Ćwierćdolarówka

Znalazłem ją w szufladzie. Leżała na dnie pudełka, razem z monetami z dalekich krajów. Stara, podrapana ćwierćdolarówka.

I ten rok wybicia. 1965. Blisko pół wieku temu… W jaki sposób taka stara moneta znalazła drogę do mojego domu? Wiem, że została zakupiona w kantorze w Zakopanem, ale co działo się z nią wcześniej? Tego nigdy się nie dowiem. Jednak samo zastanawianie się jest… ciekawym ćwiczeniem.

W 1965 roku ludzkość jeszcze nie dotarła na księżyc. Ale za to zdążyła już wystrzelić w przestrzeń psa i człowieka, więc byliśmy na dobrej drodze. Tymczasem gdzieś w Stanach wybito „moją” ćwierćdolarówkę.

W Polsce rządził smutny jak jesienne leżenie na plaży w Ustce Gomułka. Naszym większym bratem władały brwi Leonida Breżniewa, a za Wielką Wodą urzędował L.B. Johnson.

Napis „Liberty” nad głową Jerzego Waszyngtona, oraz „In God We Trust” obok jego nosa nie były jeszcze zatarte. Podobnie jak data poniżej czy orzeł na rewersie, ze słwoami „E pluribus unum” ponad nim.

Wojna w Wietnamie nie dotarła nawet na półmetek. Na fali byli The Beatles i Elvis, Rolling Stones się rozkręcali. „Dźwięki muzyki” zgarnęły Oskara dla najlepszego filmu. W Polsce wydano książkę o porwaniu Baltazara Gąbki.

Ta ćwiartka nie wystarczyła wtedy na pełen galon benzyny (brakowało jeszcze sześciu centów) czy galon mleka (ten kosztował prawie dolara!), ale… wystarczyła na pięć znaczków pocztowych. Dwa numery „New York Timesa” (i jeszcze by zostało). Butelkę ketchupu Heinz. Albo na dwie kawy w kawiarni.

Potem ceny rosły, ale dziś ta moneta jest nadal w obiegu.

Przez te pół wieku z tą monetą mogło dziać się wiele. Może za tę ćwierćdolarówkę ktoś poszedł na pierwszą randkę (dwa napoje – brzmi jak niezły początek). Zadzwonił do kogoś – z wyznaniem miłości, z przeprosinami, z pogróżkami… Ile zakładów „orzeł czy reszka” musiała rozstrzygnąć! W ilu portfelach była! W ilu historycznych momentach zmieniała właściciela…

Przeszła przez ręce tysięcy, jeśli nie milionów. To te spotkania sprawiły, że na obliczu Waszyngtona pojawiły się rysy. Krawędzie wygładziły się. Napisy zaczęły zacierać. Ale to nadal jest ważna ćwierćdolarówka. Którą można zapłacić w dowolnym amerykańskim sklepie.

Tę ćwierćdolarówkę wyciągnąłem z dna szuflady i wręczę ją komuś, kto wkrótce będzie leciał do USA. Niech ją wyda. Niech jej historia trwa. Też macie wokół siebie sporo takich ćwierćdolarówek. Jeśli możecie – pozwólcie ich historii trwać. Może za pół wieku ktoś weźmie je w palce i wtedy to Wy będziecie częścią tej nieznanej opowieści?