Wpół do weekendu #26 – Wesołych…

Nie wiem, czy w tej chwili stroicie choinkę, lepicie pierogi czy pakujecie prezenty (tak, święty Mikołaj nie istnieje). Zróbcie sobie chwilkę przerwy. W końcu jest środowe południe…

Podejrzewam, że nie macie czasu na czytanie, więc dziś będą same filmy z jutuby. No, prawie same. Mogą sobie lecieć w tle, gdy będziecie myć okna dla Jezusa albo lepić bałwanka z kokainy (w Gdańsku leje deszcz, a klimat świąt musi być – radzić sobie trzeba).

Ale nie byłbym sobą, gdybym nie zrobił nieco na przekór i nie dał najpierw tekstu do przeczytania. Długiego. O tym, że prawie wszystko, co mamy w głowach na temat biblijnej sceny narodzenia, to nieporozumienie. Nie było żadnego „braku miejsca w gospodzie”, żadnej stajni, żadnych mędrców, żadnych zwierząt… no i nikt niczego nie ukradł z pogańskiej tradycji. Także tego.

Zacznijmy od kolędy. Tej o niewiernej suce, która złamała serce Jerzego Michała. I dlatego zachorował na homoseksualizm. Czy jakoś tak. Oczywiście w Polsce nikt nie zwraca uwagi na słowa, bo skoro jest tam „Christmas” i „heart”, no to musi pasować! Otóż nie pasuje. Ani do świąt, ani do teledysku – do którego lepiej pasują te słowa:

Ogólnie mamy jakiś problem z przyporządkowaniem emocji do tych świąt. Piosenka o nieszczęśliwej miłości jest kolędą (a inna piosenka o nieszczęśliwej miłości jest weselnym hymnem, ale o tym przy innej okazji). Z kolei rodzinnym filmem do oglądania przy wigilijnym stole (bo po co rozmawiać?) jest jedna z najokrutniejszych opowieści o małym sadyście. Nie wierzycie? Zobaczcie, ile ofiar miałby na sumieniu Kevin w realnym świecie.

Swoją drogą – jak przeanalizować ten film, to można sobie postawić kilka pytań.

A właśnie – pewnie tradycyjnie portale zechcą pokazać Wam, jak bardzo stoczył się Makalkikalki (nigdy nie nauczę się, jak ten facet się nazywa) pod wpływem prochów. I jak zwykle skłamią.

A przecież jest taki piękny, bożonarodzeniowy film… dla całej rodziny.

Nie, nie „To właśnie miłość”. Uwielbiam ten film i oglądanie go jest taką moją małą tradycją świąteczną, ale jeśli obejrzeć go dokładnie, to wychodzi na to, że to cholernie mizoginiczna historia (uwaga, ten tekst może trwale zabrać frajdę z oglądania „To właśnie miłość”). Poza tym – spójrzcie sami:

Filmem idealnym na Boże Narodzenie jest oczywiście „Szklana pułapka”. Piękny film o przezwyciężaniu trudności, aby spędzić tę magiczną noc razem z bliskimi. Oraz o tym, że Bruce Willis miał kiedyś włosy.

Oczywiście, tu też trup ściele się gęsto. Ale tu jest inaczej, niż w przypadku tego socjopatycznego gnojka samego w domu. Tutaj John zabija z miłości do żony. Ooo…

No, to teraz pora wracać do przerwanych zadań. Zanim jednak rzucicie się w wir pracy (aby w odpowiednim nastroju i słusznie zmęczeni zasiąść do kolacji wigilijnej), pora na życzenia. Mógłbym się tu naprodukować, ale najlepsze życzenia w tym roku stworzyli panowie ze Zmemłanych. Ja się mogę tylko podpisać obok.

Wesołych Świąt!

  • Olo

    Nawiązując do tradycji, które pielęgnujemy, a których korzeni nie znamy i twojego poprzedniego wpisu o karpiach, kiedyś przeczytałem, że karp na wigilijnym stole jest wymysłem… komunistów. Owszem, pojawiał się wcześniej, ale to oni skutecznie go przywrócili na nasze stoły.

    Wesołych i Yippee-ki-yay !

    • Z tym karpiem to będę musiał zrobić śledztwo. Bo też tak słyszałem, ale też słyszałem wersję inną. To może być ciekawy research 🙂