List miłosny – szybka intryga dworska

Księżniczka Annette jest smutna. I nie chodzi o złamany paznokieć ani oczko w pończosze.

Jej matkę skazano za knucie i spiski. Jej ojcu to zasadniczo wisi i powiewa. Dookoła jak nie rozochoceni książęta, dybiący na cnotę księżniczki, to kapłani i intryganci. A na dokładkę siedzi biedna Annette w swoim pokoju, ze zgryzoty zmoczyła łzami swymi wszystkie poduszki i pierzyny i nie ma pojęcia, co się dzieje za drzwiami.

Ogólnie syf, dół i jakiś taki weltschmerz.

Księżniczka potrzebuje pocieszyciela. I tu do gry wchodzisz Ty, drogi graczu. Prawdziwy bohater. Możesz oczywiście zebrać drużynę śmiałków, odkryć, kto wkopał matkę słodkiej Annette, ją samą osadzając na tronie i na koniec posiąść ją (za żonę, oczywiście). Ale masz coś zdecydowanie lepszego. List miłosny. Pokazujący księżniczce, że gdzieś tam, na tym wrogim łez padole, jest ktoś życzliwy. Kto również dybie na jej cnotę – ale z miłością.

Twój problem – opisałem powyżej. Intryganci, konkurencja, strażnicy – a na dodatek doręczyciel z inpostu zostawiłby go w kiosku Ruchu dwie wioski dalej. Musisz polegać na łańcuszku dobrych ludzi. Każdy z nich przekaże list komuś innemu – będącemu bliżej lub dalej księżniczki. Wieczorem okaże się, czyj list dotrze do słodkiej Annette, a czyj będzie robił za podpałkę do zamkowego grilla.

Tak przedstawia się zarys fabularny karcianki „List miłosny”. Zasady są proste. Na kartach do gry są przedstawione postaci z zamku czy tam pałacu. Każda z nich ma przypisany numer. Im numer wyższy – tym bliżej dana osoba jest księżniczki. Każda postać wiąże się też z określoną czynnością, którą należy wykonać po zagraniu karty. Mając w ręku jedną kartę – dobieramy drugą. W tajemnicy decydujemy, którą zagramy, a którą zatrzymamy. I tak do zużycia wszystkich kart.

A ile tych kart jest potrzebnych do sprawnej rozgrywki, spytacie? Szesnaście.

Oto wszystkie karty, potrzebne do gry.

Oto wszystkie karty, potrzebne do gry.

Na każdej jest piękna dama lub przystojny kawaler.

Na każdej jest piękna dama lub przystojny kawaler.

Oraz zatroskana Annette, żeby nie było za różowo.

Oraz zatroskana Annette, żeby nie było za różowo.

Tak. Zawartość pudełka to szesnaście kart gry, cztery karty pomocy (zbędne, bo dokładne opisy działań są na każdej karcie) i miniaturowa instrukcja. Rysująca tło fabularne oraz tłumacząca zasady – czyli ponownie mówiąca o tym, co jest na kartach gry i kartach pomocy. Oraz zawierająca jedną istotną radę dotyczącą grania fair.

Od dziś słowa "frant" używajcie w konwersacjach.

Od dziś słowa „frant” używajcie w konwersacjach.

Nie wierzyłem, że gra składająca się z szesnastu kart (a w rozgrywce dwuosobowej niektóre karty się jeszcze losowo odrzuca) może być tak wciągająca. I tak dynamiczna. I tak złożona. Po prostu – małym nakładem ma się masę zabawy. Ponieważ karty dobieramy losowo, nie można do końca zaplanować taktyki. Z drugiej strony – decydowanie o tym, którą kartę zagrać, a którą odrzucić, pozwala wpływać na przebieg rozgrywki.

„List miłosny” to szybka, pozytywna karcianka. W sam raz na przerywnik między większymi grami. Lub na niedługą podróż (nawet autobusem do pracy). Na dodatek kosztuje mniej niż 20 zł, więc za tę cenę można ją przetestować z czystej ciekawości. Zdziwiłbym się, gdyby ktoś po takich testach był zawiedziony. Ja „List miłosny” polecam.

Plusy:

  • Szybka.
  • Prosta.
  • Tania.
  • Wciągająca.
  • Używa słowa „frant” w instrukcji.
  • Wzrok Hrabiny na karcie nr 7.

Minusy:

  • Losowość.
  • Podobno przy intensywnym graniu karty mogą się niszczyć (ale za tę cenę można kupić nowy zestaw).

Ocena: warto ponad wszelką wątpliwość.

Cena: Rebel.pl oferuje ją obecnie za 15,50 – za tę cenę grzechem byłoby nie kupić.