Nasze fajne dzieciństwo

Kiedyś na podwórkach było więcej życia. My byliśmy szczęśliwsi. A kolana mieliśmy bardziej podrapane.

Jeśli nie jesteś w internetach od wczoraj, to musisz znać jakiś  tekst, obrazek albo – o zgrozo – prezentację w PowerPoincie, pokazujące, jakie beztroskie było nasze dzieciństwo. Rozejrzyj się po fejsie – zapewne ktoś z Twoich znajomych niedawno wrzucił taki sentymentalny tekst. Za PRL-u czy jeszcze w latach 90. dzieci miały więcej swobody. Biegały beztrosko po podwórku. Jeździły na rowerze bez kasków (a w samochodach bez fotelików). Jadły śliwki i jabłka z piachem. Nabijały sobie guzy, z podwórka wracały z gwoździem w stopie i uczyły się życia.

A przy tym ustępowały miejsca starszym, kłaniały się sąsiadkom i ogólnie wyrastały na porządnych obywateli.

Dziś te dzieci mają swoje dzieci i robią wszystko na odwrót. Nie pozwalają im na samodzielność. Zamykają pod kloszem. Chcą zapewnić im bezpieczeństwo zawsze i wszędzie. A poza tym – zupełnie zapominają o wychowywaniu dzieci. Dlatego młodzież nie szanuje starszych, nie szanuje nauczycieli, nie ma pasji i zainteresowań, garbi się, załatwia sobie lewe zwolnienia z WF-u i całymi dniami ma wzrok wlepiony w fejsa czy inną naszą klasę.

Tylko że to nie jest takie proste.

Tak, wychodziliśmy sami na podwórko, do sklepu czy jeździliśmy na rowerze po osiedlowej ulicy. Być może nasi rodzice mieli do nas więcej zaufania. A może nie zależało im tak na nas. Ale nie byli też atakowani z każdej strony Trynkiewiczem na wolności czy pijanymi kierowcami. Owszem, dziś rodzice często źle oceniają ryzyko związane z wyjściem dziecka z domu. Są nadopiekuńczy. I najchętniej upalikowaliby dzieciaka w pokoju.

Tylko że jeśli chodzi o dziecko to trudno powiedzieć „lepiej przepraszać niż żałować”. W dzisiejszym świecie, przesiąkniętym obsesją minimalizowania ryzyka, kto pomyśli: „trudno, najwyżej moje dziecko potrąci samochód”? W odniesieniu do siebie samych to co innego. Ale za dziecko często trzeba pomyśleć. Tym bardziej, że rodzice nadal pamiętają, do czego sami byli zdolni jako dzieci.

Myśmy ryzykowali – ale czasem nie mieliśmy wyboru. W latach 80. i na początku 90. jeździło się na rowerze bez kasku nie dlatego, że rodzice mieli w dzieci gdzieś. Po prostu nie było kasków rowerowych. Ani ścieżek. Ani przejazdów przez ulicę. Nic dziwnego, że wtedy działało się po partyzancku. Dziś – dla bezpieczeństwa rowerzystów – buduje się ścieżki i produkuje kaski*. Dlaczego więc tego nie używać? W imię wychowania dziecka odważnego – czy brawurowego?

Ale chów pod kloszem to nie jedyny zarzut w stosunku do dzisiejszych dzieci. Pozostaje jeszcze kwestia tracenia życia na sieć, zamiast zdrowego pobiegania po boisku za piłką.

Czy naprawdę my byliśmy tacy niesamowicie aktywni? Czy wiszenie na trzepaku albo szwędanie się z kolegami wzdłuż ściany spalin na ruchliwej ulicy to taki dobry pomysł? Nie mieliśmy internetu, żeby spędzać w nim każda wolną chwilę. Za to mieliśmy Polonię1, Polsat czy RTL7 i niech pierwszy rzuci kamieniem, kto bez żalu rezygnował z oglądania Tsubasy, Daimosa, Drużyny A, MacGyvera albo Dragon Ball?

Dziś młodzież woli porozmawiać ze znajomym na fejsie niż „fejs tu fejs”. Nie ma zahamowani przed pokazywaniem w sieci całego swojego życia. Myśli, że internet to tylko Minecraft i koty na YouTube. Ale to nadal pozostaje rolą rodziców, aby pokazać dziecku, jak korzysta się z takiego narzędzia, jak sieć. I jednocześnie nie rozumieć, że dziecko odnajduje się w tym świecie lepiej i „granie w komputer” to jest dla niego naturalne środowisko.

Idę o zakład, że nasi rodzice – gdyby mieli więcej czasu i Poczta Polska za komuny działała lepiej – też przesyłaliby sobie łańcuszki o podobnej treści. Dziś dzieci tylko gapią się w ten telewizor. I jeszcze chcą rowerów. My w dzieciństwie radziliśmy sobie bez telewizji, a bawiliśmy się niewybuchami po wojnie. I wyrośliśmy na ludzi – a z tych tutaj to nie wiadomo, co będzie.

Tak jak u sąsiada zawsze trawa jest bardziej zielona, tak własne dzieciństwo jest zawsze szczęśliwsze. Nic dziwnego, że nakładamy na końcówkę XX wieku taki magiczny filtr, zapominając o szarzyźnie, braku możliwości czy – nie oszukujmy się – zwyczajnej nudzie. Wydaje nam się, że wtedy to było dzieciństwo i metody wychowawcze, a dziś – szkoda gadać…

Ale jeśli uważasz, że wtedy było tak super, to śmiało – zacznij wozić własne dziecko bez fotelika. Jak za starych, dobrych czasów.

* Tak, wiem, że kask nie chroni przed wypadkiem. Ale spełnia funkcję podwójnie estetyczną. Po pierwsze  – w przypadku małego upadku lub nisko zwisających gałęzi nie ma ryzyka niewielkich urazów głowy lub ubytków we włosach. Przy dużych wypadkach kask ma za zadanie nie dopuścić do rozlania się mózgu po asfalcie, aby nikogo nie zniesmaczyć tym widokiem.

  • Olo

    Pokolenie klucza na szyi.

    • Za tzw. „moich czasów” nikogo z kluczem na szyi już nie widziałem… może za dużo tych kluczy było do jednego mieszkania?

      • Mi się wydaje, że „klucz na szyi” był dlatego, aby go nie zgubić i mieć spokojny powrót do domu, a nie że był jeden na mieszkanie 😉

        • Olo

          #Piona! Tak właśnie było. I nie żadna Gerda… tylko normalny klucz zawiązany na sznurówce 😉

          Piękny to był czas. Wracałeś ze szkoły, do pustego domu i wychodziłeś na trzepak, bo co sam będziesz siedział 😉

          • A nawet jeśli pojawiły się jakieś „komputery” (pegasusy, C64, Atari) to zapraszało się całe podwórko… I to były gameplay’e, a nie te twory na YT.

          • Pamiętam „Mortala” na pierwszym pececie u kumpla. Świat potem nie był już taki sam 🙂

  • Ale niesamowicie uogólniasz szczególne przypadki.

    Inna sprawa to „Dziś te dzieci mają swoje dzieci i robią wszystko na odwrót. Nie pozwalają im na samodzielność. „. Nieprawda, dzisiaj to PAŃSTWO nie pozwala na tą samodzielność.

  • Pingback: Dzieci pierdoły, ale nie mniejsze od ich rodziców | MrCichy()

  • Pingback: 5 dowodów na to, że 2016 nie był taki zły – MrCichy()