„Admiralette” – czyli hej, żeglujże, żeglarzu…

Gdy bloger wydaje książkę – cała blogosfera się cieszy. A gdy nie jest to poradnik, tylko normalna książka do czytania – radość sięga zenitu.

Z takimi właśnie uczuciami zasiadłem do lektury „Admiralette” Andrzeja Tucholskiego, autora bloga JestKultura.pl. Gdy na moim kundelku wyświetliła się ostatnia strona, te uczucia ani trochę we mnie nie osłabły. Mam nadzieję, że dane mi będzie poznać autora, choćby podczac Blog Forum – i wtedy osobiście pogratuluję mu sukcesu z wydaniem swojej książki.

Ale po kolei. O czym jest „Admiralette”? To opowieść o Sephirze, nastoletniej córce Admirala – przywódcy wielkiego, morskiego narodu. Tak, morskiego – nie nadmorskiego, nie wyspiarskiego. Morskiego. Autor wpadł na genialny (i wcześniej mi nieznany) pomysł, aby utworzyć organizm państwowy osadzony na gigantycznej flocie. Tysiące okrętów przemierzają bezkres mórz, będąc przy okazji najpotężniejszym państwem świata.

Debiutancka książka Andrzeja Tucholskiego to fantasy, ale nie z cyklu tych, gdzie smoki latają z gałęzi na gałąź, menele w powłóczystych szatach ciskają ognistymi kulami w przestraszonych wieśniaków, a ladacznice w stalowych stanikach lubieżnie oblizują gigantyczne miecze na okładce. To rozległy świat, rządzący się swoimi prawami – z dobrze zarysowanymi zależnościami politycznymi czy gospodarczymi.

Tu – póki co – nie ma miejsca na akcję zapierającą dech w piersiach. Sephira nie pędzi od jednej bójki do drugiej. Tu statek płynie pod pełnymi żaglami, ale po spokojnych wodach. Choć w tle czają się sztormy, spiski i zapewne coś jeszcze. A prawie serialowy cliffhanger, jakim kończy się „Księga pierwsza” (bo to dopiero początek, jak w porządnym serialu) każe nam cierpliwie czekać na kontynuację.

Liczę, że w następnych odcinkach rozbudowany świat ani na moment nie będzie próbował się kurczyć. A i słona woda od czasu do czasu mocniej chluśnie mi w twarz. Jeśli chcecie szybkiej i przyjemnej lektury na koniec wakacji, z jednoczesną obietnicą rozwoju całej historii – „Admiralette” jest dla Was.

Ahoj!