Wpół do weekendu #20 – Wielka Wojna

Wczoraj świętowaliśmy odzyskanie niepodległości. Świat świętował koniec I Wojny Światowej.

Oczywiście – nikt jej wtedy nie nazywał „I Wojną Światową”, ani nawet „Wojną Światową”. To była tak zwana „Wielka Wojna” i w ludziach tliła się nadzieja, że takie szaleństwo już się nie powtórzy. Nadzieja płonna, jak pamiętamy z historii.

Tu ciekawostka – zastanawiało mnie, kiedy po raz pierwszy użyto określenia „II Wojna Światowa”. Okazuje się, że jeszcze przed 1 września 1939. Na podobnej zasadzie, jak my dziś mówimy o groźbie III Wojny Światowej.

Ale skupmy się na tej pierwszej. Rozpoczętej w 1914 roku (obchodziliśmy stulecie w tym roku – a niektóre kraje świętują stulecie całej wojny, przez cztery lata). Jak pewnie wiecie, zapoczątkował ją zamach w Sarajewie. Jak być może nie wiecie – o mały włos by do niego nie doszło. Zamachowiec zranił granatem osoby z samochodu jadącego za książęcą parą. Ferdynand uparł się, aby pojechać do szpitala – ale jego kierowca pobłądził. Wtedy to arcyksięcia wypatrzył Princip.

I tak zaczęła się historia.

Jeśli chcecie – możecie ją przeżywać na nowo. I to prawie na żywo, na Twitterze. Są dwa konta, które relacjonują „na bieżąco” przebieg tego konfliktu. Jeśli nie macie cierpliwości na czekanie cztery lata – jak to się wszystko skończy – to zawsze możecie skorzystać z pomocy obrazkowej. Jak choćby z map. Albo ze zdjęć. A nawet kolorowych zdjęć. I jeszcze jednej porcji ciekawych zdjęć.

Jeśli jesteście niecierpliwi – możecie rzucić okiem na zestawienie tego, co nam zostało po Wielkiej Wojnie. Jak zapewne widzicie, jednym ze skutków tego szaleństwa jest Polska. Ale to też zasługa takiego jednego pana, który – jak się okazuje – miał nieco nieufne podejście do nowych technologii… Ale to temat na zupełnie inny wpis.

Foto: Andrew Becraft / CC BY-NC-SA 2.0