3 powojenne starcia polskiego wojska (o których może nie wiesz)

Jutro jest Święto Wojska Polskiego. O tym, jak dzielnych mamy wojaków, wie każdy, kto nie spał w szkole na historii. Jednak lekcje mówią nam najwyżej o tym, jak polscy żołnierze radzili sobie na frontach ostatniej wojny – i w ten sposób można odnieść wrażenie, że potem już nie walczyli.

Nic bardziej mylnego.

Z okazji jutrzejszego święta – dziś krótkie zestawienie mniejszych lub większych działań polskich żołnierzy, które miały miejsce po zakończeniu II Wojny Światowej. Śródtytuły są linkami, które przeniosą Was od pełniejszych opisów tych zdarzeń.

Potyczka w Lesznie (1947)

Czas świeżo po wojnie był dość dziki. Osadnicy zasiedlali tzw. ziemie odzyskane, Armia Czerwona instalowała się w kraju, a po lasach nadal krążyły oddziały partyzanckie. W takich to okolicznościach przyrody, w 1947 roku, niejaki Feliks Lis podróżował pociągiem, razem z grupką radzieckich żołnierzy i towarzyszącą im kobietą. Ta, szeptem, przekazała mu straszną wiadomość – została sprzedana Rosjanom przez męża za wódkę i jedzie z nimi wbrew swej woli.

Pan Feliks postanowił temu zaradzić.

Do wydania kobiety próbowali przekonać sojuszniczych żołnierzy pracownicy kolejowi czy milicjant z dworca w Lesznie, gdzie pociąg się zatrzymał. Rosjanie nic sobie z tego nie robili, a milicjantowi grozili bronią. W takiej sytuacji milicjant postanowił wezwać posiłki – w postaci plutonu Ludowego Wojska Polskiego.

Dowodzący nim ppor. Jerzy Przerwa miał głowę na karku. Obstawił dworzec i rozpoczął negocjacje z dowódcą krasnoarmiejców. Jednak podczas rozmów coś poszło nie tak, wywiązała się strzelanina, w której zastrzelono jednego Rosjanina, dwóch zmarło od ran postrzałowych, a pięciu zostało lekko rannych.

Oczywiście atak na bratnią armię w mrocznych czasach stalinowskich nie mógł pozostać bez reakcji. W błyskawicznym procesie czterech polskich żołnierzy skazano na karę śmierci (Bierut ułaskawił tylko jednego z nich), a pozostałych Polaków zaangażowanych w akcję skazano na kary wieloletniego więzienia.

Operacja Little Flower (1997)

Bałkany w latach 90. minionego stulecia to nie był najspokojniejszy teren. Wojna w byłej Jugosławii spowodowała masę zniszczeń, a jej pokłosiem było pojawienie się na świecie kilku nowych zbrodniarzy wojennych. Jednym z nich był Serb Slavko Dokmanowić, zwany „Rzeźnikiem z Vukovaru”. Mający na rękach krew ponad tysiąca ofiar.

Problem był tylko taki, że Dokmanowić ukrywał się w Serbii i ani myślał stawić się przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze.

Dlatego ONZ, administrujące terenami po wojnie, uciekło się do podstępu. Zaproszono Slavka do Vukovaru celem przesłuchania go w sprawie chorwackich zbrodni wojennych. A więc jako ofiary. Ryba połknęła przynętę i razem z ochroniarzem ruszyła w drogę.

I tu do akcji wkroczyła najbardziej elitarna z elitarnych jednostek w skali globu. GROM.

Zaraz po przekroczeniu granicy, w błyskawicznej akcji, polscy operatorzy zatrzymali Dokmanovicia, nie oddając nawet jednego wystrzału. W godzinę po zatrzymaniu zbrodniarz siedział skuty w samolocie do Hagi, gdzie pół roku później rozpoczął się jego proces. Dokmanowić umknął jednak sprawiedliwości, wieszając się w celi.

Bitwa o City Hall (2004)

Ten rok może być już podpowiedzią, gdzie ta bitwa się odbywała. „Gazeta Wyborcza” w podlinkowanym powyżej artykule nazwała bitwę o City Hall najbardziej krwawą bitwą polskiego żołnierza od 1945. I – jeśli przeczytać jej opis – można się z tym zgodzić.

Karbala w Iraku. Święte miasto szyitów. Jednocześnie – istotny punkt strategiczny. Polacy, razem z Bułgarami, pilnują porządku w całej prowincji. Podczas jednego z ważnych dla szyitów świąt tzw. Armia Mahdiego, paramilitarna organizacja kierowana przez Muktadę as-Sadra, wszczyna powstanie przeciwko siłom okupacyjnym.

Aby w całości opanować Karbalę, muszą zająć budynek będący siedzibą władz, policji i wiezieniem. City Hall.

W środku jest szesnastu polskich żołnierzy, kilkunastu Bułgarów i garstka irackich policjantów. Naprzeciwko nich stają dziesiątki, jeśli nie setki powstańców, wspieranych przez członków al-Kaidy czy najemników czeczeńskich. Rozpoczyna się trzydniowe oblężenie.

Po pierwszym ataku przed budynkiem leży około osiemdziesięciu ciał. Straty wśród obrońców – zero. Ten scenariusz powtarzał się będzie każdej kolejnej nocy.

Czwartego dnia obrońcom zaczyna doskwierać brak jedzenia i amunicji. I własnie wtedy do City Hall dociera odsiecz. Jednocześnie powstańcy, ze względu na przybycie polskich posiłków i duże straty własne, wycofują się.  Ze wszystkich miast, które Armia Mahdiego atakowała, tylko Karbala się utrzymała.

Oficjalnie jednak – tej bitwy nie było. Bo przecież Polacy pojechali tam na misję stabilizacyjną. Gdyby jednak ktoś chciał o niej zrobić film…

Foto: MSZ / CC BY-ND 2.0