”. My, mężczyźni, wiemy lepiej. Jest – i to nas zabija. Są wprawdzie tajemne sposoby (piszą o nich popularni blogerzy) na pokonanie paskudnego choróbska, ale ja jestem w stanie agonalnym.

A zatem żegnaj, okrutny świecie… Na mym grobie zasadźcie orchidee. Było nam razem dobrze, blogu. Do zobaczenia w lepszym świecie, Fejsbuku. Wspominajcie mnie dobrze, sępy z Twittera. I Wy, dziwni ludzie, którzy nie jesteście w internetach (w jaki sposób do kroćset czytacie ten tekst?) – nie spotkaliśmy się, trudno, Wasza strata.

Ale Instagrama nie zostawię – znalazłem dowód na to, że trup też może się ładnie prezentować na kwadratowych fotkach.

Foto: Claus ReblerCC BY-SA 2.0

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!