Wpół do weekendu #7 – bomba atomowa

Przed tygodniem minęło 69 lat od zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę.

Uczciwie przyznam, że zapomniałem o tej rocznicy. Gdybym tylko pamiętał, to „Wpół do weekendu” ukazałoby się w minioną środę. Ale potraktuję tę rocznicę jako pretekst do zamieszczenia materiałów o broni jądrowej jako całości. Jeśli ktoś chce się zapoznać ze smutną historią zniszczenia Hiroszimy, może przeczytać mój wpis z tego miasta. Uprzedzam – to nie jest lekka lektura.

Mój stosunek do broni jądrowej zawsze był raczej negatywny. Wprawdzie sam wybuch umieściłem swego czasu na liście rzeczy, których nie zobaczę przed śmiercią, choć może i chciałbym, ale z drugiej strony – zawsze miałem świadomość zniszczeń, jakie niesie ze sobą ta broń. Fascynuje mnie ona jako kolejny przykład okiełznania przez człowieka sił natury.

Ale fakt, że to okiełznanie zostało zaprzęgnięte do zabijania – jest przerażający. Podobnie jak straszna w swojej wymowie jest poniższa animacja. Zaznaczono na niej każdy wybuch atomowy, jaki miał miejsce w historii (do 1988).

Sporo tego, nieprawdaż?

Obecnie broń atomowa jest w posiadaniu 9 krajów. Przy okazji niedawnych testów atomowych w Korei Północnej powstało sporo zestawień – kto ile czego ma. Poniżej jedno z nich.

nuclear-weaponsŹródło: VizWorld

Nie trzeba być znawcą, aby zauważyć, że z takim arsenałem moglibyśmy wyjałowić całą planetę. I to kilka razy. Jest to pozostałość po zimnowojennej doktrynie MAD, czyli Mutual Assured Destruction. Arsenał jądrowy po obu stronach żelaznej kurtyny miał być na tyle duży, aby w razie ataku odpowiedź gwarantowała totalne zniszczenie.

Ale tak naprawdę – jak wielkie są zniszczenia, spowodowane przez bombę atomową? Gdyby w dzisiejszych niespokojnych czasach Wujek Sam albo Władimir Władimirowicz postanowili trafić w – dajmy na to – dom Twojego szefa, to czy Twój dom by przetrwał? Internet odpowie też i na to pytanie.

Symulatorów wybuchu jądrowego jest kilka, ale ten nazwany Nukemap jest moim zdaniem najpełniejszy. Pozwala Ci wybrać moc ładunku (możesz posiłkować się istniejącymi lub historycznymi bombami), rozróżnia wybuch naziemny od powietrznego i szacuje zasięg opadu radioaktywnego (a w dużych miastach także liczbę ofiar).

Potestuj samodzielnie. Ja tylko powiem, że standardowa rakieta z rosyjskiego arsenału, zrzucona na Pałac Kultury i Nauki zniszczyłaby bez problemu prawie całą Warszawę.

Aby nie kończyć w takim pesymistycznym nastroju – oto słowo od polecanego już przeze mnie Johna Olivera. Który pokazuje, że Amerykanie (a pośrednio i my) nie muszą bać się broni w rękach terrorystów albo Korei Północnej bardziej, niż tej w rękach amerykańskiego rządu.

W takim wypadku pozostaje się tylko cieszyć, że mocarstwowe plany Edwarda Gierka się nie ziściły i Polska  nie została atomowym mocarstwem…