Dobre gry: Gunpoint (PC)

Na zewnątrz zacina deszcz, strażnik przechadza się z odbezpieczoną bronią, a ja modlę się w duchu, aby nie spojrzał do góry. Wisząc pod sufitem zastanawiam się, czy dobrze połączyłem wyłącznik światła z drzwiami dwa piętra niżej.

Jakiś czas temu powiedziałem sobie, że powinienem ograniczyć zakupy gier komputerowych. Liczba posiadanych przeze mnie tytułów przekroczyła już ćwierć tysiąca, a nie zagrałem nawet w połowę z nich. No, ale jeśli gdzieś trafi się promocja, to przecież trzeba kupić, prawda?

Tym sposobem jakiś czas temu w mojej kolekcji znalazła się gra „Gunpoint”. Dwuwymiarowa skradanka, opowiadająca o przygodach Richarda Conwaya, szpiega – freelancera. Na samym początku widzimy, jak nasza niedoszła klientka zostaje wypchnięta przez okno, a następnie zastrzelona. Oczywiście – jesteśmy pierwszym podejrzanym.

Standardowo w takich sytuacjach bohater gry powinien rzucić się w pogoń za mordercą. My, jako szpieg, skupiamy się raczej na skasowaniu nagrań z kamer ochrony. Oraz wykonywaniu zleceń – od przyjaciół i pracodawców zamordowanej, jak również innych, niezwiązanych (pozornie) ze sprawą osób.

Czasem można wybrać spośród kilku zleceń.

Czasem można wybrać spośród kilku zleceń.

Szczegółów dowiadujemy się dzięki temu przecudnej urody komunikatorowi.

Szczegółów dowiadujemy się dzięki temu przecudnej urody komunikatorowi.

Gdy już dowiemy się, co mamy zrobić (spokojnie, podczas misji i tak wszystko będzie wiadome), stajemy przed obiektem, do którego musimy się dostać. Nasze podstawowe umiejętności to wchodzenie po ścianach i suficie, spadanie z dowolnej wysokości bez urazu i… to wszystko.

gunpoint2

Czasem stoimy przed bunkrem…

...a czasem przed wieżowcem - i nie ma to jak wpaść przez szklany sufit na sam parter.

…a czasem przed wieżowcem – i nie ma to jak wpaść przez szklany sufit na sam parter.

Ale właśnie to sprawia, że trzeba się nieźle napocić, aby przejść misję. Tu nie można bawić się w Rambo i wchodzić siłowo. Tu trzeba się zaczaić, zgasić w odpowiednim momencie światło lub spaść z sufitu na niczego niepodejrzewającego strażnika.

Gdy odłożymy nieco grosza, możemy zaopatrzyć się w różnorakie udogodnienia. A to ciszej lądujemy na ziemi, a to możemy mieć broń – ale najlepsza jest umiejętność mieszania w zabezpieczeniach budynku. Można zhakować systemy bezpieczeństwa tak, aby się nie włączały. Albo aby zamiast alarmu – gasiły światło. Można też łączyć różne przełączniki – na przykład włącznik światła z iskrzącym gniazdkiem z pokoju obok. Wtedy wystarczy w odpowiednim momencie włączyć prąd i przechodzący obok strażnik padnie porażony na podłogę.

Ogarnięcie gąszczu przełączników czasem jest łatwiejsze, a czasem trudniejsze.

Ogarnięcie gąszczu przełączników czasem jest łatwiejsze, a czasem trudniejsze.

gunpoint5

Na szczęście gra oznacza wszystkie ważniejsze elementy. A czasem nawet pokusi się o życiową mądrość.

I właśnie w ten sposób trzeba kombinować. Jak odwrócić uwagę strażnika, czy lepiej znokautować go automatycznymi drzwiami, czy zatrzasnąć w pokoju? Którędy dostać się do celu. I jak uciec? To nie jest niczym nieograniczony sandbox i nie ma tu nieskończonej możliwości przejścia misji, ale ilość dostępnych opcji i tak wystawia szare komórki na nielichy wysiłek.

Oprawa graficzna może jest nieco archaiczna, ale to w końcu gra niezależna. Nie spodziewajcie się po niej fajerwerków. Zresztą – to nie jest żaden minus. Przynajmniej wizualne wodotryski nie rozpraszają podczas rozgrywki i można się skupić na zadaniu. A dodatkowo klimatyczna muzyka wprowadza odpowiedni klimat.

Jeśli macie ochotę na połamanie sobie głowy nad kilkoma misjami rozgrywającymi się w cieniu – „Gunpoint” jest odpowiednim tytułem. To autentycznie dobra skradanka, w której trzeba się nagłowić, aby wykonać zadanie. A przy okazji próbować dowiedzieć się, kto stoi za zabójstwem z początku gry.

Jeśli macie ochotę zagrać w „Gunpoint” – a gorąco do tego namawiam – to na Steamie jest promocja. Warto. Ja gram.