Nie dostałem się na Blog Forum Gdańsk…

…i co teraz robić? A, ponarzekam sobie na fejsie. Poza tym – i tak mi nie zależało.


W piątek był wielki dzień w polskiej blogosferze. Ogłoszono, kto w tym roku będzie się bawił na Blog Forum Gdańsk. Ta sytuacja powoduje corocznie dwa zjawiska w sieciach społecznościowych:

  1. zalew wpisów ludzi, którzy się dostali i dzielą się radością,
  2. zalew wpisów ludzi, którzy się nie dostali i dzielą się smutkiem.

Ja wpadam do tej pierwszej kategorii. Ale przecież nie będę pisał o sobie (chociaż to mój ulubiony temat do rozmów). Z drugiej strony… w 2011 nie dostałem się na BFG. Więc byłem po obu stronach i wiem, co mówię. Piszę to nie tylko dla tych, którzy nie dostali się w tym roku. Obawiam się, że ten tekst będzie aktualny tak długo, jak długo będzie istnieć Blog Forum.

Jeśli więc w Twojej skrzynce pojawił się mejl ze słowami „bardzo nam przykro”, nie leć z tym na fejsa, nie płacz, jak to Ci źle. Na litość nikogo nie weźmiesz. I w żaden sposób nie przybliży Cię to do wejściówki na BFG – w tym czy przyszłym roku.

Tymczasem widzę, że poza smutkiem, we wpisach pojawia się coś jeszcze. Ból dupy. Spokojnie, rozumiem – to zupełnie naturalna reakcja. Każdy to miał, ma lub mieć będzie. Ale nie ma potrzeby dzielić się tym z całym światem. Tym bardziej, że taki ból poniżej krzyża pokazuje jedynie, jak nielogicznie myśli zdołowany człowiek.

Blog Forum to kółko wzajemnej adoracji? Ciągle te same gęby? A jednak organizatorzy otrzymali Twoje zgłoszenie, czyli chęć uczestnictwa. Chcesz być z tymi samymi gębami.

Twoje zgłoszenie było ironiczne i dla kpiny? To nie płacz. Udał Ci się przedni żart, zaiste paradnie. My też się z niego pośmiejemy. Kiedyś, jak go zrozumiemy.

Ich strata, że Cię nie zaprosili? Być może. Ale z jakiegoś powodu to Ty się skarżysz, że Cię nie zaprosili, a BFG nie rozpacza, że Cię nie będzie.

Załóżmy swoje własne forum, albo jeszcze lepiej – lożę szyderców podczas transmisji online? To mogę skwitować jednym słowem – dorośnij.

Kryteria naboru są wielce tajemnicze, a wszyscy zaproszeni to pewnie krewni i znajomi królika? A co Ci szkodzi dowiedzieć się, jakie były kryteria? Możesz to zrobić! Możesz spytać, poczytać informacje o BFG. Ewentualnie zobaczyć – kto się dostał, czym różni się od Ciebie i w ten sposób postaraj się rozgryźć samodzielnie kryteria naboru. Tam musi być jakiś klucz.

Bo najgorsze, co możesz zrobić, to potraktować to jako osobistą zniewagę, wylać wiadro pomyj i zatruwać atmosferę swoim żalem. Nie pisz, że Ci nie zależało, bo tylko okłamujesz siebie. I jeszcze sprawiasz przykrość ludziom, którzy przy BFG odwalają kawał świetnej roboty. Bo deprecjonujesz ich pracę, nieważne czy przy selekcji, czy potem przy samej imprezie.

Zamiast tego weź dwa głębokie oddechy i potraktuj odmowę zaproszenia jak enigmatyczną, ale jednak pożądaną informację zwrotną: to jeszcze nie ten poziom.

Gdy w 2011 nie dostałem się na BFG (a byłem na pierwszej imprezie rok wcześniej i bawiłem się znakomicie), byłem autentycznie załamany. Złapałem doła, jak mawia młodzież. A potem spojrzałem na swojego bloga i pokiwałem tylko głową. Mieli rację. Z czym do ludzi?

Zacząłem więc pisać. Uporządkowałem swoją obecność w blogosferze (pięć blogów zlałem w jeden). Przeniosłem się na własną domenę (bo wiedziałem, że konieczność płacenia za nią mnie zmotywuje do działania). Założyłem bloga o Gdańsku. Zacząłem działać w mediach społecznościowych. Patrzyłem, co jeszcze mogę ulepszyć – i to wdrażałem.

Po roku zostałem zaproszony na BFG. I na dodatek dostałem wyróżnienie w konkursie „Blog of Gdańsk”. Za blog prowadzony od niecałych dziewięciu miesięcy.

Udało mi się to, bo z dnia na dzień stawałem się coraz lepszym blogerem. Mam świadomość, że do ideału nadal mi daleko – i dlatego zawsze jesienią, okres od zgłoszenia do otrzymania odpowiedzi, oznacza dla mnie przyspieszone bicie serca. I niesamowity stres.

Ale jakoś dostałem się. W 2012. W 2013. W 2014. I już pracuję nad zaproszeniem na 2015. Skoro mi się udało, Tobie też się uda.

PS: Na koniec jeszcze kilka słów do tych, którzy albo się zgłosili, ale po odmowie chcą się odciąć od całego środowiska, albo do tych, którzy nawet się nie zgłaszali, ale muszą skomentować sprawę. Wiecie, do tych, którzy piszą „a cóż to jest BFG” albo „kim są blogerzy”. No więc, drodzy „jesteśmy-ponad-to”, chcę, abyście zrozumieli jedno. BFG to dla blogerów święto. Najlepsza impreza w roku. Masa pozytywnej energii, niewyczerpana studnia inspiracji i kontenery dobrej zabawy. To coś jak skrzyżowanie gali Oskarów, rozdania nagród Nobla i imprezy Playboy’a nad basenem. Bądźcie więc łaskawi na tę jedną chwilę się zamknąć.

Fota: Pabak Sarkar / CC BY 2.0

  • Ja napisalam podobny wpis u siebie. Nie dostalam sie nz BFG ale nie mam zamiaru narzekać. Wrecz przeciwnie, odmowa dala mi niesamowitego kopa i juz pracuje nad ulepszeniem swojej strony.

    • Przeczytałem Twój wpis – brawo. Zadanie pytania organizatorom to jest właśnie to, co należało zrobić. Co ciekawe – podejrzewam, że tak właśnie zrobiła większość odrzuconych, skoro odpadło ponad 500 osób (chętnych na 150 miejsc było blisko 700), a w internetach żaliła się tylko grupka. Niemniej, ta grupka trochę psuje klimat. I albo ich wyedukujemy, albo przyjdzie nam ich gremialnie olać.

      Już wiem, że za rok, za dwa (przy niepomyślnych wiatrach) będziemy mogli sobie przybić piątkę na BFG. Trzymam kciuki za zmiany na lepsze. Tylko się nie poddawaj.

  • Jenny

    Zgadzam się, że narzekający mocno rzucają się w oczy i jest to chwilami mocno męczące.
    Jest jednak też druga strona medalu, którą warto by było tak samo potępić – ci, którzy się dostali na BFG i nie tyle dzielą się radością, ile pokazują swoją wyższość nad tymi, którym się nie udało.
    Oba te przypadki drażnią równie mocno, ale jakbym musiała wybierać, to chyba wolałabym rozżalonych odrzuconych.

    • To akurat fakt. Ja np. bodajże trzeci raz z rzędu otrzymałem odmowę. Nie żalę się z tego powodu (raczej śmieję :)) ale widzę, że zawsze pojawia się tam grupka osób, która (jakby to określić) raczkuje w blogosferze. Dlatego się zastanawiam jakimi kryteriami kierują się wybierający, bo sorry, ale taki mamy klimat ;).

      • Polecam ścieżkę, którą opisała w pierwszym komentarzu Monika – zapytać organizatorów. Z tego, co sam zdążyłem wywnioskować, nie jest wcale ważny staż blogowy, liczba fanów na fejsie albo wygląd bloga. A raczej – te elementy nie muszą przekreślać kandydatury. Ale nie chce odpowiadać za organizatorów – dowiedz się tego bezpośrednio do nich.

    • Powiem Ci, że tej drugiej strony nie spotkałem. Owszem, jest radość, obietnice przybijania sobie piątek i wielka ulga z faktu, że znowu się udało. Ale czegoś w stylu „ha, gońcie się, frajerzy” – nie widziałem. Jeśli gdzieś coś takiego jest – to jest to oczywiście karygodne.

  • Ja się nie dostałam, ale nie płakałam z tego powodu. Ot skwitowałam na fb, że mi się nie udało – z humorem, bo podczas swojego blogowania o pierwszym BFG nie wiedziałam, o drugim dowiedziałam się, jak rejestracja była zamknięta, a teraz nie zostałam przyjęta… także widać progres 🙂 Może następnym razem mi się uda ^_^

    Natomiast mnie każdy ból dupy dziwi, bo tu nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko trzeba się brać do roboty 🙂

    • Na Twitterze spotkałem się z ładną opinią – BFG to premia za dobrze wykonaną robotę. Problem (?) jest tylko z tym, że z roku na rok coraz więcej osób tę robotę świetnie wykonuje. A sale, w których odbywa się Forum, nie są z gumy 🙂 Jednych to zniechęci, innych zmotywuje. Fajnie, że jesteś w tej drugiej grupie – do zobaczenia zatem za jakiś czas 🙂

  • Kurczę, ja się też nie dostałam, ale się tego spodziewałam. Oczywiście znalezienie się wśród tych 150 osób byłoby miłą niespodzianką, ale jak sam napisałeś: „z czym do ludzi”. Będe próbowała dalej, ale jestem świadoma tego, że wybór organizatorów był właściwy 🙂
    A Tobie gratuluję! 🙂

    • Fantastycznie, że pojawiają się tu ludzie z takim podejściem. Tak trzymać, a z pewnością zobaczymy się kiedyś w Gdańsku.

      A tymczasem można próbować spotkać się z blogosferą przy innych okazjach. Bo tych jest niemało… 🙂

  • Właśnie – fanstastycznym (problemem) jest to, że pojawia się i jest coraz więcej dobrych, ba! świetnych merytorycznie i graficznie blogów.
    Choć, kiedy widzę, że nie jadą pewniacy, to nie wiem dlaczego.
    I fakt, że nie podoba mi się rozpatrywania Blog Forum Gdańsk w kategoriach dostania się/nie dostania się. Dla mnie to kwestia bycia zaproszonym 🙂
    Swoją drogą, dziś napiszę maila do organizatorów, a może otrzymam ciekawe wskazówki.
    Pozdrawiam!

    • Pisz, pisz – samodzielnie raczej trudno coś wymyślić 🙂

      To prawda, powoli robi się blogowa klęska urodzaju. I chyba trzeba będzie mentalnie przestawić się postrzegania BFG jako wielkiego spotkania branży na imprezę na zaproszenia. Z której merytoryczne treści i tak można wyciągnąć, bo jest streaming. A spotkać się można przy innych okazjach.

      Choć oczywiście co roku jesienią i tak będzie oczekiwanie 🙂

  • były-czytelnik

    Coraz lepszy bloger mówiąc do czytelnika, że ma się łaskawie zamknąć?
    Szanuj czytelnika swego – możesz mieć gorszego, albo żadnego. Masz jednego mniej. Potraktuj to jak enigmatyczną, ale jednak pożądaną informację zwrotną: twoj blog, to jeszcze nie ten poziom.

    • Jeżeli mój Czytelnik wpada w kategorię z tego akapitu, gdzie kazałem się zamknąć – czyli uważa się za lepszego, rzuca z wyższością tekstami „kim są blogerzy” i „a co to jest BFG” – to faktycznie: różnimy się poziomami.

  • Pingback: Prawie wszystko, co musisz wiedzieć przed Blog Forum Gdańsk 2014 (FAQ) – MrCichy()

  • nawet się nie zgłaszałam, bo jak napisałeś, z czym do ludzi. ale biorę się w garść, robię sensowne plany i będę próbować za rok, to jeden z moich najważniejszych celów na najbliższy czas 🙂 jestem super zmotywowana, mam nadzieję, że się uda 🙂

  • Ja się na żadną imprezę w tym roku nie zgłosiłam. Nie to, że jestem ponad to, baaa ja bym bardzo chciała być na wszystkich tych imprezach, po prostu z góry założyłam, że się nie nadaje. Nie chodziło nawet o blog, który uważam rozwija się cudnie, tylko o mnie. Zamierzam w przyszłym roku nadrobić.

    • No masz! A jeśli w przyszłym roku ja się nie dostanę – i się nie spotkamy? No nie można tak…