4 gry planszowe, w które raczej nie zagram

Niby nie powinno się sądzić książki po okładce, ale poniższe gry bez wyrzutów sumienia osądzam po pudełkach. 

Lubię grać w gry planszowe. To miła odmiana od ciągłego siedzenia w necie albo tłuczenia szkła na komórce. Gdy przed zakupem czytam opis jakiejś gry, rzadko się zdarza, bym nie chciał w nią zagrać (co wydłuża całe zakupy, bo nie potrafię się zdecydować). Ale czasem trafiają się takie planszówki, do których zupełnie mnie nie ciągnie. To pozycje takie jak…

Szachy Ojca Mateusza

20140507_161838 (1125x1500)

Światy filmu, książek i gier planszowych wzajemnie się uzupełniają. Są planszówki na podstawie „Hobbita” czy „Gry o tron”, tworzy się polska gra bazująca na „Panu Lodowego Ogrodu”. To niezłe narzędzie promocyjne i sposób na wyciągnięcie kasy od fanów. Coś jak kolekcjonerska edycja filmu na DVD razem z książką. I figurką.

Tą samą ścieżką postanowiła pójść nasza ulubiona TVP. W ręce miłośników planszówek postanowiła rzucić jeden ze swoich flagowych i nie tak mocno obciachowych produktów, czyli „Ojca Mateusza”. Tylko po co płacić projektantom gier? Po co kupować licencję na jakąś grę i przerobić ją na modłę serialu? Szachy – to jest to!. Bam! Pełen sukces, poklepywanie się po plecach, premie kwartalne i poczucie dobrze spełnionej roboty. I pewnie jeszcze producent szachów zapłacił za możliwość użycia logo.

Co dalej?

Gdyby – podkreślam „gdyby” – komuś tam w TVP zechciało się kupić licencję na jakąś grę, to „Ojciec Mateusz” skończyłby z własną edycją „Cluedo”. A tak wystarczy dokonać przeglądu seriali, zobaczyć, w co grali bohaterowie i… za jakiś czas do sklepów trafią „Szachy Hansa Klossa” albo „Karty Balcerka”.

Poczta

20140515_163109 (1500x1125)

Tu mam mały problem, bo to chyba nie do końca jest gra – choć stało to na dziale z grami osiedlowego sklepiku typu hipermarket. „Poczta” to chyba jakaś zabawka dla dzieci. Bardzo smutna zabawka. Mocno życiowa. I niesamowicie realistyczna. Na pudełku nie podano szacowanego czasu zabawy, natomiast w pudełku jest tylko jedno okienko.

Teraz dzieci mogą bawić się w stanie w długich kolejkach, naukę opryskliwości czy gubienie przesyłek. W pudełku zapewne jest też kartonik z napisem „Okienko nieczynne” oraz deklaracja założenia związku zawodowego. No i bloczek z awizami (zamiast torby listonosza, bo tak łatwiej).

Co dalej?

Na początek – nowa edycja, zupełnie nowa poczta! Czyli wszystko po staremu, tylko logo budzące skojarzenia z fellatio. Potem rozszerzenia – dodatkowy asortyment (pisma kobiece, kalendarze z papieżem, rajstopy) oraz nowi przeciwnicy (InPost i kioski ruchu). A w dalszej perspektywie gra o wiele bardziej skomplikowana – ZUS.

Ta Ziemia

Tej gry nie widziałem na żywo – trafiłem na nią szukając jakiejś fajnej planszówki dla siebie w Rebelu. W skrócie: gracze współpracują ze sobą, aby zorganizować pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski i przy okazji wystrychnąć władze PRL na dudka.

Być może to gra ze świetnym mechanizmem. Może budzi emocje niczym „Zakazana Wyspa”. Ale wydano ją niedawno – w związku z kanonizacją. Nie podoba mi się takie nurkowanie do portfeli wiernych. Ja rozumiem, że polski papież to marka, wokół której kręci się kilka biznesów, ale „Centrum Myśli Jana Pawła II”, wydawca gry, chyba powinno być ponad to. No i jeszcze ten niesamowicie pretensjonalny tytuł…

Co dalej?

W sumie – dlaczego ograniczyć się tylko do tej jednej pielgrzymki? Trochę ich było, więc kilka gier można wydać (te inspirowane pielgrzymkami po upadku PRL zamiast walki z systemem skupią się na logistyce). Do tego – pojedźmy po bandzie – zróbmy gry z innych wydarzeń z życia papieża. Na przykład „Operacja: Gemelli Edition”. No i koniecznie coś o zamachu. Warto zagospodarować też antyklerykalny segment rynku, na przykład dedykowaną wersją „Monopoly”.

Jenga Boom

1385054_10151936948117247_1519166562_n

Gdy zobaczyłem tę grę w Empiku, do końca nie wierzyłem w to, co widziałem. Stara, dobra Jenga. Z bombą. Zasady są takie same – budujemy wieżę, następnie staramy się ją podwyższyć poprzez wyciąganie klocków z niższych pięter. Tylko że w piwnicy wieży tyka spory ładunek wybuchowy.

Albo więc wieża zawali się przez niezgrabność graczy, albo z powodu genialnego planu terrorystów, którzy podłożyli ładunki. Nie wierzę, że w świecie po 11 września nikt z Hasbro nie powiedział „hej, czy to nie będzie się czasem niewłaściwie kojarzyć?”… Ale przynajmniej mamy tu jasne stanowisko – 9/11 was an inside job.

Co dalej?

Po pierwsze – edycja rozszerzona. Z możliwością zbudowania dwóch wież. I wysadzenia ich obu. Do tego dołączony model samolotu pasażerskiego. No i koniecznie trzeba zamontować w bombach malutki moduł dźwiękowy. Aby przy każdym wysadzeniu wieży z głośników rozlegało się „Allahu akbar”.

Jeśli możecie wskazać jeszcze jakieś niepoprawne gry – komentarze czekają.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!