Jak przebiec 500 km?

Tak samo, jak zjeść słonia. Małymi kawałeczkami. Ja moją połówkę tysiąca rozbiłem na pięciokilometrowe odcinki.

O parkrunie pisałem już zapewne kilka razy tu i ówdzie. Choćby na moim prywatnym profilu na fejsie (który możecie obserwować, dzięki temu zobaczycie rzeczy, które na bloga nie trafią lub trafią po jakimś czasie).. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie wiecie, co to jest – to już spieszę z wyjaśnieniami. I zachętą do biegania. A na koniec wyjaśnię, dlaczego właśnie dziś pojawił się ten tekst.

Ale po kolei.

Co to jest parkrun?

To międzynarodowa inicjatywa – cotygodniowe biegi w parku na dystansie 5 km z pomiarem czasu. W 9 krajach świata, w każdą sobotę o 9:00 lokalnego czasu, w parkach spotykają się biegacze i przez mniej – więcej pół godziny dają z siebie wszystko. Dla siebie, dla rywalizacji, dla dobrego rozpoczęcia dnia, dla wyzwolenia endorfin – motywacja są różne. Ale cel jest jeden – przebiec 5 km.

Gdzie mogę pobiec?

Najlepiej poszukać najbliższej lokalizacji na świecie poprzez międzynarodową stronę organizacji. Jeśli chcesz biegać w Polsce – masz do wyboru 19 lokalizacji (w tym 4 w Warszawie i 2 w Trójmieście). Owszem, są regiony, gdzie biegów nie ma. Jeszcze. Nie w każdym mieście będziesz mieć blisko do startu (czekający na lokalizację Gdańsk – Południe wiedzą, o czym mówię). Ale możesz pobiec nawet w Szczecinku. Nie, żebym miał coś do Szczecinka, ale do tej pory to miasto kojarzyło mi się z jakimś jeziorem, uroczym centrum i darmowym kanałem porno w hotelu (długa historia).

Co w tym fajnego?

Klimat. Ludzie. Możliwość pobiegania z pomiarem czasu. Wszystko za darmo. Jeśli znasz plusy biegania, to nie trzeba Cię zachęcać. Jeśli znasz minusy – to też wiesz, czego się spodziewać. Jeśli masz swoją drużynę biegową – stawcie się na starcie i potraktujcie to jako sposób sprawdzenia swojej kondycji. Jeśli chcecie zacząć – to śmiało. Ja zaczynałem właśnie od parkruna. Może 5 km wydaje się niesamowicie długim dystansem, ale każdy z dobrą kondycją pokona to spokojnie.

Czy muszę biegać?

Nie. I to jest najlepsze. Możesz po prostu przyjść i pomóc przy organizacji biegu. Cała idea parkrun opiera się na wolontariuszach. To oni mierzą czas, tworzą listy uczestników, zabezpieczają trasę, robią zdjęcia… Bycie wolontariuszem to trochę tak, jak bycie kibicem. Tylko że bardziej. Ale oczywiście zachęcam Cię do przebiegnięcia tej piątki. Niemniej – nie musisz. Wolontariusze też czują ten świetny klimat i spotykają pozytywnych ludzi,

Dlaczego o tym piszesz?

Bo w sobotę, 27 grudnia 2014 roku, pobiegłem swój setny bieg w ramach parkrun. I dostałem za to taką fajną koszulkę, jak widać powyżej. To oznacza, że w gdańskim parku przebiegłem pół tysiąca kilometrów. Czy to dużo, czy mało – to każdy osądzi sam. Jest to z pewnością większość tego, co przebiegłem w ramach zawodów. Przed trzema laty nie pomyślałbym o tym, że mogę biegać. Że mogę przebiec tyle kilometrów. Że taka piątka to będzie dla mnie dystans na pobudkę. Że zaliczę setkę parkrunów.

Gdy w sobotę dostawałem koszulkę, zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Bo zrozumiałem, że właśnie zjadłem słonia. Kolejna koszulka – za 250 ukończonych biegów. Trochę czasu mi to zajmie, ale będę walczył. Bo parkrun jest tak fajną inicjatywą, że byłbym głupi, gdybym z niej nie korzystał.

  • I szacun. Wielki.
    Nie lubię biegać, nawet za trajtkami – najwyżej do domu dojadę później, do pracy wychodzę trzy trajtki przed – ale podziwiam. Za każdy wybiegany kilometr.
    Za dziś przeszłam na bieżni na siłowni. 1.5 km. Przed 20 minut. Tempo 5.5km/h. #tyleprzegrać #takazłakondycja

    • Też nie lubiłem biegać. Dopóki nie zacząłem. Potem jakoś mi przeszła ta niechęć.

  • Pingback: 5 rzeczy, które dała mi rezygnacja z biegania | MrCichy()