Gdyby blogi istniały w poprzednich epokach…

Wczorajszy Blog Day to nie jest jakaś niesamowicie wiekowa tradycja. Trudno nawet potwierdzić, że jest on obchodzony poza Polską. A gdyby było inaczej? Gdyby blogi istniały od tysięcy lat?

Czy wtedy, zamiast przygotowywać się do matury z polskiego analizując wiersze i czytając bryki, zaglądalibyśmy do blogowych archiwów? I o czym właściwie pisaliby wtedy blogerzy? No właśnie…

Starożytna Grecja

Blogerzy są prawdziwymi celebrytami. W końcu nietrudno zbudować społeczność i zasięg, gdy wędrujesz z lutnią przez Helladę. Królem blogerów jest jakiś niewidomy gość, który postawił na miks bloga wojenno – podróżniczego. W zasadzie to jedyne gatunki blogów, jakie są. W Atenach przebijają się blogi polityczne, a w Sparcie – parentingowe – ale to nisze. Cała blogosfera zgodnie twierdzi, że najlepsze #darylosu to zasługa Prometeusza (stąd określenie „promki”) – choć ten po balowaniu z branżą nabawił się problemów z wątrobą.

Średniowiecze

Blogi przyjmują formę pisaną. Niestety, blogosfera przeżywa niesamowitą zapaść. Jedynymi czytającymi są piszący. Cała reszta dowiaduje się o sprawie z drugiej ręki. Jest to też okres, gdy blogerzy odwracają się od swoich czytelników. Bana można dostać nie tylko za niewłaściwe zachowanie czy niepochlebny komentarz, ale nawet za samą chęć komentowania. Dominują blogi religijne i lajfstajlowe. Treści w zasadzie u wszystkich te same, ale za to design bardzo zróżnicowany. Choć wszystko w oparciu o jeden szablon.

Renesans

Pojawia się możliwość komentowania, co wielu blogerów odbiera jako cios wymierzony w całą blogosferę. Rozpoczynają się pierwsze blogowe wojenki. Niektórzy wracają do źródeł – w archiwach sieci odnaleziono blogi starożytnych Greków. A ponieważ w średniowieczu trochę o nich zapomniano, teraz większość tematów jest kopiowana, formatowana od nowa i wrzucana przez kolejnych blogerów (tamte wpisy wpadły już do domeny publicznej). Gutenberg tworzy prosty w obsłudze silnik blogowy, dzięki czemu coraz więcej osób pisze.

Barok

Wiadomo – jak coś idzie za dobrze, to musi się spieprzyć. Blogi wchodzą w dość dziwny okres baroku. Design skręca w masę ozdobników, widgetów, a nawet animowanych gifów. Takiego pierdolnika na blogach nie będzie do lat 90. XX wieku. Blogerzy zaczynają poruszać poważne tematy – skręcają w stronę metafizyki, wieczności, umierania i takich tam smętów. Ale nie stronią też od balangowego lajfstajlu. W komentarzach coraz częściej pojawia się hasło „Sarmaci przejmują internet”, na Instagramie królują hasztagi #yolo i #szlachta.

Oświecenie

Wahadło odbija w drugą stronę – blogerzy rozumieją, że zapędzili się w ślepy zaułek i trzeba zrobić porządek. Ustalają kanon obowiązujących szablonów na blogach, narzucają poważną, intelektualną tematykę. WordPress dodaje możliwość tworzenia różnych formatów wpisów – oprócz „wpisu” czy „galerii” popularna staje się „bajka”, „powieść”, „satyra” czy „esej”. Co ciekawe – blogerzy boją się fali hejtu i dokonują autocenzury: krytykowane postawy przedstawiają za pomocą… zwierząt. Blogerzy są autentycznie wpływowi, co widać na przykład we Francji. Tam grupka blogerów postanawia zaprotestować przeciwko Ludwikowi XVI – i udowadniają, że król nie ma głowy do rządzenia krajem.

Romantyzm

Nikt nie spodziewa się, że nowe nurty blogerskie wyjdą z Niemiec. W ramach platformy „Sturm und Drang” (przemianowanej dużo później na „Drang nach Osten”) pojawia się blog z nurtu emo, pisany przez niejakiego Wertera. A potem tama pęka i wszyscy piszą o uczuciach czy zjawiskach paranormalnych. Rozum idzie w zapomnienie, startuje ruch antyszczepionkowy [potrzebne żródło]. Pojawia się też lokowanie produktu: „Woźny pas mu odwiązał, pas słucki, pas lity, (ZARA, 49,99) Przy którym świecą gęste kutasy jak kity (C&A, 25,99).” – marki coraz śmielej wchodzą w blogosferę.

Pozytywizm

Ponownie blogosfera nie może zatrzymać się w punkcie równowagi i teraz w każdej notce musi być na poważnie. Nawet, jeśli to jest radosna szafiarka, to i tak na końcu notki coś posmędzi o pracy u podstaw. Oprócz publicystyki politycznej rządzi tradycyjny lajfstajl. I to zarówno w wersji wielkomiejskiej, jak i wiejskiej. Te ostatnie powodują niemały wstrząs. Albo proponują smażenie ludzi żywcem w piecu (jako lekarstwo), albo są prowadzone krótko, przez zdolnych muzyków, którzy giną pobici przez nieznanych sprawców. Duet Rzecki i Wokulski razem prowadzą bloga „Jak zarabiać pieniądze?”, ale nie mogą się porozumieć co do tematów pobocznych (jak uratować Polskę vs. jak podrywać arystokratki).

Modernizm / Młoda Polska

Na blogach zaczyna dominować dekadentyzm i symbolizm. Wszystko ma podwójne dno, wszystko jest jakieś dziwne. Notki trudno się czyta, bo blogerzy zabawiają się formą. Schopenhauer tworzy niesamowicie dołujące wpisy. Nietzsche z kolei sadzi jakieś głodne kawałki o nadczłowieku, śmierci boga czy Zaratustrze. Jest jeszcze Freud… facet zbiera masę komentarzy i lajków, bo wydaje się, że potrafi zrozumieć każdego swojego czytelnika. W Polsce powstają blogi podróżnicze, na przykład Tetmajer pisze świetnego bloga o Tatrach (niestety, nie zamieszcza zdjeć). Poza tym wydaje się, że lajfstajl ustępuje nieco miejsca blogom przyrodniczym. Ale to oczywiście złudzenie (bo symbolizm).

XX-lecie międzywojenne

Jeśli myśleliście, że blogi modernistyczne były dziwne, to te – rzucą Was na kolana. Wybitni blogerzy eksperymentują z formą wpisów w sposób niespotykany nigdy wcześniej. Weźmy choćby Prousta i jego niesamowitego bloga – trochę czasu można przy nim stracić. Albo Kafka, który pisał… w sumie nie wiadomo do końca, o czym pisał, ale nie można było się oderwać. Czytanie go to był cały proces.

Mógłbym tak opisywać blogi z minionych epok – okresu wojny, socrealizmu – ale nie oszukujmy się: tylko tyle nauczono mnie w szkole. Potem przyszła matura. A poza tym to wszystko było przed kilkunastoma laty, więc mogło mi się nieco zapomnieć. Trochę szkoda, bo blogi z okresu PRL musiały być paradne…

Mógłbym więc zakończyć słowami „a potem hokus – pokus, przyszły internety i mamy to, co mamy”, ale muszę Wam się do czegoś przyznać. Do mojego pierwszego bloga. Prowadzonego gdzieś na przełomie lat 80. i 90. minionego wieku. Jak to możliwe, spytacie? To proste – to były moje zapiski (i rysunki) w takim zwykłym zeszycie, z niebieską okładką. Tematem przewodnim był – o ile dobrze pamiętam – serial animowany He-Man. Czytelników zbyt wielu nie miałem, komentarzy też, ale nie da się zaprzeczyć, że był to pierwszy blog tematyczny, jaki prowadziłem. Niszowy, owszem. Ale mogę twierdzić, że bloguję od ćwierć wieku.

A potem hokus – pokus, przyszły internety i mamy to, co mamy.

  • O wow, o wow, o wow, przebiłeś tym tekstem mój ulubiony o Wszechświecie. O wow, o wow, o wow, lecę udostępnić 😀

    • A, i jeszcze. Na łopatki rozpierdzieliły mnie blogi parentingowe w Sparcie 😀

  • piękne 😀

  • Gosia

    Doskonałe! Czemu trafiłam do Ciebie dopiero teraz? Na pewno będę zaglądała regularnie 🙂

    • Jak to mówią – lepiej późno…

  • Haha, też się nieraz zastanawiam np. co by Kopernik umieszczał na fejsie albo jaki portal prowadziłby Sokrates 😀

    Fantastyczny wpis, świetne obserwacje i dawka humoru! 🙂

  • PS. Podejrzewam, że wielu artystów dzięki temu medium mogłoby przeżywać kilkukrotnie swoją śmierć, to by dopiero był hit! Skasować blog lub profil, przestać nagle pisać, ach jakaż rozkosz patrzeć, jak ludzie pragną choćby słowa, jak szukają, błagają o powrót!
    Taki Witkacy zamiast mazać na obrazach, mógłby na fejsie wymieniać, pod wpływem jakich używek się znajduje. A Wojaczek pokazywałby w instagramie pochlastane ręce. Ach mieliby ci artyści używanie! 😀

    Chociaż powiem szczerze, że przeżyłam ostatnio mały szok, jako dziecko z epoki, w której ulubionych piosenkarzy oglądało się najwyżej na koncertach czy plakatach. A teraz można coś napisać na ich profilu i nawet dostać odpowiedź!

    A gdyby tak Bóg prowadził blog…?

    • Może Cię zmartwię, ale często – gęsto pisząc z celebrytą na fejsie, najczęściej piszesz z agencją PR…

      A jeśli chcesz zobaczyć, jak by to wyglądało, gdyby fejs istniał wieki temu, to obowiązkowo Facecje: https://www.facebook.com/Facecje 🙂

  • Desdemona

    Genialny wpis. 😀 Szczególnie średniowiecze, rzadko aż tak dobrze bawię się na blogach.
    Mam tylko drobną uwagę do modernizmu – „dekantyzm”? Nie dekadentyzm czasem? 🙂

    • Dzięki za uwagę i dobre słowo 🙂

  • Pingback: Podsumowanie roku 2014 | MrCichy()

  • Pingback: Gdyby media społecznościowe istniały w PRL… | MrCichy()