Tweetup stadionowy

Sobota zaczęła się tradycyjnie – bieganiem i wielkimi planami. O ile bieganie o poranku udało się załatwić, o tyle wielkie plany wzięły w łeb z powodu krótkiego pytania: kto będzie na trójmiejskim tweetupie? 


Po krótkich ustaleniach (gdzie i o której) postanowiłem, że wielkie plany poczekają, a spotkanie z trójmiejskimi tweeterowcami (tweeterianami?) to zawsze przyjemny relaks po ciężkim tygodniu. Na dodatek spotkanie odbywało się na najpiękniejszym z polskich stadionów.

Na który dotarłem idąc przez nieznane mi miejsca w Gdańsku (dowiedziałem się, że we Wrzeszczu jest ulica Wrzeszczańska), przechodząc na dziko przez tory i pytając o drogę zbieracza odpadów. Ale nie w tym rzecz.

Stadion przywitał nas tak, jak elitę witać się powinno. Lożą VIP oraz ciastkami, kawą, herbatą i winem. Takie rozpoczęcie spotkania gwarantuje dobry humor u wszystkich.

Ogarniająca nasze tweetupy Kasia akurat dobry humor ma sama z siebie.

Przekąsiliśmy co-nieco i ruszyliśmy na zwiedzanie stadionu. Dotarliśmy w te zakątki, które dane mi był zobaczyć przy Blog Forum 2012, ale z miłą chęcią wspominałem, jak to wtedy było. Szatnie, sale konferencyjne, a na sam koniec – murawa.

Do dziś z dumą mówię, że grałem tutaj.

A potem trafiliśmy do Fun Areny i dopiero zaczęła się zabawa. Mając do wyboru skakanie na trampolinach (i perspektywę biegu na 10 km następnego dnia) albo elektronicznego paintballa, wybrałem to ostatnie. To było moje pierwsze zderzenie z laserową strzelaniną i powiem jedno – chcę więcej!

Adrenalina. Strzelaniny. Podchody. Zespół stresu pourazowego. Zabawa w snajpera. Strzały w plecy. Tryb terminatora. Czy można sobie wyobrazić lepsze spędzenie sobotniego popołudnia niż przeniesienie się do gry komputerowej?

Można. Przeniesienie się do dwóch gier.

Po strzelaniu do wszystkiego, co się rusza, trafiliśmy do escape roomów. Czyli specjalnych pomieszczeń, z których trzeba się wydostać – a wszelkie podpowiedzi, mogące nam w tym pomóc, są przemyślnie ukryte gdzieś w pokoju. Wypisz – wymaluj: klasyczna przygodówka. Ja trafiłem do laboratorium szalonego naukowca i… nie chcę zdradzać żadnych szczegółów, ale to było niesamowite. Szare komórki pracowały na najwyższych obrotach. Już wiem, że tam wrócę – bo w Fun Arenie są cztery takie pokoje.

Po tonie atrakcji udaliśmy się na zasłużony odpoczynek w pubie T29. Ponieważ zależy mi na tym, aby ten tekst był pełen pozytywnych emocji, odpuszczę sobie recenzję hamburgera, którego tam zamówiłem. Zamiast tego powiem, że zdjęcie, które wrzuciłem na Instagrama z pobytu na stadionie (czasem mi się myli, czy to instameet, czy tweetup…), zostało docenione przez instagramowy profil bnw_captures. A przy okazji, po wrzuceniu na Twittera, okazało się moim tweetnięciem numer 3000.

IMG_20141011_142326

Nieskromnie powiem – fajnie wyszło.

A skoro już o zdjęciach mowa - jakiś paparazzo się na mnie uwziął. Cena sławy, co robić.

A skoro już o zdjęciach mowa – jakiś paparazzo się na mnie uwziął. Cena sławy, co robić.

Jeśli twittujecie albo tweetujecie i jesteście w Trójmieście, śledźcie profil tweetupów i wpadajcie na nasze spotkania, bo warto. Nie tylko ze względu na przeróżne atrakcje, ale przede wszystkim ze względu na możliwość spotkania wyjątkowych osób.

Tak, mnie też.