5 sposobów na pozbycie się zwłok

Ach, lato. Czas odpoczynku od wzmożonej pracy. Można cieszyć się słońcem, powietrzem, widokami. Ale od czasu do czasu mogą się pojawić jakieś zwłoki do usunięcia. I co wtedy?

Nie udawaj, że to Ci się nigdy nie przytrafiło. Siedzisz w domu lub pracy, czas leniwie przepływa Ci między palcami, aż tu nagle… z błogiej strefy relaksu wyrywa Cię cichutkie brzęczenie. Albo tupot małych odnóży na skórze. Ewentualnie trzepot skrzydeł ćmy, gdzieś na skraju wzroku.

Odruchowo sięgasz po broń masowego rażenia – może to być kapeć, gazeta, ręcznie rzeźbiona packa lub w ostateczności dłoń. Szybki cios i kończysz z owadzimi zwłokami, leżącymi przed Tobą niczym nieestetyczny wyrzut sumienia. Co z nimi zrobić? Sposobów jest kilka, ale każdy z nich ma swoje wady.

Pozwolić działać czasowi

Pierwsza myśl – zostawić, jak jest. Ewentualnie przesunąć tam, gdzie nikt nie zobaczy. Ewentualnie można truchło jakoś upozować i zrobić entomologiczną wersję „Weekendu u Berniego”. Czas w końcu działa na Twoją korzyść. Za tydzień, góra dwa, z trupa nie zostaną nawet kostki (bo ich nie ma).

Niestety, w przypadku owadów biologia nie chce współpracować. Umarlak nie obraca się w proch, mrówki nie zjadają jego zwłok, nawet krasnoludki nie odciągają go na bok celem konsumpcji. Zwłoki leżą, mumifikują się i cały czas przypominają Ci o Twojej zbrodni. Gdy za jakiś czas spojrzysz w kąt, w który udało Ci się odkopać martwego owada, zdziwisz się, jak dobrze się zachował. Jak Lenin, albo Śnieżka – tylko bez szklanej trumny.

Pogrzeb marynarski

Owad może nie walczył dzielnie, ale zginął w boju. Należy mu się pochówek z honorami. Bierzesz więc biały całun – czyli kawałek papieru toaletowego. Owijasz zwłoki i w dostojnej, ale krótkiej procesji zanosisz je na brzeg najbliższego akwenu. Najczęściej muszli klozetowej. Krótka przemowa, plusk – i gotowe.

Problem zaczyna się już w transporcie zwłok nad wodę. Niosąc owada cały czas czujesz jego małe ciałko przez papier. Przez Twoją głowę przelatują myśli – czy na pewno jest martwy? Czy ten cios wystarczył? Czy za chwilę, niczym w klasycznych horrorach, potwór nie zacznie się ruszać? Mossad uczy, aby zawsze oddawać dwa strzały – Twój jeden mógł być niewystarczający.

Gdy z obrzydzeniem wyrzucasz papier do toalety, okazuje się, że robal jednak jest martwy. Ale nie chce spłynąć do morza i wesoło podskakuje sobie na falach…

Spopielenie

Kapitan Planeta uczył nas, że nie ma niczego potężniejszego niż żywioły. Te prawdziwe, cztery – a nie dołożone dla poprawności politycznej serce. Jeśli więc nie woda, to może ogień pomoże rozwiązać Twój problem? Przynosisz więc zapalniczkę, zbliżasz ją do zwłok i – puf! Był owad – nie ma owada.

Oraz zajęła się serwetka na stole. A od niej firanki. Szybko rozprzestrzeniający się pożar to owadzia zemsta zza grobu. Zabierz robalowi życie – on zabierze Ci cały dobytek. Ale nawet jeśli uda Ci się opanować ogień, to i tak pozostaje kwestia resztek. Tak, ogień z zapalniczki nie spali całości. Pozostają Ci zwęglone resztki, które możesz pozostawić jako przestrogę dla pozostałych owadów. Niech wiedzą, że w tym domu się z robactwem nie dyskutuje.

Odkurzacz

Olać żywioły. Pomoże Ci technika. W końcu po coś masz odkurzacz. Owadzie zwłoki to śmieć, więc jego miejsce jest z innymi nieczystościami. Wciągasz do rury martwego robala, dla pewności oczyszczasz też najbliższą okolicę. I gotowe. Problem z oczu, a co z oczu, to i z serca.

I masz podobny problem, jak przy pogrzebie morskim. Czy na pewno to jest trup? Czy ten owad nie przebudzi się nagle i nie wyjdzie z odkurzacza, niczym wkurzony zombie? A może założy w środku gniazdo i stworzy armię, która dokona krwawej zemsty? Ciepło silnika go obudzi, schowa się w jakimś zakamarku i będzie czekać na dogodny moment.

Czegokolwiek nie zrobisz – będziesz wiedzieć, że on tam jest. Już zawsze.

Profesjonalizm

Nie oszukujmy się. Wszystkie powyższe pomysły to zabawa dla amatorów. Podejdź do sprawy zawodowo. Po pierwsze – jednorazowe rękawiczki, odzież ochronna, maska na twarz. Po drugie – czarny worek. Może być woreczek. Od biedy kawałek czarnej taśmy też da radę.

Zwłoki zabezpieczasz w worku. Jeśli się nie mieszczą – ćwiartuj je. Teraz wywozisz za miasto. Najlepiej w jakieś odludne miejsce. Tam wykop dół. Pochowaj robala. Upewnij się, że nikt Cię nie widział. Spal w śmietniku na drugim końcu miasta odzież roboczą, rękawice i maskę. Uff, udało się.

I tylko te spojrzenia najbliższych…

Foto: Michelle Kempner / CC BY-NC 2.0

  • Słyszałam, że skutecznym sposobem na pozbycie się zwłok jest ich poćwiartowanie i wrzucanie po kawałku do wanny z kwasem. Jeśli jednak trafi Ci się wyjątkowo duża bestia, to pewnie ze 3 tygodnie będziesz musiał poczekać z kąpielą, co w tym upale niewskazane 😉

    • Jeżdżę komunikacją miejską, nie muszę się kąpać. Tylko skąd wziąć ten kwas?

  • Ostatnio oglądałem na YT wywiad / dokument z Ryszardem Kuklińskim (seryjnym mordercą ur. w USA) . Ten to miał sposoby, ale o kwasie nic tam nie było, brrrrrrr….

    • Ten pan miał ksywkę „Iceman”, więc miał inne sposoby na pozbywanie się zwłok niż kąpiele w kwasie…

  • Gosia Rutkowska

    U mnie problem rozwiązuje pies, który poluje i połyka komary w całości. Słyszałam, że legwany też dają radę.