Czego nie mówią ludzie na Hoop Likes Festival?

Internetowi twórcy i ich fani. Jedyna tak impreza w Polsce. Oczywiście w Gdańsku. Byłem tam.

Razem z Idą, podczas przechadzania się po halach Amber Expo, przyszły nam do głowy hasła stylizowane na popularny program na YouTube. Wiecie, ten z tytułami „Czego nie mówią…”. I właśnie na takich niektórych hasłach chciałbym zbudować moją opowieść.

Jeśli Wam to pomoże, to po każdym punkcie możecie robić takie charakterystyczne „pym”.

A zatem – czego nie mówią ludzie na Hoop Likes Festival?

Oczywiście, jestem pełnoletni.

Kiedyś napisałem, że poczułem się staro. Tutaj to uczucie nie opuszczało mnie ani na moment. Przez dwa wieczory imprezy wszędzie była młodzież. Gdzie – jaka tam młodzież!? Dzieci! Niektórzy przyszli z rodzicami.

Gdy wysiadłem z tramwaju pierwszego dnia, za mną ciągnęła chmara gimnazjalistów. Wbrew moim początkowym nadziejom – oni tam nigdzie nie mieszkali. Wszyscy oni ciągnęli do Amber Expo, aby spotkać się ze swoimi idolami.

Choć właściwsze byłoby słowo „bogami”.

Wardęga? Nie znam.

Taki status mają bowiem najpopularniejsi vlogerzy i blogerzy wśród swojej nastoletniej publiczności. Armia dzieci ciągnąca się krok w krok za Wardęgą, koczująca przed drzwiami do strefy VIP… pierwszy raz widziałem coś takiego.

Dla tej młodzieży ci ludzie to idole. A może nawet i autorytety. Nie zdawałem sobie sprawy (i Wy zapewne też nie macie tej świadomości), jak wielki wpływ na dwunastolatków mają Abstrachuje czy Z Dupy. O blogerkach modowych nie wspominając.

Ty wiesz, kim ja jestem?

Pomimo niesamowitej popularności wśród uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych – tym, z którymi rozmawiałem, sodówa do głowy nie uderzyła. To mili, uśmiechnięci ludzie. Przywitają się, dadzą autograf, porozmawiają. Napiją się z człowiekiem wódki i podzielą zapitką (autentyk). I oddadzą swojego ostatniego markera (kolejny autentyk).

Właśnie tak wychowam moje dzieci.

Rock z kimś rozmawia… nie będę mu przeszkadzać.

Staliśmy przed budynkiem z Rockiem. Rozmawialiśmy o tym i owym. Po kilku sekundach podszedł pierwszy chłopiec z prośbą o zdjęcie i autograf. Gdy odszedł, pojawił się kolejny. Potem następni. I jeszcze kilku. Ani chwili przerwy. Wszyscy oni, nieważne, czy mówili per „pan” czy „ty”, odnosili się do Rocka z niebywałym szacunkiem.

Najbardziej rozczulił mnie może dziesięcioletni chłopiec, który podszedł z ojcem. Młody był tak przejęty (to było widać na jego twarzy), że nie mógł wykrztusić nawet słowa. To ojciec musiał powiedzieć, że chcieliby autograf na koszulce. Oraz jak wielkim fanem Rocka jest jego syn.

W pewnym momencie poczuliśmy się ignorowani i zrobiło nam się przykro. Więc na dwóch chłopakach wymusiliśmy wzięcie od nas autografów. W końcu też jesteśmy twórcami internetowymi. Może nie tak popularnymi, ale za to wysokiej jakości (chcę o sobie myśleć jako o „Tygodniku Powszechnym” blogosfery).

Zdjęcie telefonem? Przecież wyjdzie nieostre!

Aparaty mieli tylko dziennikarze. I ja – drugiego dnia. Cała reszta obskakiwała imprezę za pomocą telefonów. Fotografuje się wszystko i wszystkich. A najlepiej jest podejść do swojego idola i strzelić szybkie selfie. A potem wrzucić je na Instagrama albo fejsa.

??????????????????????

Nawet jakby zaoferować takiemu dziecku, że mogę mu zrobić fotkę – i tak pewnie wolałoby zdjęcie „z rąsi”.

Dobrze, że jest chwila przerwy w programie – odpocznę.

Festiwal podzielono na kilka stref – w zależności od tematyki. Przejścia między dziejącymi się w nich atrakcjami były sekundowe. Kończył się koncert – zaczynało się gotowanie. Garnek schodził z palnika – startował pokaz mody. Modelki rozpierzchły się po sali – to sygnał do rozpoczęcia zmagań w gry komputerowe. Level ukończony – na scenę wychodzi kolejny zespół.

?????????????????????? ?????????????????????? ??????????????????????

I tak w kółko.

O, Czesław śpiewa!

Nie, nie śpiewa. Gotuje. Bo przecież z tego jest znany, nieprawdaż?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mam wejściówkę na koncert Cezika.

Ha! Cezik miał jeden warunek – jego koncert odbędzie się w kameralnej salce. Na piętrze. W swojej lisiej przebiegłości mieliśmy plan, aby udać się tam odpowiednio wcześniej. Jakieś pół godziny przed startem koncertu.

Sala była już pełna, a przed drzwiami kłębił się tłum mogący zapełnić ją po raz drugi. Zupełnie nie wiem dlaczego. Przecież to wszystko jest do zobaczenia w internetach.

Maciek Budzich zostawił swoje zdjęcie w Instadruku – nie moje, nie ruszam.

Ta historia, podobnie jak marker Wardęgi (który wylądował na końcu w mojej kieszeni), nie zostanie zrozumiana przez kogoś, kogo tam nie było. Ale prześledźcie tag #PalecBudzicha na Instagramie czy Facebooku. Zobaczycie, jak wielka akcja społeczna została zapoczątkowana podczas festiwalu. Róbcie sobie zdjęcia w takiej pozie. Namawiajcie do tego znajomych. Niech cały świat pozna naszą moc.

A ja – już na poważnie – podsumuję tylko, że impreza była pierwsza klasa (nie, nie piję do wieku większości uczestników). Mam nadzieję, że Likes Festival zagości na stałe w gdańskim kalendarzu. I że ponownie będę miał okazję się na niego wybrać. Bawiłem się świetnie.

PS: Mój rewelacyjny humor to niemała zasługa Idy, Oli, Marcina i Virena. Dzięki wielkie! 

  • Cichy czy zamierzasz w końcu zainstalować Disqusa?

    • Może. Kiedyś. Od dzisiaj.

      Był czas, że miałem tu Disqusa. Ale zaczął zjadać komentarze. Więc go wywaliłem. Niech więc będzie, że na próbę zainstaluję go dziś – ale jeśli znowu wytnie mi jakiś numer, to nie ma no mercy. Przynajmniej przez rok.

  • Pingback: Blog Forum, czemu mi to robisz? – MrCichy()