Taki duży, a klockami się bawi!

Czyli kilka słów o tym, jak rewolucja wychodzi spod ziemi. Oraz że warto nie pozwalać swojemu wewnętrznemu dziecku zasypiać.

Przy podsumowaniu roku pisałem o tym wszystkim, co udało mi się osiągnąć w 2014. A jedną rzecz przemilczałem. Celowo. Otóż w ostatnich dniach minionego roku obudziłem w sobie AFOL-a i stworzyłem MOC.

Nie, to nie są zaklęcia przywołujące akadyjskiego demona zniszczenia. Może po kolei.

Ci z Was, którzy mnie trochę znają, wiedzą, że lubię Lego. OK, to może nie jest żaden wyznacznik – bo kto nie lubi? Ale ja lubię nieco bardziej. Gdy się usamodzielniłem, jednym z pierwszych zakupów był wielki zamek z Lego. A potem jeszcze jeden. I ekskluzywny (tak go określili) zestaw ze średniowieczną wioską…

Long story short – od czasu, jak zacząłem to całe dorosłe życie, wzbogaciłem się o kilka wielkich zestawów Lego. A właściwie – wzbogaciliśmy, bo Żona podziela to moje zamiłowanie do klocków.

Jeśli dodać do tego fakt, że mam zasubskrybowanych kilka blogów o budowaniu z Lego – to wyjdzie, że pełnokrwisty ze mnie AFOL. Czyli Adult Fan of Lego. No, może nie taki pełnokrwisty – do kompletu musi być chyba jeszcze MOC (nie znam się na wytycznych, ale tak mi się wydaje).

Co to MOC? To kolejny akronim – My Own Creation. Czyli taka budowla z klocków, która nie jest z żadnego zestawu. No i jednak coś przypomina, a nie jest tylko trzema klockami na krzyż. Z tym było już nieco gorzej, bo – pomijając jeden szybki rentgen dla koni – niczego takiego nie stworzyłem.

Aż do 28 grudnia 2014 roku.

Od jakiegoś czasu zamarzyła mi się budowa małej dioramy (tak chyba najlepiej przetłumaczyć angielskie vignette). Takiej klasycznej, 8×8. Czyli: podstawa budowli ma mieć wymiar osiem „wypustek” na osiem, choć oczywiście u góry może się rozszerzać. Jeśli nie wiecie, o co chodzi – rzućcie okiem na galerię człowieka, który w 2014 co tydzień budował taką jedną. Urocze są.

Nie będę kłamał, że planowałem, że rysowałem szkice, że czekałem na ten dzień. Po prostu – pomysł od dawna chodził mi po głowie, więc tego 28 grudnia spontanicznie sięgnąłem po klocki, potem po jeszcze jedno pudełko, potem po worek… i w ten sposób udało mi się uchwycić początek rewolucji. Kliknijcie w pierwsze zdjęcie poniżej, aby przejść do galerii – i czytajcie opisy.

Fajne, prawda? Jeśli chcecie więcej fotek, rzućcie okiem na mojego Flickra.

A tymczasem w mojej głowie kiełkują kolejne pomysły na MOC-e. Może nie co tydzień. Może nie tak widowiskowe. Ale zdecydowanie będę się bawił klockami, gdy tylko czas mi pozwoli. Pewnie nie będę tu wszystkich wrzucał (chyba, że będziecie bardzo chcieli), ale raz na jakiś czas tu i tam coś wspomnę.

Bo skoro w mądrym psychoteście wyszło mi, że jestem młodszy, niż w rzeczywistości, to trzeba się odpowiednio zachowywać. A poza tym – powrót choć na chwilę do dzieciństwa nie jest wcale taki zły. Polecam każdemu. Zróbcie coś dla własnej frajdy, dla czystej radości z zabawy, dla relaksu…

Tylko weźcie swoje klocki.

  • Olo

    Cichy… Wczoraj przed snem zanotowałem sobie, że muszę napisać o LEGO. Z pomysłu na jeden wpis, zrobiły mi się trzy 🙂

  • Błagam, załóż osobną kategorie na blogu o Lego.

    • Błagasz? A czemuż to? Pytam serio – czemu miałbym o tym tak pisać?

      • Bo lubię Lego, bo mam od ch*ja Lego – no dobra mój syn ma, bo pokazałeś fajną rzecz, o której nie miałam pojęcia i chciałabym zobaczyć tych rzeczy więcej.

        • No to w tajemnicy powiem Ci, że zapraszam tu jutro, w samo południe 🙂

  • Pingback: Wpół do weekendu #29 – Lego | MrCichy()

  • Mój mąż też bawi się kolckami lego, tylko trochę bardziej skomplikowanymi, buduje z nich roboty – lego mindstorms się nazywają 🙂

  • Pingback: Tylko pytania: Mars | MrCichy()