Dlaczego warto mieć towarzystwo do biegania?

Biegasz? Utwórz klub sportowy! Nie biegasz? Utwórz klub sportowy!

Dziś krótko i na temat. Dla biegaczy, choć jak zwykle – nie tylko.

Jak być może część z Was pamięta, w początkach swojej kariery biegacza występowałem jako członek jednoosobowego klubu „Gdanskzdolu.pl”. Po prostu uważałem, że to zabawna forma reklamowania mojego bloga. I może w ten sposób dotrę do większej liczby osób.

Ech, złudzenia młodości…

Teraz, jeśli widzicie mnie gdzieś na liście startowej, obok mojego nazwiska widać nazwę „LOTOS Running Team”. Jest to grupa osób zatrudnionych w jednej firmie (domyślni jesteście, zgadnijcie, w której), które postanowiły się zorganizować dla startów w różnych imprezach sportowych. I jest to rewelacyjny pomysł, do którego chciałbym dziś przekonać także Was – tych biegających i tych, którzy do uprawiania jakiegoś sportu dopiero się przymierzają.

Jeśli masz wokół siebie grupę osób, które podzielają Twoja pasję (w pracy, szkole, uczelni lub wśród sąsiadów), nie ma sensu, abyście byli samotnymi wyspami. Nie mówię, że macie zaraz pisać statut, określać władze i projektować logo. Wystarczy, że wymyślicie nazwę, pod którą będziecie się rejestrować w zawodach.

Jakie są plusy takiego rozwiązania? Po pierwsze – motywacja. Jeśli umawiasz się z kimś na bieganie – trudniej Ci z niego zrezygnować. Jeśli takich osób jest kilka bądź kilkanaście – rezygnacja nie wchodzi w grę. Oczywiście bycie częścią drużyny nie wyklucza samotnych treningów, ale z drugiej strony wiesz, że jeśli zechcesz z kimś poćwiczyć – łatwiej Ci będzie kogoś takiego znaleźć.

W grupie możesz liczyć na wsparcie, wymianę doświadczeń, pozytywną rywalizację. Im Was więcej, tym łatwiej o kogoś, kto testował buty danej marki, ukończył bieg, o których chcesz się czegoś dowiedzieć – albo miał podobną kontuzję. Bez szukania w internetach, od razu, na miejscu – dowiesz się, jak wiązać buty, który lekarz sportowy jest najlepszy i przy której liście na Spotify najlepiej bić rekordy.

Grupa to także wparcie podczas zawodów. I to większe, niż tylko motywacyjne zdjęcie przed biegiem i przybicie piątek (choć to też ważne). Nawet tak prozaiczną czynność jak odebranie pakietów startowych może załatwić jedna osoba, która ma najbliżej – a cała reszta odbierze je tuż przed startem. Z kolei w czasie biegu fajnie jest widzieć gdzieś przed sobą „znajome” plecy. Lub usłyszeć od mijającego Cię kolegi „dajesz, dajesz”. Ci, którzy ukończą bieg pierwsi – o ile mają siły – kibicują na finiszu reszcie.

No i zawsze można iść po bieganiu na pizzę i piwo kiełki i koktajl warzywny.

Oczywiście, z czasem możecie pomyśleć o wspólnym wzorze koszulek, ustaleniu rankingu czy wynajęciu trenera, ale to, od czego trzeba zacząć – to skrzyknięcie się w kilka osób i założenie klubu sportowego. Używam tego terminu, bo taka rubryka najczęściej widnieje w formularzach rejestracyjnych na biegach – ale tego typu grupy wsparcia są dobre przy realizacji każdej pasji.

Bo od człowieka naładowanego endorfinami lepsza jest tylko grupa ludzi, z których endorfiny się wylewają.