Przyjaciele… po 20 latach

Dwadzieścia lat temu w NBC wyemitowano pierwszy odcinek serialu „Przyjaciele”. I chociaż jest to mocno wyświechtany zwrot, pasuje tu jak ulał – świat nigdy już nie był taki sam.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że ten serial odbił się na całym pokoleniu. Albo i dwóch. Dzisiejsi trzydziestolatkowie i czterdziestolatkowie chłonęli „Przyjaciół” (i często robią to nadal, przy okazji ciągłych powtórek w telewizji). Choć w telewizji i kompletnie nieprzystający do naszych ówczesnych realiów – to byli nasi bardzo dobrzy znajomi. Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, aby mieć takich przyjaciół w rzeczywistości.

I nie było przeszkodą, że cała szóstka w rzeczywistości byłaby niesamowicie wkurzająca. Niezbyt rozgarnięty lowelas. Roztrzepana hipiska. Niezbyt bystra córeczka tatusia. Zarozumiały i neurotyczny nudziarz. Jego cierpiąca na nerwicę natręctw siostra. W tym całym zestawieniu gość, który ze względu na ilość problemów osobistych musi wszystko obrócić w żart wydaje się być całkiem normalny.

Ale jako całość – byli cudowni. Chciało się usiąść z nimi na kanapie i posłuchać ich historii. Popatrzeć, jak można poderwać dowolną kobietę na „How you doin’?”. Zaśpiewać „Smelly Cat”. Od biedy nawet porozmawiać o dinozaurach lub metodach układania ręczników w szafce.

I to właśnie od „Przyjaciół” zaczęło się tworzenie seriali komediowych, które nie uciekają od poważniejszych tematów (homoseksualizm, bezpłodność, trudny rynek pracy, poszukiwanie celu w życiu), a przy tym pozwalają widzowi utożsamiać się z bohaterami jako całością. Bo swoje wady i zalety w jakiejś części odnajdzie w każdym z nich. Dziś mija też 28 lat od premiery „Alfa” oraz 27 od startu „Pełnej chaty”, ale z jakiegoś powodu to „Przyjaciele” są ponadczasowi.

Dziś mija też ćwierć wieku od premiery „Słonecznego patrolu”, ale ten serial akurat przetrwał w pamięci nie ze względu na fabułę.

Aby następne pokolenia nie musiały bazować na tym samym, co my, co jakiś czas pojawia się serial bazujący na tym samym schemacie. Paczka przyjaciół, będących ze sobą mimo dzielących ich różnic. Mierząca się z problemami współczesnego świata. Odkrywająca miłość, siłę przyjaźni i po prostu bawiąca widzów. Dziewięć lat temu wystartował serial „Jak poznałem waszą matkę”. Blisko siedem lat temu miał premierę serial „Teoria wielkiego podrywu”. Podejrzewam, że w ciągu trzech – czterech lat powstanie kolejna produkcja tego typu.

Ale to właśnie „Przyjaciele” pozostaną tym niedoścignionym wzorem. Bo – zgodnie ze słowami piosenki tytułowej – są tu dla nas.

Foto: David Wilson / CC BY 2.0

  • od „Przyjaciół” zaczęło się tworzenie seriali komediowych, które nie uciekają od poważniejszych tematów

    Dla mnie w takim wypadku to był anty-serial. Nie zgadzam się, że <>. Ponad czasowy to był serial „Cudowne lata”, dzisiaj równie aktualny jak kiedyś.

    • Ale „Cudowne lata” były bardziej serialem obyczajowym. Natomiast „Przyjaciele” to typowy sitcom. Który jednak poruszał takie kwestie jak adopcja, nieślubne dzieci, homoseksualizm, rozwody, bezrobocie…

      • Pod względem „poważniejszych tematów” moim zdaniem lepsze były „Cudowne lata”. Robili to dobrze, a w Przyjaciołach bardziej dla śmiechu. Moim zdaniem rozwinięciem Przyjaciół jest * w wielkim mieście. Niestety.

        • „Seksu w wielkim mieście” i pochodnych nie widziałem, więc się nie wypowiem.