Wpół do weekendu #11 – sztuki walki

Dziś z wykopem. Chociaż nie, właściwie to nie tylko z wykopem. Także z wymachami innych kończyn i bronią palną.

Dzisiejsze #wpółdoweekendu to pokłosie wpisu, który nie powstał. Planowałem bowiem zrobić zestawienie najfajniejszych fikcyjnych sztuk walki. Taką krótką listę głównie filmowych sposobów na zrobienie komuś krzywdy.

Oczywiście, na pierwszym miejscu tego zestawienia byłaby gun kata. Rewelacyjna sztuka walki z filmu „Equilibrium”. W teorii bazuje ona na statystyce i minimalizowaniu znanego prawdopodobieństwa oberwania, przy jednoczesnym zwiększeniu własnej celności. W praktyce wygląda to tak, jak klasyczna filmowa strzelanina – czyli przeciwnicy nie mają za grosz celności, natomiast strzelanie na ślepo jest zawsze celne.

Ale jak to wygląda…

A skoro już przy broni palnej jesteśmy, to nie mogę pominąć niesamowitej szkoły strzeleckiej z filmu „Wanted”. Tam możliwe było podkręcenie lotu kuli tak, aby ominęła przeszkody i trafiła dokładnie w cel. Pistolety łapało się w locie i trafiało zawsze w dziesiątkę. Z zamkniętymi oczami.

No i można było popełnić najdziwniejsze samobójstwo świata.

Aby jednak nie ograniczać się tylko do strzelania, postanowiłem dołożyć coś z tradycyjnego mordobicia. I tu przypomniał mi się klasyczny film z Hong Kongu – „Pijany mistrz” z Jackie Chanem. To właśnie tam zobaczyłem pijane kung fu – sztukę walki, mającą przede wszystkim przekonać przeciwnika, że bohater jest zalany w pestkę i nie ma szans, aby ustał na nogach. A potem umożliwiającą pokonanie go za pomocą pijackiego zataczania się.

I niesamowicie się zdziwiłem, gdy okazało się, że pijane kung fu istnieje w rzeczywistości. A skoro tak, pomyślałem, to może jeszcze jakieś inne niesamowite sposoby walki się są realne?

Na przykład znana każdemu ninja sztuka łapania strzał w locie. Wydawać by się mogło, że to niemożliwe. A jednak. Jest człowiek, który to potrafi.

Albo znane z filmu „Kill Bill” uderzenie z bliskiej odległości, które potrafi przebić deskę.

Myślicie, że to fikcja? Bruce Lee nie takie rzeczy potrafił. Oto film, który wbił mnie w ziemię. Legendarny aktor nie tylko prezentuje na nim „one – inch punch”, ale także… gra w ping ponga za pomocą nunchaku. Musicie to zobaczyć na własne oczy.

No, ale to jest Bruce Lee. Ten człowiek potrafił wszystko. Swego czasu skopał w filmie tyłek samemu Chuckowi Norrisowi.

I kiedy tak zagłębiałem się w świat fikcyjnych i prawdziwych sposobów na wyrządzanie sobie krzywdy, myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy. Aż trafiłem na ten film.

Tak. Ten człowiek przebija metalową miskę. Rzucając w nią pałeczkami.

Gdybym złapał złotą rybkę, taka umiejętność byłaby z pewnością jednym z moich trzech życzeń. Nie chodzi nawet o to, żeby kogoś przebić pałeczką dołączaną do zestawu sushi. Ale pomyślcie, jak efektywnie mógłbym wbijać gwoździe w ściany!

Foto: Flavio~ / CC BY 2.0


„Wpół do weekendu” to cotygodniowe, krótkie wpisy, bazujące na czymś wygrzebanym w sieci. Zawsze w środę w południe, w sam raz na małą przerwę w pracy. Jeśli znajdziesz coś pasującego – podeślij to na blog@mrcichy.pl !

  • Cichy, czytaliśmy post i oglądaliśmy filmy z chłopem. Chłop oczywiście wniebowzięty, bo lata całe trenował sztuki walki i Bruce to jego absolutny idol forever. Dzięki zatem za frajdę 🙂

    • No i o to chodzi we #wpółdoweekendu 🙂