Nie bawi mnie wojna o karpia

Jakie te Polaczki zabawne. Rzucają się na karpia w Lidlu. No paradne. 

W sieci pojawił się kolejny film z cyklu „wielkie bitwy w Lidlu i Biedronce”. Tym razem nie były to skórzane torebki czy plastikowe klapki. Tłum rzucił się na chłodnię z karpiem i wyrywał sobie z rąk mrożoną rybę.

Oczywiście – internety nie zawiodły. Pojawiły się typowe komentarze, że to Polska właśnie, pojawiły się zabawne przeróbki filmu – no i teraz trzeba się zastanowić, jakie następne mordobicie zafundują nam dyskonty.

W tym całym rozbawieniu umknęło jedno. To nie były towary luksusowe w przecenie. To nie była kokaina po 5 zł za kilogram. To był zwykły karp. Którego z jakiegoś powodu trzeba mieć na wigilijnym stole. Nie, tego nie można kupić taniej, aby potem odsprzedać.

Ci ludzie prawie tratowali się z powodu czegoś, co planowali zjeść. Widzę dwa powody, dla których coś takiego miało miejsce. Żaden z nich nie jest zabawny.

Po pierwsze – nie mają pieniędzy. Jeśli przyjrzycie się uważnie, zobaczycie, że to głównie starsi ludzie. Zapewne emeryci. To nie jest grupa społeczna, wiodąca najbardziej hulaszczy tryb życia w Polsce. To ludzie, którzy często mają dylemat – czym doprawić tynk ze ściany, gdy emerytura poszła w całości na lekarstwa i rachunki? Dla nich promocja na karpia to prawdziwa okazja, o którą warto się bić. Bo dziś kilka złotych ugrane na karpiu oznacza może jutro kilka plastrów wyrobu mięsopodobnego.

Opcja numer dwa – mają kasę, ale mają też przyzwyczajenia z PRL. Nie dociera do nich, że na półkach są produkty, które można kupić. Nie rozumieją mechanizmu promocji sklepowej. Działają automatycznie – jak jest promocja i ludzie się rzucają, to trzeba kupić. bo jutro zabraknie. Mówiąc krótko – nie przestawili się mentalnie.

Tyle się mówi o walce z różnymi rodzajami wykluczenia. To też jest jedno z nich. Nikt tym ludziom nie wytłumaczył, że komuna się skończyła. Nikt nie nauczył ich korzystać ze sklepów poza gospodarką centralnie planowaną. A oni, w swojej nieporadności, łączą te dwa systemy. Co skutkuje tym, że zamiast karnie ustawić się w kolejce, szturmują lodówkę niczym Niemcy Stalingrad.

Rozejrzyj się. Może w Twoim otoczeniu jest taka osoba. Może znasz kogoś, kto kultywuje komunistyczne zwyczaje zbieracko – łowieckie i korzysta z każdej promocji (bo kiedyś to wszystko może się przydać). Porozmawiaj z taką osobą. Cierpliwie, słowo po słowie, postaraj się jej wyjaśnić, jak działa współczesny świat. Niech to będzie Twój świąteczny prezent dla tej osoby.

I dla nas wszystkich też. Zanim w Lidlu będzie promocja na szynkę, a jakiś śmieszek – heheszek wrzuci film z tej promocji do sieci.

Foto: Dirk-Jan KraanCC BY-NC 2.0