Nie uwierzysz, jak bawi się na konferencjach blogowa elita…

To były dwa dni, które odprężyły mnie jak tydzień urlopu. I podobnie jak tydzień urlopu – stwierdzam, że to za mało. Ale pierwszą edycję See Bloggers mam za sobą.

Zanim zaczniemy, krótkie ostrzeżenie. Miejscami ten tekst może być hermetyczny – do tego stopnia, że zrozumieją go wyłącznie osoby, które były na miejscu. Trudno. To kolejny dowód na to, że warto być w pobliżu blogerów. A zwłaszcza w pobliżu mnie.

Targ śniadaniowy

Blogerzy zaczęli smacznie i weekendowo. OK, w piątek wieczorem był jeszcze tzw. bifor, ale w kameralnym gronie i stosunkowo krótki. Natomiast sobotni poranek… to pyszności degustowane na trawie. Oraz okazja do poznawania się.

Tak przynajmniej słyszałem, bo na targ nie dotarłem. Zaspałem, poza tym – chciałem choć trochę tego weekendu spędzić w rodzinnym gronie. Po sobotnim śniadaniu przepadłem do niedzielnego wieczora.

Instameet

Gdańscy instagramersi wraz z blogerami mieli okazję zwiedzić sopocką Operę Leśną. Przy okazji strzelając kilka fotek (niekoniecznie selfie… nie każdy bloger robi sobie wszędzie selfie). Okazja była bardzo atrakcyjna dla blogerów, ponieważ:

  • razem z nami był pan z agencji BART, który opowiadał nam o technicznych szczegółach konstrukcji opery oraz tajemnicach przygotowywania spektakli,
  • wejście było gratis, a wiadomo, że gratisy dla blogerów to jak hel dla baloników (sprawia, że rośniemy, unosimy się i pięknie wyglądamy).

Jeżeli myślicie, że w samej operze nie ma zbyt wiele do fotografowania, to macie rację. Ile można zrobić zdjęć dachu, siedzeń czy sceny w budowie? Aby zrobić naprawdę wyjątkowe zdjęcia, trzeba udać się tam, gdzie zwykli śmiertelnicy nie mają wstępu. Za kulisy. Do pomieszczeń technicznych. Do budynku ochrony.

Blogerzy słuchają z uwagą...
Blogerzy słuchają z uwagą…
Blogerka oddaje się refleksji...
Blogerka oddaje się refleksji…

Nas tam nie zabrano. Za to po drodze natrafiłem na autentycznego De Loreana. Więc w sumie fajnie było.

Co ciekawe - Marty'ego nie było w pobliżu.
Co ciekawe – Marty’ego nie było w pobliżu.

Plaża w Gdyni

Kolejny punkt na mojej weekendowej rozpisce. Możliwość spotkania blogerów i zagrania w bossaball. Udało mi się dopędzić na miejsce zbiórki punktualnie na 16:00.

I własnie wtedy dowiedziałem się z fejsa, że z powodu deszczu bossaball jest odwołany. No pech. Na szczęście nie groziło mi smutne siedzenie na plaży i patrzenie na fale. W Gdyni pojawił się Paweł, więc porozmawialiśmy sobie jak biegacz z biegaczem. Po czym zwinąłem się robić się na bóstwo przed wieczorną imprezą.

Przy okazji – minąłem się z ekipą 3miasto Tweetup. Więc teoretycznie jakbym był z nimi. Sobotę wykorzystałem soszalmidjowo na maksa.

Impreza w „Czekoladzie”

Sopocki klub. Tona lansu i elitarności. Blogerzy z całej Polski. Ścianka. Zdjęcia. Darmowe Somersby. Ciągle te same gęby i kilka nowych. Oraz początkowe pytanie „gdzie to właściwie jest?”, bo jak ktoś nie imprezuje w naszym polskim Monte Carlo, to może mieć tego typu problemy.

Ponieważ to, co było na imprezie, zostaje na imprezie, to może tylko kilka punktów podsumowujących:

  • Jeżeli Iza kiedykolwiek poprosi kogokolwiek z Was o wprowadzenie w towarzystwo – nie wierzcie jej. Sama się wprowadzi, a potem zgarnie nagrodę za najliczniejsze #friendsee.
  • Umiem tańczyć. Właściwie to jestem królem parkietu.
  • Królową parkietu jest Ida. Jej ruchy mają okazję zawojować świat, niczym macarena i „Gangnam style”, tylko bardziej.
  • Znakomitym tancerzem jest też Marcin. Który – cytuję – uczy się tańczyć jak Terminator: patrzy i już umie.
  • Fejsbuk nie kłamie – jeśli blogerzy mówią, że trafili do sieciówki go-go oraz najbardziej znanej trójmiejskiej agencji towarzyskiej, to tak właśnie było.
  • Mój entuzjazm był zaraźliwy, co widać na zdjęciach u Piotra.
  • To jest cholernie przyjemne, jak ktoś do mnie nagle mówi „Ty jesteś Bartek, tak?” (dzięki, Agnieszka).

Dzień drugi – prelekcje i inne atrakcje

Zaspałem. Ale się nie spóźniłem. Potem było już tylko fajniej. Oczywiście dzień był tak emocjonujący, że lepiej też będzie ująć go w punktach.

  • „Zatoka Sztuki” jest bardzo fancy lokalem, który na plaży ma basen, a na dachowym tarasie – prysznice. Ale mieli dla nas darmowe drinki i gościli nas w Sali Kryształowej, więc są fajni.
Sala jest kryształowa, bo ma kryształy pod sufitem.
Sala jest kryształowa, bo ma kryształy pod sufitem.
  • Na dzień dobry usłyszałem „Dziś będę robił ci zdjęcia”. Takie teksty słyszą tylko gwiazdy i trupy. Ja jestem gwiazdą.
  • Food trucki zawsze są fajne. Ja mogę z czystym sumieniem polecić trójmiejskiego „Slow burgera”. Po mojej wizycie w Delmoniko myślałem, że zmielona japońska wołowina niczym nie różni się od zwykłej. Myliłem się.
Ugryzłem, zanim wrzuciłem na insta. Nigdy się nie nauczę.
Ugryzłem, zanim wrzuciłem na insta. Nigdy się nie nauczę.
  • Okazuje się, że nie jestem zbyt dobry w kierowaniu innych w stronę jedzenia. Za co jeszcze raz przepraszam Jenny, którą wysłałem prawie do Gdyni.
  • Loża szyderców jest fajna. O ile ma się w niej miejsce. Ja miałem.
  • Mam talent do robienia zdjęć parom. Aleksandra i Marcin mogą poświadczyć. Za tydzień otwieram biznes ze zdjęciami ślubnymi. Albo rozwodowymi.
  • To jest cholernie miłe, gdy ktoś mówi „Ty jesteś MrCichy, tak?” (dzięki, Viren).

A potem było tylko wspólne zdjęcie i już. Gotowe.

Gratulacje i podziękowania dla ekipy SeeBloggers, za to, że Wam się chciało. Mam nadzieję, że energii starczy Wam na kolejne lata, a następne edycje będą jeszcze lepsze.

Jeśli ktoś z obecnych na zlocie nie miał okazji do poznania mnie – pech. Coś z tym zrobimy przy następnej okazji, która – mam nadzieję – będzie szybciej, niż myślimy. Tymczasem możecie mnie czytać, choć tyle przyjemności mogę Wam dać.

I tylko jedna myśl po każdym takim spotkaniu z blogerami nie może mi wyjść z głowy. Fajni jesteśmy.

PS: Tytuł wpisu stworzyłem zgodnie z zasadami sztuki, prawda?

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!