Plague

Nad Europę nadciągnęła nowa, czarna plaga. Szybko się rozprzestrzenia. Sam też rozsiewam zarazki.

Pisałem kiedyś o Rando – nietypowej społecznościówce, która bardziej przypominała mi wrzucanie listu w butelce niż budowanie relacji. Ale bardzo mi się podobała. Rando padło jakiś czas temu, więc je odinstalowałem. Tymczasem od kilku dni testuję Plague i znowu przypomina mi to wrzucanie listu w butelce.

Po kolei. Czym jest Plague? To taka społecznościówka, w której wysyłamy naszą (lub czyjąś) wiadomość w świat. Do losowych odbiorców, zlokalizowanych najbliżej nas. Oni mogą ją podać dalej lub przerwać „infekcję”. Mogą też skomentować. My możemy patrzeć, dokąd nasz post zawitał. Ot, całą filozofia.

Jest oczywiście tzw. infection index, liczony w jakiś przemyślny sposób. Za każde 50 punktów możemy infekować jedną osobę więcej (zaczynamy od 5). Możemy mieć swój profil, a jeśli skomentujemy jakiś wpis, to automatycznie go śledzimy. Główny i pożądany język komunikacji to angielski. To już autentycznie wszystko.

Ale to wciąga niesamowicie. Ktoś na Plague napisał, że chyba jeszcze nigdy Unia Europejska nie rozmawiała tyle ze sobą. Ma to coś w sobie ze wspomnianego wrzucania listu w butelce (bo nie wiemy, kto go otrzyma ani jak daleko dotrze), ale ma też klimat początków internetu. Gdzie frajdę sprawiało to, że człowiek z innego krańca kontynentu może się z nami skontaktować.

Dominują złote myśli w stylu Pałlo Kołalio (choć niektóre są nawet dowcipne), zdjęcia i obrazki (raczej ściągnięte z netu, tych dalej nie podaję), wyznania osobiste czy różnej maści ciekawostki – na przykład o europejskich krajach. W ten sposób dzięki Plague można się sporo dowiedzieć o naszych sąsiadach. Testuję aplikację od kilku dni i nie natrafiłem jeszcze na żadne dzióbki, sweetfocie, porno czy reklamy.

Z drugiej strony trudno byłoby tu o skuteczną kampanię. Jedyny zasięg, jaki mamy bezpośrednio zbudowany, to te kilka – kilkanaście osób, do których przekazujemy informację. Od nich zależy, czy trafi ona dalej. Z tego powodu nie traktuję Plague jak kolejnego Facebook killera, a raczej podobnie do Rando – jako projekt artystyczny. Pokazujący nam, jak blisko jesteśmy z tymi, do których mamy daleko.

Na Plague jest już kilka osób: Hania, Łukasz, gdzieś mi mignął Krzysztof – no i musi być Marcin, który mi o tym całym wynalazku opowiedział. Nie można jednak dodać nas do znajomych czy obserwowanych. Trzeba liczyć na to, że ktoś do Was poda nasze wpisy…

Zachęcam Was do rzucenia okiem na Plague i przetestowania tej aplikacji przez kilka dni. Gdy dacie jej szansę, może się okazać, że spodobał Wam się ten dziwny klimat. A poza tym – więcej osób w sieci to łatwiejsze infekowanie innych.

UPDATE 08.02.2015: W ciągu miesiąca Plague z przyjemnej aplikacji, w której roiło się od ciekawostek i prób wzajemnego zrozumienia różnic między europejskimi krajami, stała się kolejną siecią pseudointelektualnych tekstów i głupich obrazków. Postanowiłem odinstalować tę aplikację, bo nie wydaje mi się, aby miała w najbliższym czasie się zmienić. Szkoda.

Foto: European Commission DG ECHOCC BY-ND 2.0

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!