Wpół do weekendu #25 – problem z kalendarzem

To pierwsza taka sytuacja, że między kolejnymi odcinkami serii „Wpół do weekendu” nie było innego wpisu. Dziwne – miałem pomysły, miałem chęci, a nic nie napisałem… Po prostu jakoś nie zauważyłem, że minął tydzień. 

Widocznie potrzebuję kalendarza.

A przecież wystarczyłoby, abym przed rokiem kupił sobie jeden z takich bardzo kreatywnych i ładnych kalendarzy. Warto pomyśleć o jakimś odmierzaczu dni na 2015. W końcu jest grudzień. W grudniu tradycyjnie rusza sprzedaż kalendarzy.

Chociaż nie. W tym roku ruszyła z końcem kwietnia. Wtedy pojawiły się pierwsze kalendarze na 2015 ze ŚWIĘTYM Janem Pawłem II.

Jeśli jednak nie jesteście zainteresowani zdjęciami świętych osób (wziętymi z banków zdjęć) w otoczeniu kilkudziesięciu cyfr wybitych nieczytelną czcionką – to może coś weselszego? Albo niekoniecznie „weselszego”, ale z pewnością wyróżniającego się.

Oczywiście dziś kalendarz papierowy to gadżet retro. Dla prawdziwych fanów retro najlepszy byłby pewnie kalendarz Majów, który swego czasu nieco namieszał. Dla tych nowoczesnych najlepsze są takie na komputer. I tu mogę polecić kalendarz mojego ulubionego superbohatera – Wilq.

Oczywiście – jeśli nie gorszy Was golizna, to warto zainwestować w kalendarz z gołymi paniami. Jest ten najsłynniejszy – Pirelli. Jest jego polska wersja – Linder. Z trumnami. Kiedyś w jednym warsztacie widziałem też równie artystyczny kalendarz z czarno – białymi aktami kobiet przy reklamowanych produktach. A tym produktem były przenośne toalety. Niestety – nie potrafię go znaleźć.

A jeśli to dla Was za mało – to polecam inne erotyczne kalendarze. Takie, których nie wybijecie sobie z głowy. Na przykład z nagimi artystami w strojach pand. A jeśli to mało – zawsze mogą być seksowne kobiety pozujące z karpiami.

Swoją drogą – ciekawe, ile będę miał wejść z Google po tym ostatnim zdaniu?

Aha – za tydzień może i jest Wigilia, ale jest też środa. Więc „Wpół do weekendu” oczywiście będzie.

PS: Za podrzucenie zdjęcia dziękuję bardzo Jenny.

Foto: Philip Chapman-Bell / CC BY-NC-SA 2.0

  • Nie wyobrażam sobie życia bez papierowych kalendarzy. Jeden mały na biurku, drugi książkowy z każdym dniem na osobnej stronie, trzeci książkowy, ale cieńszy, żeby nie trzeba było tyle dźwigać. Inna sprawa, że potrafię mieć czasem i miesięczną dziurę w treści, bo nie zauważam, jak ten miesiąc mija 😉

    • Ja na biurku mam tylko ten gdański. A książkowy, firmowy, zazwyczaj robi mi za notes.