Mleko, kokos i inne drinki

To się pije w Japonii. I w Gdańsku.

Z posiłkami w Japonii nie ma najmniejszego problemu. Na prawie każdym rogu jest sklep całodobowy, w którym można było chwycić jakąś szybką przekąskę. Dość częste są też bary z ramenem. Wszędzie można dostać świeże i pyszne jedzenie.

Podobnie jest z napojami, których multum można znaleźć w sklepach. A poza tym są wszędobylskie automaty, w których dostaniemy to samo, a nawet więcej, za rozsądną cenę. Do takiej wygody można przywyknąć.

Najpopularniejszymi (przynajmniej w naszych koszykach z zakupami) były dwa napoje: „Pocari Sweat” i „Calpis”. Ten pierwszy to dość popularny w Azji izotonik o dość przyjemnym, słodkim smaku. Ten drugi to słodki i gazowany napój mleczny.

Izotoniki wszelkiej maści to nic nadzwyczajnego. Półki w naszych sklepach są zawalone tego typu specyfikami. W taki upał jak teraz – nie ma niczego lepszego. Niestety, nie ma u nas takich cudeniek, jak znalezione przeze mnie w Osace „Liczi i sól”. Jakie to było dobre!

Na szczęście niedawno odkryłem, że nie jestem skazany na słodki, jednakowy smak Isostara czy Oshee. Mogę kupić naturalną wodę kokosową w puszce. Ma charakterystyczny, lekko słonawy smak, do którego można się przyzwyczaić. I znakomicie gasi pragnienie.

20140503_132611

A skoro już przy temacie kokosów jesteśmy, moim kolejnym odkryciem jest napój energetyczny o smaku kokosowym. Dlaczego o nim wspominam? Bo nie ma tego charakterystycznego smaku, jaki ma każdy energy drink z tauryną. Być może tutaj jest tylko kofeina, a może jakieś dodatki smakowe skutecznie maskują ten mocny posmak. Najważniejsze, że smakuje.

20140430_142226

Okazuje się jednak ,że świat nie jest aż taką globalną wioską i niektórych frykasów, dostępnych w Japonii, na naszych półkach sklepowych się nie uświadczy. Dotyczy to choćby właśnie wspomnianych „Liczi i sól” czy „Calpisu”. O ile, jak już wspomniałem, z izotonikami jakoś sobie można poradzić, o tyle takich smakołyków jak gazowane mleko w Polsce nie ma.

Tak przynajmniej myślałem.

W sopockim sklepie „Oriental Market”, o którym pisałem na moim drugim blogu, znalazłem wielką butlę „Calpisu”. W dość wysokiej cenie, bo około 50 zł – ale okazało się, że to jest koncentrat. A więc nie zastanawiałem się ani chwili.

Jak to wygląda? No cóż…

20140611_200704

A po rozwodnieniu – jak rozwodnione „no cóż”.

20140611_200826

A jak smakuje? Etykieta sugeruje, aby koncentrat rozwadniać w proporcjach 1:5 – wodą lub mlekiem. Z dodatkiem lodu. Od razu rozwiejmy ten mit – rozrabianie „Calpisu” mlekiem to nie jest dobry pomysł. Wychodzi słodkie, niespecjalnie atrakcyjne… coś. Tylko zimna woda gazowana. I do tego lód. Proporcje mogą być nieco inne – można mniej koncentratu.

Czy to jest ten sam smak, co w Japonii? Nie do końca. Koncentrat bazuje przede wszystkim na cukrze i to czuć. Ale nadal – jest to coś, czego normalnie się w Polsce nie dostanie. Dlatego jeśli będziecie mieli okazję spróbować „Calpisu” – nie wahajcie się ani chwili.

Najlepiej, gdybyście mieli okazję spróbować go w Japonii. A każda firma, która sprowadzi te wszystkie nietypowe napoje do Polski w rozsądnej cenie, będzie miała moje pieniądze.