Mam Talerz!

Dziś w naszym show będzie się działo! Zobaczycie niezwykłych ludzi, ich niesamowite historie i niecodzienną zastawę stołową! Rozpoczynamy „Mam Talerz!”…

Widownia gminnego teatru w Gnojowicach jest wypełniona widzami niczym koszyk z zakupami w „Biedronce”. Jury zasiadło za swoim ogromnym stołem. Prowadzący opowiadają drętwe dowcipy do kamery. Za chwilę ruszy kasting do nowego szoł – „Mam Talerz!”.

Jako pierwszy na scenie pojawia się pan Zygmunt z takiej małej miejscowości pod Poznaniem. Przedstawia się, opowiada o sobie (jest głównym księgowym w warzywniaku na rogu, talerze to jego pasja od dzieciństwa), a na pytanie „to co nam dziś pokażesz” wyciąga zza pleców zwykły talerz z Ikei.

– To jest mój talerz, na którym jadam obiady. Gdy moja ukochana żona usmaży schabowego, to na tym zielonym talerzu…

W tym momencie rozlega się niecierpliwy brzęczyk. To zasiadająca w jury Znana Aktorka (ta, co wiecie, grała taką tą, w tym, no…) wciska Guzik Niezadowolenia – umiejscowiony tuż przy mankiecie jej koszuli. Pan Zygmunt nie daje się zbić z pantałyku i spokojnie kończy swoją opowieść. Jury rozpoczyna obrady.

– Przychodzisz do nas z tym? – Znana Aktorka, co to wiecie, nie kryje oburzenia. – To zdecydowanie za mało. Liczyłam na coś więcej!

– Poczekaj – hamuje ją Zawodowy Juror Telewizyjny – facet jest księgowym w warzywniaku. Nie spodziewałem się u niego żadnego talerza. To fajnie, że ma pasję, chociaż zgodzę się, że to trochę za mało.

– A mi się podobało – wtrąca Przebrzmiały Piosenkarz (ten od tej takiej piosenki, kojarzycie, takiej uu-uu-nanana-hej…).

Zygmunt ostatecznie nie wraca do swojej małej miejscowości pod Poznaniem, będzie miał szansę powalczyć o miejsce w jednej sześćdziesiątej czwartej finału, prezentując coś ekstra w dogrywce.

Następnie na scenę wchodzi Amelka (5 lat). Zawodowy Juror Telewizyjny z trudem powstrzymuje się, aby nie zacząć seplenić tak, jak ona. Po standardowych pytaniach („z kim do nas przyjechałaś? – z moją mamą, prochami wujka i kuratorem”) dziewczynka wyciąga zza pleców talerz w różowe dinozaury.

– Z tego taleza jem kanapki, któle co lano psygotowuje moja mamusia – z przejęciem opowiada mała, a cała widownia nie może pozbyć się szerokich uśmiechów, jakby im ktoś niewłaściwie botoks wstrzyknął.

– Jesteś taką małą iskierką, rozjaśniającą średniowieczne mroki tego programu – z przejęciem mówi Przebrzmiały Piosenkarz od tej piosenki.

– Dałaś czadu, Am – pozwala sobie na spoufalenie Znana Aktorka (wszak artystom wolno więcej).

Amelka ma zagwarantowane miejsce w dalszej części programu, a producent już wie, że mała ma zagwarantowane miejsce w półfinale. Trzeba tylko nakręcić jakiś materiał o tym, jak jej występ pomaga spełnić niezrealizowane marzenia z dzieciństwa jej matki.

Tymczasem na scenie pojawia się długowłosy Alojzy (każe się tytułować „Asmodeusz”) i niepytany o nic wypala:

– Oto mój niesamowity, magiczny talerz w kropki – po czym wyciąga przed siebie ręce, trzymając w nich kubek w paski.

Widownia pokłada się ze śmiechu. Co za błazen!

– Na twojej planecie… – zaczyna swój drętwy żart Zawodowy Juror Telewizyjny, ale pointa ginie w ryku przetaczajacym się przez widownię.

Alojzy schodzi ze sceny. Nie przeszedł do dalszych etapów. Zrobił z siebie idiotę przed całym krajem. Ale właśnie rozpoczęło się jego pięć minut sławy. Teraz tylko musi się wcisnąć na powiatową galę wspinaczy wysokogórskich i zapozować do zdjęcia na jakiejś ściance – a stamtąd prosta droga do portali typu „Jamniczek”.

Na scenę wchodzi Krystyna z Olkusza. Prowadzi ją przejęty prowadzący, ponieważ Krystyna jest niewidoma. Jury jakoś nie ma weny, aby zagaić poważniejszą rozmowę (bo o co tu spytać – czy podobają się jej Gnojowice?), więc po zwyczajowym pytaniu o imię, wiek i rozmiar buta pada tradycyjne „słuchamy”.

– Chciałabym państwu pokazać mój czerwony talerz, z którego zawsze jadam gorące kawałki pizzy.

Talerz jest niebieski. Ale Krystyna opowiada o nim z taką pasją, że wszyscy zaczynają dostrzegać jego czerwień. Nikt nie kryje łez wzruszenia. Krystyna dostaje miejsce w następnym etapie oraz bonusowo – kryształowy żyrandol od sponsora.

Po Krystynie pora na jedenastoletniego Bogumiła. Staje przed widownią ubrany w smutny, brązowy garnitur. Wyciąga z torby jakieś potłuczone skorupy i zaczyna snuć o nich opowieść. Że to autentyczne, etruskie talerze z dynastii Ming. Że jadano na nich zwyczajowo trawę z wodą.

– Nie spodziewałam się – zaczyna łamiącym się głosem Znana Aktorka – że taki młody człowiek może być tak dojrzały. Brawo (Znana Aktorka wstaje i w wystudiowanym geście kłania się nisko, uderzając czołem o stół).

– Kiedy wyciągnąłeś te etruskie skorupy – Przebrzmiały Piosenkarz nie kryje nawet podziwu w swoim głosie – pomyślałem sobie „oho!”. Wiesz, opowieść o etruskich talerzach to spore wyzwanie i niejeden dorosły by na nim poległ. Ale ty poradziłeś sobie rewelacyjnie.

Schodzący ze sceny Bogumił (gwarantowane miejsce w finale, producent już liczy zyski) mija się z Petronelą. Wyglądającą nobliwie starszą panią po trzydziestce. Petronela, która przyjechała z pobliskich Nawozowic (bo blisko miała i wnuczka ją namówiła) mówi, że pokaże wszystkim swoją popisową sztuczkę.

Po czym wyciąga mały, płaski talerzyk deserowy i zaczyna z niego jeść krupnik. Widownia szaleje. Niektórzy zamykają w przestrachu oczy. Zawodowy Juror kuli się na swoim krześle.

– Niesamowite – Przebrzmiały Piosenkarz z trudem dobiera słowa – Jak zacząłeś jeść zupę, pomyślałem sobie „oho!”. Ale gdy zobaczyłem, że to krupnik, to nie mam więcej pytań.

Petronela przechodzi dalej. Producent przesuwa jej akta do pudełka z napisem „złotonośne świry”.

Ostatni w programie jest Alojzy. Wodząc po widowni swoimi smutnymi niczym przyszłość oczami zaczyna snuć swoją opowieść. Że na tym talerzu ojciec podawał mu ciasteczka. Ale ojciec zmarł. I teraz to Alojzy musi doglądać całej gospodarki, z żółwiami błotnymi na czele.

Na widowni cisza jak makiem zasiał. Kobiety ocierają łzy.

I – przerwa reklamowa! Czy Alojzy przejdzie do dalszych etapów? Czy Zygmuntowi uda się oczarować jury? Co na kastingu zrobiła Kunegunda ze Szczecina, że aż Znana Aktorka użyła publicznie słów „tam do kata”? Tego dowiecie się już za piętnaście minut.

A tymczasem zachęcamy, abyście po „Mam Talerz!” nie przestawali chłonąć naszego programu, bowiem w kolejce szykuje się nowy odcinek rewelacyjnego szoł „Szubidubi kęs mięs”, w którym dowiemy się, czy Tymoteusz ugryzie karkówkę. Zostańcie z nami!

PS: Dziękuję mojej koleżance za inspirację do tego wpisu.

PS2: Gdyby jakaś stacja telewizyjna była zainteresowana zakupem praw do opisanego powyżej formatu, to śmiało, śmiało. Zapytania można kierować listem poleconym lub na kawałkach kory, uwiązanych do nóżki gołębia pocztowego.

Foto: Tax Credits / CC BY 2.0

  • Ja mam lepsze talerze mówiąc bardzo szczerze 😉 Tak poza tym – piękna wizja, telewizja!

    • Co Ty jadasz, że tak rymem gadasz?

  • Ty to masz tale… rz? Akurat w Twoim wypadku trzeba użyć tego drugiego słowa z końcówką „nt” 😀

    • No już, już, bo spłonę rumieńcem 🙂 Dzięki 🙂

  • Padłam!!! Rewelacja, samo sedno programów typu kopalnia talentów! 😀

    Tak tak, zawsze MUSI pojawić się ktoś z wyciskającą łzy historią, nad wyraz dojrzałe dziecko śpiewające Niemena, szalona staruszka i kilku freaków.

    Świetny wpis!!! 🙂

    • Dzięki 🙂

      Najlepsze jest to, że każdy program, będący tzw. „formatem”, ma żelazne reguły. Talent show, reality show, sitcom, docusoap czy docucrime. Ale ludzie to łykają jak autentyk.

  • Eeeeeeej, ale się uśmiałam, świetne! 🙂