Polacy odzyskali wolność. Nie uwierzysz, co z nią zrobili!

Myśleli, że to wolność, a tymczasem…

Listopad. Miesiąc, który mógłby nazywać się „deprecha”, gdyby miesiące nie musiały mieć męskich nazw. Dziwnym zbiegiem okoliczności to właśnie w listopadzie Polska świętuje swoje odzyskanie niepodległości. Zamiast pokazów fajerwerków czy wielkiego, narodowego grillowania, szukamy biało-czerwonych parasoli. Albo musimy uważać, aby mokra płyta chodnikowa nie wysunęła się z rąk prosto na wypucowane glany.

Dodatkowo w tym roku przypada ćwierćwiecze kolejnego odzyskania wolności. To fajnie, że odzyskiwanie wolności jest u nas wydarzeniem cyklicznym, bo o co chodziło tym ludziom w 1918 to nie każdy już pamięta. A tak – można jakoś jedno z drugim pożenić i nie ma problemu.

I tylko patrząc na tę naszą wolność, mam nieodparte wrażenie, że jest to wolność źle rozumiana. Mamy bowiem złotą wolność w ramach tego, co jednostki i zupełną wolność od odpowiedzialności za to, co wspólne.

Patrząc co rano za okno – domu, pracy, tramwaju – mam wrażenie, że polska wolność przejawia się w groteskowy sposób. Wolność to prawo do tego, aby pies srał, gdzie popadnie – bez konieczności sprzątania po nim. Wolność to pomalowanie swojego zalepionego styropianem domu na majtkowy róż, choć wszystkie domy dookoła są tradycyjnie żółte.

Wolność to rozklejone co pięć metrów ulotki, reklamujące chwilówki. Spod których wyzierają plakaty stu komitetów wyborczych. Zamocowane do gigantycznej szmaty, reklamującej lek na potencję, zasłaniającej zapomniany przez konserwatora i ludzi zabytek. To niestety coraz częściej brak szacunku dla drugiego człowieka – bo „płacę, więc wymagam”. I „bo mi wolno”.

Można to nazwać „chaosem”, ale „wolność” ma zdecydowanie przyjemniejszy wydźwięk. I pozwala uspokoić sumienie.

Wolność w Polsce 2014 to ja, mój, mnie – postawione przed my, nasz, nam. Czyli postawione na głowie. Polacy nie odrodzili się po zaborach, bo każdy z nich podkreślał swój indywidualizm. Nie pokonali komuny, bo na sztandarach wypisali „moja chata z kraja”. Zrobili to razem, w poczuciu odpowiedzialności za wspólne dobro.

Dziś nie musimy walczyć o niepodległą Polskę, a do rangi heroicznego patriotyzmu urasta terminowe płacenie podatków i segregowanie śmieci. Gdy jednak spojrzeć na powszechny brak szacunku dla tego, co nasze, wspólne – przestrzeni, języka – to może coś jest na rzeczy? I może ludzie walczący o wyplenienie bylejakości na tym polu są współczesną wersją tych, którzy w 1918 rozbrajali wojska zaborców?

Dobrze jest sobie przypomnieć, że wolność – to przede wszystkim odpowiedzialność. I że jest coś takiego jak Polska. Nie tylko jedenastego listopada.

Foto: djukaml / CC BY-NC-SA 2.0

  • Podoba mi się jak piszesz. Jestem w pracy i jako Pracownik Roku dziś przeczytałam już sporą część Twojego bloga. Masz opinie nieoczywiste, a język giętki. Będę zaglądać.

    • W tej chwili na blogu jest ponad 400 wpisów, więc faktycznie – to musiał być produktywny dzień w pracy 🙂 Dzięki za miłe słowa!