Wpół do weekendu #22 – bo czasem weny brak…

Będę szczery do bólu – jeszcze wczoraj nie wiedziałem, o czym zrobić ten wpis.

Pustka w głowie i na kartce (taaak, piszę te teksty na kartce, a potem daję sekretarce do przepisania…) była niesamowita. Mógłbym ją porównać do pustki we Wszechświecie – stopniowo zapełniającej się różnymi przedmiotami, ale jednak olbrzymiej.

A skoro już o kosmicznych przestrzeniach mowa – wiedzieliście, że pomiędzy Ziemię a Księżyc można wcisnąć wszystkie pozostałe planety Układu Słonecznego? Oczywiście teoretycznie. I jeszcze zostałoby trochę miejsca. Na przykład na Plutona*.

Ale nieco odpływam od głównego wątku tego wpisu. A zatem – nie wiedziałem, co napisać. Zwróciłem się o pomoc do internetów**… I normalnie byłoby to złym pomysłem, ale tym razem – zadziałało.

Luke z jesie.pl całkiem przytomnie zauważył, że może pora poruszyć kwestię braku motywacji. Zamieścił nawet ciekawy wykład TED (innych nie ma) o naszej kreatywności. I wtedy przypomniałem sobie, że z podobnymi tekstami już się kiedyś spotkałem. I może warto Wam je podrzucić – bo każdy z nas może cierpieć na blokadę pisarską. Nie tylko bloger.

Zacznijmy jednak od rad skierowanych do blogerów. Skąd brać pomysły na wpisy? Lista źródeł inspiracji może być niesamowicie długa (spotkacie w sieci takie liczące kilkadziesiąt pozycji), ale dobrą podstawą jest kontakt z Czytelnikami. Wasze pytania, Wasze sugestie – wszystko to jest dobrym punktem zaczepienia do napisania wpisu. Nie tylko w ramach #wpółdoweekendu. Dlatego, jeśli uważacie, że warto, abym poruszył jakiś temat: piszcie w komentarzach, mailach lub mediach społecznościowych. Nie gwarantuję, że zajmę się każdym, ale pisałem o tak różnych rzeczach, że nie odrzucę danego tematu tylko dlatego, że „o tym nie piszę”.

A gdzie szukać inspiracji do pisania? Takiego normalnego, nie tylko blogowego? W zasadzie tu lista mogłaby się pokrywać z poprzednią, ale tę stworzył Leo Babauta – niesamowicie inspirujący człowiek, bloger, minimalista, pisarz. Gdy już kiedyś zacznę pisać książkę, to z pewnością skorzystam z tych rad. Zresztą – korzystam z nich mimowolnie cały czas. W końcu jakieś historie do mojej przyszłej książki mam w głowie i notatnikach od dawna. Czasem tylko brakuje mi jakiegoś elementu spinającego niektóre fragmenty – i wtedy przydaje się wszystko, łącznie z podsłuchanymi w tramwaju rozmowami.

Oczywiście – jak już się zacznie pisać, blokada pisarska (nie wiem, czy tak w języku polskim mówi się o „writers’ block”, ale mi pasuje) też może zaatakować. Na szczęście są sposoby, aby sobie z nią radzić.

A jeśli chcecie napompować swoją kreatywność – bez względu na to, co robicie – w 10 lub 30 minut, warto skorzystać z listy mniej lub bardziej typowych porad (np. siedzenia poza pudełkiem – dosłownie).

Dlaczego te wszystkie rady, choć czasem infantylne, są dobre? Motywacja do działania i kreatywność to nie linia prosta. To bardziej sinusoida. Umysł przeciętnego człowieka nie jest w stanie funkcjonować przez cały czas na najwyższych obrotach. Trzeba rozumieć, że spadki formy są zupełnie naturalne. I umieć je jakoś przeczekać, a może nawet skrócić, szukając pomysłów na działanie, gdy motywacja uderzy ponownie.

W każdym razie tak to działa w blogowaniu.

A jeśli nadal nie masz o czym pisać, a zagrałeś już kartą „lista rzeczy, które pomogą w pisaniu, gdy nie wiesz, o czym pisać” – zawsze możesz postawić na damskie pośladki. To się sprzeda.

Tak, tę radę też dostałem w internetach. I mam zamiar z niej skorzystać. Choć może lepiej nie odpalaj tego klipu w pracy, gdy szef przechodzi za Twoimi plecami… Lepiej poczytaj o naprawdę dużych pośladkach (i ich historii).

* Żadne ciało niebieskie nie zasługuje na utratę miana planety, choćby było bardzo niegrzeczne.

** O właśnie – jeśli jeszcze nie wiecie, to możecie followować mój prywatny profil na FB. Trafia tam nieco inna treść, niż na bloga czy fanpage, ale równie wysokiej jakości.

Foto: Christian Weldinger / CC BY-NC-ND 2.0