Pytania do biegacza

Bieganie to nie tylko cały ten haj wynikający z endorfin. To także konieczność opowiadania o swojej pasji podczas różnych spotkań towarzyskich. A wtedy dziwne pytania lubią się pojawiać…

Na podstawie mojego przebogatego doświadczenia (biegam blisko dwa i pół roku, więc się znam) wyodrębniłem garść pytań, z którymi musi się zmierzyć każdy biegacz. Prędzej czy później, nie ma przed nimi ucieczki. Od dziś, zamiast silić się na odpowiedź, możecie po prostu podawać link do tego wpisu.

Po co to robisz?

Czasem powyższe pytanie występuje w formie pytania z tezą: czy chcesz coś sobie udowodnić? Aby prawidłowo odpowiedzieć na tak postawione pytanie, konieczne jest wykształcenie w sobie umiejętności patrzenia z wyższością i pobłażaniem.

Ale odpowiedź na podstawowe pytanie powinna już móc przybliżać tajemny świat biegowy zwykłemu człowiekowi. To dlaczego biegamy?

Odpowiedzi wcale nie będzie tyle, ilu biegaczy. Motywacje się powtarzają. Dla zdrowia. Aby schudnąć. Z nudów. Bo biegam od zawsze. Dla lansu. Presja tłumu. Bo sprawia mi to frajdę. Z miłości. Dla kasy. Dla adrenaliny. Dla endorfin. Dla wyciszenia się. Bóg mi kazał. Szef mnie zmusił. Chcę się przygotować na inwazję zombie.

Nieważne, jaka jest Twoja motywacja – po prostu odpowiedz szczerze. I licz się z tym, że pytający i tak Cię nie zrozumie.

Nie boisz się kontuzji?

Boisz się. Tylko idiota może sobie pozwolić na luksus nieodczuwania strachu. Ty boisz się kontuzji i jest to w pełni naturalne.

W odróżnieniu jednak od przeciętnego człowieka, Ciebie ten strach nie paraliżuje. Po pierwsze – Twoja motywacja do biegania jest silniejsza od strachu. Po drugie – postanawiasz zadziałać i zminimalizować ryzyko.

To dlatego potrafimy wydać średnią krajową na kompletny strój na każdą porę roku. Dlatego nasze buty do biegania tyle kosztują. Dlatego ubrania są w śmiesznych kolorach i z nietypowych materiałów. Dlatego wynajmujemy prywatnych trenerów, aby ustawili nam dopasowane plany treningowe. I powiedzieli, kiedy i jak się rozgrzewać. Za nasz strach płacimy sporą cenę. Ale wiemy, że warto.

Czasem powyższe pytanie przyjmuje formę „nie boisz się, że na starość będziesz mieć rozwalone stawy” – tu odpowiedź może być tylko jedna. Boisz się. Ale jednocześnie biegając zwiększasz swoje szanse na to, że owej starości dożyjesz.

O czym myślisz podczas biegania?

Wbrew pozorom to bardzo poważne pytanie. I – podobnie jak z motywacją do biegania – odpowiedzi mogą się różnić w zależności od biegacza, ale raczej tworzą zamknięty katalog.

Są tacy, którzy układają sobie w głowie plan dnia, porządkują różne sprawy. Niektórzy skupiają się na tym, aby biec poprawnie. Niektórzy się modlą (choć takich jeszcze nie spotkałem) lub medytują.

U mnie to zależy od tego, czy biegnę podczas zawodów, czy dla treningu. W tym pierwszym przypadku myślę o tym, jak wygląda trasa przede mną. Czy dobrze rozkładam siły. Czy mogę biec szybciej. W tym drugim – po prostu pozwalam myślom płynąć przez mój umysł. Wymyślam wpisy na bloga, analizuję to, co się wydarzyło, planuję przyszłość. Do domu wracam z niezwykłym spokojem w głowie.

I zawsze, gdy ktoś zada mi to pytanie, najsensowniejszą odpowiedzią wydaje mi się: „o niczym”.

Jak szybko biegasz?

Ewentualnie – na jakim dystansie. Jeśli usłyszysz w pytaniu połączenie tych dwóch elementów, czyli ktoś spyta Cię, jaki masz czas na pięć kilometrów, to możesz założyć, że rozmawiasz z kimś, kto jako – tako zna się na rzeczy. I Twoja odpowiedź zakończy sprawę.

Najczęściej jednak słyszysz tylko „jak szybko biegasz” i już wiesz, że zanosi się na dłuższą pogadankę. Tłumaczysz, że nie możesz podać prędkości, bo to tak nie działa. Podajesz swój rekord na piątkę i dziesiątkę (oraz na innych dystansach, jeśli masz je za sobą). Tłumaczysz, że w zależności od formy i pogody wyniki mogę się różnić.

I fakt przebiegnięcia pięciu kilometrów w czasie 20 minut nie sprawi, że pokonasz maraton w czasie poniżej 4 godzin. Licz się z tym, że każda odpowiedź może sprowokować następne pytanie.

Nieco lepiej jest z pytaniem o dystans. Przy tym pytaniu nikt nie będzie kombinował. Nikt nie będzie się zastanawiać, co masz na myśli. Przyjmie odpowiedź, kwitująć ją najwyżej pełnym podziwu „aha…”.

Chyba że zechcą Cię spytać „a ile to jest” – smutna prawda jest taka, że biegacze poznają swoje otoczenie w ten sposób, że wiedzą, ile kilometrów jest między dwoma punktami. I ile czasu zajmie przebiegnięcie tej trasy. Dla całej reszty jest to jakaś wiedza tajemna. W ich świecie pięć, dziesięć czy sto kilometrów wpadają do jednego worka. Z napisem „za dużo”.

Ile ma ten maraton?

42 km. Z małym hakiem. Zawsze.

Niestety, braki w podstawowym wykształceniu (a może teraz szkoły tego nie uczą?) sprawiają, że ludzie zadają to pytanie nie tylko, gdy szykujesz się do królewskiego dystansu. Półmaraton, dyszka, piątka w ramach parkrun – dla niektórych to wszystko będzie maratonem. Możesz próbować tłumaczyć, prostować – licz się z podobną reakcją jak przy odpowiedzi o motywacji. Trafisz w próżnię.

Ale z edukowaniem na temat biegania jest podobnie, jak z samym bieganiem. Nie można przestać próbować.

  • Twój blog został nominowany do Liebster award szczegóły na: http://przyjaciele2domu.blogspot.com

  • Też biegam i najczęściej spotykam się z twierdzeniem/ pytaniem: „po co to robisz, dobrze wyglądasz”, albo właśnie „na jaki dystans?”.

    Najwięcej przebiegłam 13km w ciągu, właśnie w tym roku i tak pękam z dumy, bo w lipcu 2013 złamałam stopę i dopiero od listopada wróciłam do biegania;)

    A o czym myślę? Podczas biegów ulicznych tak jak Ty o trasie i rozłożeniu sił, by pobić swój rekord. A na treningach różnie, o wszystkim i o niczym. Można by to nazwać w pewnym sensie medytacją, bo mnie mega bieg odstresuje. Modlitwa? Zawsze sobie z rodzicami żartuję, że oni w niedziele rano idą do kościoła – a ja biegać i swoje odbębniłam:P

    • Gratuluję postępów w bieganiu – zwłaszcza po tak poważnej kontuzji.

      Też bym przyrównał bieganie do medytacji. Z tą różnicą, że zamiast oczyścić umysł, czasem z biegania wracam z głową pełną nowych pomysłów.