Słowo na niedzielę: steatopygia

Rozpoczynam nową serię wpisów, w których będę Wam przybliżał ciekawe słowa, których możecie nie znać. Zawsze w niedzielę, aczkolwiek nie w każdą niedzielę pojawi się krótki wpis na temat słowa – niekoniecznie z języka polskiego. Z jakiegoś względu postanowiłem zacząć od rzyci strony.

Zanim jednak przejdziemy do meritum – rzućcie okiem na najnowszy teledysk pani Lopez (o ile jeszcze go nie widzieliście).

W tym wypadku można mówić o powrocie do korzeni sztuki robienia teledysków, ponieważ klip idealnie oddaje treść piosenki. Tekst jest o dużych tyłkach – i w teledysku nie widać niczego innego.

Z jednej strony – seksizm i uprzedmiotowienie kobiet w najczystszej postaci. Z drugiej – ciekawe odwrócenie trendu, bowiem po latach lansowania przesadnie szczupłych kobiet, showbiznes postanowił łaskawie stwierdzić, że kobieta może mieć nieco zaokrągleń tu i ówdzie. I nie mówię tu tylko o tak zwanych modelkach „plus size”, ale o kobietach, które mają – mówiąc wprost – wielkie pupy.

To powrót do dawnych kanonów urody. I nie mówię tu o czasach, gdy Sir Mix A Lot rapował o tym, że lubi duże tyłki i nie wypiera się tego. Mówię tu o autentycznie zamierzchłych czasach – na przykład paleolicie. Wtedy to powstała tak zwana „Wenus z Willendorfu” – czyli niewielka figurka, przedstawiająca kobietę. Cechy charakterystyczne? Duże piersi, szerokie biodra i wielkie pośladki.

chy charak

Tak wielkie, że nienaturalnie odstające (przynajmniej według dzisiejszych standardów) od sylwetki. Może tak nasi przodkowie chcieli oddać cześć płodności – a może tak właśnie wyglądały wtedy kobiety. Jeśli bowiem przyjrzeć się żyjącym współcześnie ludom pierwotnym, czyli Buszmenom i Hotentotom – można zauważyć, że tamtejsze kobiety mają mocno wystające pośladki.

Taka cecha anatomiczna ma swoją nazwę – to steatopygia.

Jest to cecha o podłożu genetycznym i rasowym. Przejawia się odkładaniem się tłuszczu na pośladkach. Towarzyszy jej także znaczny przerost warg sromowych mniejszych (tzw. fartuszek hotentocki) i – co wydaje się zrozumiałym – nadmierna lordoza. Steatopygi utrudnia osobom nią dotkniętym poruszanie się, ale nie zwiększa w żaden sposób ryzyka zachorowania na choroby związane z otyłością.

Po prostu – taka ich uroda.

Oczywiście my, biali, nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie podeszli do tematu jak skończone – nomen omen – dupki. W XIX wieku w Europie sensacją była tzw. „Hotentocka Wenus”. Pod tym pseudonimem kryła się Sarah Baartman, kobieta hotentocka, którą obwożono wpierw po Wielkiej Brytanii, a następnie po Francji w związku z jej steatopygią. Jej duże pośladki były gwiazdą wieczoru podczas każdego pokazu – wybrane osoby z publiczności mogły ich nawet dotykać.

Och, dla jasności – jej hotentocki fartuszek też był częścią pokazu.

Sarah była atrakcją – taką samą jak zwierzęta w zoo. A wiec pokazywano ją, sprzedawano następnym „biznesmenom”, taktowano jak towar (chociaż ona sama twierdziła, że przybyła do Europy dobrowolnie). Na dodatek była żywym modelem pokazującym różnice miedzy „normalnymi” białymi kobietami, a „nienormalnymi” kobietami z Afryki. Gdy jest się rasistą, każdy argument jest OK.

Sarah nie zaznała spokoju nawet po śmierci. Jej ciało rozczłonkowano i pokazywano publicznie poszczególne fragmenty. Przez prawie półtora wieku w paryskim muzeum można było zobaczyć jej szkielet, mózg i genitalia.

Tak. Jeszcze w drugiej połowie XX wieku w Paryżu pokazywano jako atrakcję szkielet i części intymne hotentockiej kobiety tylko z powodu jej niezwykle dużych pośladków. Widocznie przez ten cały czas ktoś uważał, że to zabawne.

Foto: Gary / CC BY-SA 2.0