5 reakcji na zbliżające się wybory

Jeśli jeszcze komuś to umknęło – w weekend czekają nas wybory. Nie może tak być, że nie zareagujesz na nie odpowiednio. Najlepiej w internecie, choć możesz też poza nim.

Obserwując z bezpiecznej odległości tę, jak i poprzednie kampanie, doszedłem do wniosku, że reakcje na polityczną agitację tworzą zamknięty katalog. Być może też zdarza ci się odnieść jakoś do całego tego szału wyborczego. A jesli tak, to nie zdziwię się, jeśli…

Wyśmiewasz spoty kandydatów

Niedawno usłyszałem fajne określenie – rustykalny to to samo, co wiejski, tylko bardziej elegancko (coś jak to, że migreny miewają Radziwiłłowie, a mnie to może łeb napieprzać). No więc mówiąc elegancko – spoty naszych szacownych kandydatów są mocno rustykalne.

Szydź z tych paździerzowych filmików. Wrzucaj je na fejsa z komentarzem „OMG! Ja prdl! Facepalm!!1111”. Wytykaj przaśne rymy, złą realizację, kretyńskie pomysły i aktorstwo patrzące zazdrosnym okiem na braci Mroczków. Śmiało. I co? Lepiej ci?

Zobacz – kandydaci mają twoje wielkomiejskie, kulturalne oburzenie w ciemnej urnie. Garstka wyborców spojrzy na program, większość pójdzie głosować tak, jak zwykle, a reszta oleje „wielkie święto demokracji”. To po co się starać? Można dać upust swoim najmroczniejszym fantazjom i zrobić spot definiujący na nowo słowo „obciach”. A i tak zauważy to jedynie kilku blogerów i dziennikarzy, wierzących w swoją wpływowość.

Namawiasz do głosowania

Agituj za pójściem do wyborów. Bo to ważne. Bo demokracja. Bo po to nasi ojcowie skakali przez płot. Nie zapominaj o takich słowach jak „Obowiązek”, „Obywatel”, „Przyszłość” czy „Decyzja”. Koniecznie dorzuć brak zgody na to, aby ktoś wybierał za ciebie. No i wspomnij o tym, że niegłosujący nie mają prawa do narzekania.

Brawo! Twoje zaangażowanie obywatelskie podniosło frekwencję o równe zero. Haseł o konieczności, obowiązku czy narzekaniu używano już wcześniej. Z równie zerowym skutkiem. Dlaczego tym razem miałyby zadziałać?

Można wprawdzie usiąść i pomyśleć, czy nie dałoby się jakoś przekonać nieprzekonanych w inny sposób? Albo zmienić systemu tak, aby zachęcał do ruszenia dupy do lokalu wyborczego. Ale po co? Lepiej grać tymi samymi kartami i – po wyborach – wyciągać te same wnioski, jakie to mamy niedojrzałe społeczeństwo.

Ale na chwilę załóżmy, że przekonasz do głosowania dwie osoby. I one obie zagłosują na kandydatów przeciwnych do tych, których ty popierasz. Warto było?

Namawiasz do głosowania za

Tylko ten kandydat! Tylko ta partia! To nasz wódz, nasze zbawienie, nasza opoka!

Każdy, kto nie głosuje zgodnie z twoimi poglądami, jest jakiś dziwny. Jeśli nie znasz człowieka – śmiało, możesz go zwyzywać. Jeśli przypadkiem to twój znajomy, nie możesz się poddać. Walcz o tę zbłąkaną owieczkę. Pokazuj wszystkie plusy programu. I kandydata. Zabiegaj, namawiaj – w ostateczności zaszantażuj.

Pomyśl na spokojnie. Jeśli twój kandydat jest taki super, a twoi znajomi nie są bandą idiotów, to docenią jego wszystkie zalety. Chyba że jednak nie jest taki super. Albo jednak są bandą idiotów. W takim razie sugerowałbym zrezygnowanie z jednego lub drugiego.

Nieodparta chęć do ewangelizowania politycznego mija z czasem. Po paru latach wiesz już, że wspólne poglądy polityczne wcale nie są najważniejsze. A ten kandydat wcale nie był taki kryształowy. Im szybciej do tego dojdziesz, tym lepiej.

Namawiasz do głosowania przeciw

Trzeba postawić tamę pochodowi. Nieważne, kto kroczy w tym pochodzie: brunatna fala, złodzieje, baba z brodą, upadek kontynentu, Putin czy ludzie – jaszczury. Trzeba ich powstrzymać. Oni chcą sięgnąć po władzę i wtedy… no, nie wiadomo, co wtedy, ale będzie źle.

Wydaje mi się, że głosowanie „przeciw” jest ostatnio mniej popularne niż w poprzednich wyborach. Albo może to nie jest specyfiką eurowyobrów. Ale nadal zdarza mi się słyszeć magiczne zaklęcia o wyborze mniejszego zła. I o tym, że chodzi o powstrzymanie tych lub tamtych.

Przypomina to nieco jedną ze stron dyskusji o powszechnym dostępie do broni palnej. Jedni chcą pistoletów, bo wierzą, że wszędzie czyhają bandyci. Inni się temu sprzeciwiają, bo są przekonani, że wtedy wszyscy zaczną do siebie strzelać. Jedni i drudzy nie potrafią właściwie ocenić ryzyka.

Spójrz – na dobrą sprawę każdy z czołowych polityków, reprezentujących główne partie, był już u władzy. I co – tak strasznie było? Były jakieś łapanki, wywózki? Owszem, było różnie – raz budowano więcej stadionów, raz obniżano podatki, ale zasadniczo szliśmy do przodu. Z dnia na dzień tego nikt nie zmieni.

Ostentacyjnie mówisz, ze nie głosujesz

Mierżą cię ci wszyscy naiwniacy, wierzący, że wybory mogą coś zmienić. Ciśnienie skacze ci na hasło „każdy głos jest ważny”. Widzisz, że na plakatach są ciągle te same gęby i nie masz ochoty przykładać ręki do ich sukcesu wyborczego. Gdy ktoś spróbuje namówić cię na wizytę w lokalu wyborczym – ostro zacznij bronić swojej racji.

Spokojnie, też byłem tam, gdzie ty. Przeszło mi, więc i dla ciebie jest nadzieja.

Za jakiś czas zrozumiesz, że niegłosowanie to nie jest żadne sprytne zadrwienie z systemu. A twoja apolityczność to nic wyjątkowego, a raczej – patrząc po frekwencji – mainstream. Zaczniesz olewać wszelkie kampanie mobilizujące wyborców. Stwierdzenia, że tylko niewykształceni albo otępiali nie głosują – nie będą na tobie robiły żadnego wrażenia.

Owszem, co jakiś czas dopadnie cię chęć głośnego wykrzyczenia własnej zajebistości wynikającej z ignorowania wyborów. Ale wtedy zaciśnij zęby i policz do dziesięciu. Niegłosowanie to twój wybór i nie musisz nim uszczęśliwiać wszystkich dookoła. Oni mają to w dupie – dokładnie tak, jak ty ich preferencje wyborcze.

Może w związku z tym powstać pytanie – to jak się zachować? Normalnie. Ani twoje głosowanie nie jest olbrzymim aktem patriotyzmu, ani pozostanie w domu – przejawem wieloletniej mądrości. To, na kogo głosujesz, a kogo nie zniesiesz u władzy, to twój problem, z którym musisz się zmierzyć bez pomocy. Idź i głosuj albo olej wybory.

Ale ciszej nad tą urną. Wystrarczy, że media i politycy robią cały ten cyrk. Nie musisz w nim skakać przez obręcz do wybijanego przez nich taktu.

Foto: Anna Woźniak / Flickr