5 rzeczy, których dowiadujesz się lecąc pierwszy raz do UK

Dziś każdy zna kogoś, kto mieszka w Anglii. Albo sam był w Londynie na zakupach. Tymczasem dla mnie weekendowy wypad to było pierwsze zetknięcie z angielską ziemią. I stąd garść obserwacji.

Tani lot to ciekawe doświadczenie

Nie chcę wyjść na burżuja, który nigdy wcześniej nie leciał low-costem, ale… nigdy wcześniej nie leciałem low-costem. Zawsze normalnymi liniami. Dlatego – mając w pamięci wszelkie artykuły na temat tanich linii lotniczych – byłem przygotowany na najgorsze.

20140613_054359Okazało się, że nie jest tak źle. Owszem, brak zarezerwowanego miejsca to jest drobna niedogodność. I szok – że jak to tak: kto pierwszy, ten lepszy? Z drugiej strony, było przynajmniej jakieś wytłumaczenie dla stania w kolejce do bramki.

Ale poza tym dzikim pędem ku wolnym fotelom – lot jak lot. Nawet jakoś strasznie ciasno nie było. Owszem, czymś tam handlowali na pokładzie, za to nie dawali darmowych przekąsek. Ale na takiej krótkiej trasie wystarczą kanapki zabrane z domu. I jajko na twardo. Poza tym – i tak zazwyczaj usypiam po starcie.

Jedno spostrzeżenie – lata szyderstw w mejnstrimowych mediach zabiły piękną, polską tradycję. Nikt nie klaskał po lądowaniu.

Brytyjki nie są takie brzydkie

Ten stereotyp jest w świadomości przeciętnego człowieka zakorzeniony równie mocno jak herbatka o piątej czy londyńska mgła. A tymczasem wszystko to jest jednym wielkim kłamstwem.

Ustalmy coś na początek. To nie jest tak, że po ulicach Oxfordu pomykają długonogie, tu wcięte – tam wypukłe panny. To znaczy – takie też się trafią, ale nie są dominującą większością. Natomiast nakarmiony opowieściami o wyjątkowej szpetocie Brytyjek spodziewałem się osobliwości powstałej w wyniku wielopokoleniowego chowu wsobnego. Wiecie, brytyjscy lordowie i damy hajtający się najwyżej z kuzynostwem.

Tymczasem kobiety w Anglii nie różnią się urodą tak drastycznie od Polek. Nie trzeba się czaić z lornetką na wysokiej wieży, aby móc na którejś oko zawiesić. Powiem więcej – wydaje się, że Angielki trochę bardziej dbają o siebie i lepiej się ubierają. Choć na temat mody damskiej ekspertem nie jestem.

Za to mężczyźni ubierają się zdecydowanie lepiej, niż w Polsce. I to zarówno młodzi, jak i starzy. No, ale ja tu o kobietach, a nie facetach.

Aha, co do pozostałych dwóch mitów. Mgła w Londynie jest zarezerwowana chyba tylko dla centrum. Albo Luton to jednak nie Londyn. A herbatki nie pija się o siedemnastej, ale o szesnastej.

To jest inny świat

Ach, mityczny zachód. Świat, gdzie trawa jest zieleńsza, niebo bardziej błękitne, a panie w urzędach uśmiechają się do wszystkich. I choć zawsze twierdzę, że Polska to też jest taki zachód, ale mniejszy, tym razem coś było na rzeczy.

Przy czym ta cała „zachodniość” objawiła mi się w drobiazgach. Podobnie jak w Japonii – to drobiazgi sprawiają, że życie jest prostsze. I przyjemniejsze.

Weźmy na przykład taką kwestię odpadów. Podobnie jak w Polsce, śmieci segreguje się na mokre, suche i cholera – wie – jakie. Tylko że tam to się nazywa logicznie: wtórne, organiczne i zmieszane. Ale żeby mieć pewność, że obywatel dobrze wyrzuci swój śmieć, na opakowaniach pisze się coś więcej niż nasze „wyrzuć do kosza”. Podaje się, z czego dane opakowanie jest zrobione i czy nadaje się do przetworzenia. Proste i efektywne. Uwielbiam takie drobiazgi.

Inną sprawą jest ruch samochodowy. Do miasta nie warto przyjeżdżać autem, bo parkingi są dość drogie. Za to warto skorzystać z komunikacji miejskiej, w tym autobusów dowożących z okolicznych Park and Ride. No i są jeszcze rowery – wszędzie ich pełno. Wszędzie są poprzypinane. I wszędzie ktoś na nich jeździ.

Życzyłbym sobie, aby u nas było podobnie. No, ale Polska nie może się równać z takim tropikalnym klimatem, u nas jest na to za zimno.

Ale nie tak bardzo

Inny świat, ale czy aż tak bardzo odległy? Wszystko, co wymieniłem powyżej, to nie jest żadna zaawansowana technologia. To kwestia pomyślenia, drobnych zmian… Nawet nie trzeba tak mocno zmieniać naszej specyficznej mentalności.

Choć z drugiej strony – tam ludzie się do siebie uśmiechają. A chyba nic im do wody nie sypią.

Prawdę powiedziawszy, myślałem, że znajdę więcej różnic. Liczyłem choćby na jakieś ciekawe, krajowe specjały, niedostępne nigdzie indziej na świecie. Coś jak miliony smaków Kit Katów w Japonii. A tymczasem w sklepach w sprzedaży było to, co u nas. Nic szalonego, nic mocno wyjątkowego.

Prawdę mówiąc, trochę mnie to rozczarowało.

Owszem, jest więcej gotowego jedzenia. Są też takie frykasy jak soki owocowe bez cukru. Ale wydaje mi się, że to jest pochodna zamożności społeczeństwa. Nic dziwnego.

I nawet do tego ich pogańskiego sposobu jazdy samochodem można się przyzwyczaić. Z trudem, to oczywiste. Na początku miałem problem z obróceniem w głowie tych wszystkich samochodów na ulicy. Ale potem – przestało mnie to nurtować.

Tak, Anglia to prawie jak Polska. I tylko to prawie robi różnicę.

Choć pewne rzeczy mogą zadziwiać

Wiecie, jak to jest. Człowiek jedzie w jakieś miejsce z bagażem dobrze umocowanych wyobrażeń, a na miejscu okazuje się, że to wszystko jest bzdurą.

O mgle już pisałem – w ogóle przez cały nasz pobyt pogoda była całkiem znośna. O herbatce też pisałem. Ale na przykład zaskoczeniem było dla mnie, że piętrowe autobus jeżdżą poza Londynem. O ile rozumiem, dlaczego czerwone budki telefoniczne są montowane poza stolicą, o tyle autobusy – w mojej głowie powinny poruszać się tylko pod balkonami królowej.

2014-06-14 Oxford 006A tymczasem – taka niespodzianka.

Albo popularność sera cheddar. I możliwość kupienia go jako drobnej przekąski, zapakowanej prawie jak cukierki.

Wstęp do niektórych budynków na terenie uniwersytetu był odpłatny. Tak, jakby ktoś chciał płacić za zwiedzanie wszystkich koledży. Ale już niesamowite muzeum historii naturalnej było zupełnie gratis. A przecież jak często można zobaczyć szkielet dinozaura?

No i jeszcze to. Zobaczcie, co oni mają zamiast gołębi na ulicy.

20140615_170826

Tak jak już pisałem – drobne różnice. Tylko tyle i aż tyle.