This War of Mine

Stara gra komputerowa mówiła, że wojna nigdy się nie zmienia. Być może to prawda. Ale jednego jestem pewien. Mnie zmieniła.

To nie ja wywołałem tę wojnę. Nie chciałem jej. Jak zwykle poszło o to, który generał ma dłuższego albo któremu politykowi kasa się nie zgadza. A teraz siedzimy we trzech w zbombardowanym domu i zastanawiamy się, co zabije nas pierwsze: głód, zimno, rany czy bandyci.

twom8

O grze „This War of Mine” usłyszałem przypadkiem. Kilkoro blogerów (Paweł Opydo, Wojciech Bieroński, Zgrana Rodzina) bardzo celnie wypunktowało idiotyczny artykuł w „Newsweeku” na temat tej produkcji. Im lepiej poznawałem temat, tym bardziej chciałem w nią zagrać.

Oto Polacy pokusili się o stworzenie gry wojennej z zupełnie nową perspektywą. Tym razem nie wcielam się w lepiej lub gorzej uzbrojoną maszynkę do zabijania. Nie mam za zadanie wyeliminować samopas całych pułków nieprzyjaciela. Jestem grupką cywili, ukrytych w jednym z domów na terenie walk. I mam tylko jedno zadanie.

Przeżyć.

To nawet nie jest nasz dom. Nie znamy go. Nie wiemy, co czai się w jego zakamarkach. Ale coś czuję, że przyjdzie nam spędzić w jego murach trochę czasu. Dlatego rozdzieliliśmy się i wyruszyliśmy na poszukiwania. Przetrząsamy każdy zakamarek, choć nie jest łatwo. W wielu pomieszczeniach drogę zagradzają nam sterty gruzu. Część drzwi jest zamknięta.

twom3

Na pierwszy rzut oka można „TWoM” przyrównać do starych, dobrych „The Sims”. Tu też mamy grupkę osób, zamkniętą w pomieszczeniu, której wskazujemy co i gdzie ma robić. Tylko że tutaj jest o wiele mroczniejsza atmosfera. Zamiast gotowania czy tapetowania – jest szukanie jedzenia i filtrowanie wody. Zamiast sąsiadów wpadających na imprezę – jest dziecko proszące o pomoc w przeniesieniu matki ranionej przez snajpera. No i nie można utonąć w basenie – bo basenu nie ma. Ale głód i niezabandażowane rany zabijają równie skutecznie.

Tak więc gdy rzucić okiem po raz drugi – ta gra jest cholernie daleka od cukierkowych „Simów”.

Po kilku dniach udało nam się trochę uporządkować nasz dom. Zbiliśmy z desek proste łóżka, aby nie spać na podłodze. W kącie ustawiliśmy mały piecyk. Pod ścianą zamontowaliśmy coś jakby kuchenkę – nie jest najpiękniejsza, ale można na niej gotować. Nawet nie wyobrażałem sobie, jak cudownie może smakować zupa po kilku dniach jedzenia zimnych konserw.

twom2

Oczywiście – po jakimś czasie zdobędziesz jakieś jedzenie. Zbudujesz prymitywną kuchenkę, aby je ugotować. Za niesamowicie wysoką cenę (oczywiście w barterze) uda Ci się kupić kawałek bandaża. Może nawet w stworzonym przez siebie warsztacie uda Ci się zmajstrować prosty piecyk, dający ciepło w coraz chłodniejsze dni.

To wszystko na nic. Zawsze Twoje zasoby będą mniejsze, niż potrzeby. O wiele mniejsze.

Każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Może nawet dałoby się tak żyć, ale wojna nie pozwala nam o sobie zapomnieć. Co chwilę słyszymy odległe wybuchy. Czasem czyjś krzyk lub płacz. Najgorsze są noce, gdy zmęczenie, głód i zimno zmieniają powieki w kawałki betonu. Ale trzeba pilnować naszego skromnego dobytku przed rabusiami.

twom1

Dlatego właśnie wyruszysz w miasto, w poszukiwaniu wszystkiego, co może Ci się przydać. Autentycznie wszystkiego. Biżuteria? Znakomita na handel. Książki? Są doskonałą podpałką. Nawóz? Przyda się do uprawy tytoniu na skręty. Drewno? Bierz każdą ilość. Drobne części elektroniczne? Zbudujesz z nich radio, aby wiedzieć, jaka jutro będzie pogoda.

I czy potrzebujesz więcej drewna oraz lekarstw, aby ochronić się przed zimnem.

Nasz dom to nie jest skarbiec bez dna. Dość szybko nasze skromne zapasy jedzenia się wyczerpały. W piecu palimy połamanymi krzesłami. Dobrze byłoby też zmienić opatrunek na postrzelonej nodze. I dlatego zaczęliśmy wychodzić z domu. Przetrząsamy okoliczne domy, sklepy, kościoły. Zaglądamy do każdej szafki, do każdego śmietnika. Wszędzie tam, gdzie może być coś do jedzenia lub do podreperowania zdrowia. Oczywiście – chodzimy nocą. Dzień należy do snajperów.

twom5

Jak łatwo się domyślić – miasto objęte działaniami wojennymi nie jest zupełnie puste. W zbombardowanym szpitalu są lekarze. I żołnierze. W ostrzelanym hotelu – grupka maruderów urządziła sobie obóz. A w splądrowanym supermarkecie jakiś żołdak mówi szukającej pożywienia dziewczynie, że może jej „pomóc.”

Kiedy chowasz się w cieniu przed uzbrojonym żołnierzem, mając przy sobie tylko nóż, serce podchodzi Ci do gardła. Zastanawiasz się, czy ta wyprawa w poszukiwaniu konserw była tego warta. Bo już wiesz, że albo wrócisz bez nich, albo nie wrócisz wcale.

Już nie pamiętam, dlaczego postanowiłem pójść do tego konkretnego domu. Wyglądał na niezamieszkały. Gdy podszedłem pod drzwi – usłyszałem ze środka głosy. Po chwili wahania zdecydowałem się wejść. Od dwóch dni nie miałem nic w ustach – podobnie jak moi towarzysze. Nie przeżylibyśmy kolejnej doby. Musiałem zdobyć coś do jedzenia za wszelką cenę. Musiałem zaryzykować.

twom4

I tak właśnie będą upływać Ci dni wojny. Każdy podobny do poprzedniego. Ugotuj coś. Zastanów się, kto jest najbardziej głodny – i temu daj obiad. Rozważ, czy ranny kolega przeżyje jeszcze ten jeden dzień bez opatrunku. Gdy na Twoim progu pojawi się dezerter z prośbą o udzielenie schronienia pamiętaj, że dodatkowe ręce do pomocy idą w parze z dodatkową gębą do wykarmienia.

A nocami módl się, aby złodzieje ominęli Twój dom. I zastanów się, czy zbieranie tylko tego, co porzucili uciekający przed wojną, wystarczy Ci do przeżycia. Może sytuacja zmusi Cię do okradzenia kogoś. A może nawet do zabicia.

W środku siedziała para staruszków. W wygodnych fotelach, przy kominku – jakby dookoła nie było tego całego horroru. Jakby nic się nie stało… Gdy mnie zobaczyli, zerwali się na równe nogi. Grzecznie, ale stanowczo, spytali, dlaczego ich nachodzę. Nie słuchałem ich. Jak zwierzę rzuciłem się ku lodówce. Działającej! Zaczęli protestować, chcieli mnie odgonić. Wtedy wyciągnąłem nóż.

To nie jest gra dla każdego, ale tym z Was, którzy mogą się zmierzyć z tą trudną tematyką – serdecznie ją polecam. Nie pamiętam tytułu, który by mnie tak niesamowicie wciągnął. Tutaj wszystko sprawia, że od rozgrywki nie można się oderwać. Nietuzinkowa tematyka, trudne wybory czy oryginalna grafika – to wszystko przykuło mnie do komputera na kilka godzin. Choć chciałem tylko zobaczyć, jak wygląda ten głośny tytuł.

Jasne, wmawiaj sobie, że to przecież tylko gra. Że te piksele, to nie są prawdziwi ludzie, nie ma tam autentycznego bólu czy głodu. Ale od dokonania trudnych wyborów, przed jakimi postawi Cię „This War of Mine” – nie uciekniesz. Bo wojna to piekło, a z piekła nie ma ucieczki.

Zawahałem się na chwilę. To im wystarczyło. Z krzykiem uciekli do piwnicy i tam się zamknęli. Pospiesznie zacząłem wrzucać do plecaka to, co udało mi się znaleźć. Część rzeczy im zostawiałem. Gdy znalazłem list zaczynający się od słów „Kochany synku, mamy nadzieję, że jesteś bezpieczny…” – uciekłem z tego domu z pustym w połowie plecakiem. Wolałem być głodnym człowiekiem, niż sytym zwierzęciem.

Ich przerażony wzrok będę widział do końca swoich dni.

twom6

  • Bardzo dobry pomysł, ale mnie do końca nie przekonuje. Uproszczenia w pewnych miejscach wydają się oderwane od rzeczywistości.
    Ale jako gra warta polecenia.

    • Pamiętaj, że gry muszą bazować na pewnych uproszczeniach. Moim zdaniem w „TWoM” najważniejsze jest nie pokazanie mechanizmów przeżycia, ale związanych z tym emocji. A to gra robi bardzo dobrze.

  • Pingback: Podsumowanie roku 2014 | MrCichy()

  • Pingback: Door Kickers – MrCichy()