Który okres w życiu jest najpiękniejszy?

Być znowu młodym? Musiałbym być niespełna rozumu!

Ludzie mają tendencję do idealizowania swoich wspomnień. Wypierają z pamięci to, co było złe. Są gotowi odciąć rękę (sobie lub komuś), że gdy chodzili do przedszkola / podstawówki / liceum, było najpiękniej, najfajniej, naj, naj, naj. Jeśli faktycznie tak było, to możesz im współczuć smutnego życia.

Dopóki to tylko ich zdanie, nie ma z tym żadnego kłopotu. Niebezpieczne natomiast jest, że tego typu opinie przekazują innym, z wyraźnym przykazaniem – korzystaj, bo to najpiękniejsze dni życia. Oto złoty okres lada moment się skończy i korzystanie z życia będzie tylko wspomnieniem.

Pamiętam, że gdy kończyłem podstawówkę, od mojej nauczycielki usłyszałem, ze oto zaczyna się najlepszy okres mojego życia – liceum. I że mam z niego korzystać, bo nigdy się już nie powtórzy (serio?)… Cztery lata później, gdy zdałem maturę i odbierałem świadectwo, od kolejnej nauczycielki usłyszałem podobne słowa. Oto zaczyna się najpiękniejszy okres mojego życia. Studia. Mam korzystać z nich w pełni. Bo to się nigdy nie powtórzy.

Mając w ten sposób ugruntowaną wiedzę o nieodwracalności upływu czasu czekałem, aż po otrzymaniu dyplomu ktoś do mnie podejdzie i znowu powie magiczną formułkę. Oto zaczyna się najpiękniejszy okres twojego życia! Wykorzystaj go w pełni. Bo się nigdy nie powtórzy. Ale… nikt mi tego nie powiedział. Do dziś nie rozumiem dlaczego? Przecież to jest najpiękniejszy okres w życiu!

Co jest takiego pięknego w tzw. „dorosłym życiu”, spytasz? Przecież to tylko praca, obowiązki, dom, dzieci, kredyt, choroby, podatki… Jeżeli tak widzisz życie, to chyba jesteś na niewłaściwym blogu. Idź sobie.

Przede wszystkim dorosłość  to pełna odpowiedzialność – ale też samodzielność. Wreszcie możesz robić to, na co masz ochotę. Chcesz pracować – pracujesz. Może nawet w zawodzie, który lubisz. Chcesz spełnić marzenie – gotowe. Bez proszenia rodziców o kasę. Chcesz się bawić – śmiało. Wypasiony zestaw Lego, drogie alkohole, „hera, koka, hasz, LSD” czy nieletnia Tajka – chcieć to móc.

Dalej jest jeszcze lepiej. Nnie robisz tego, czego nie lubisz. Wkuwania ułamków, skoków przez kozła czy rozmnażania pantofelka. Gdy przestajesz coś lubić, możesz to rzucić. No, dobrze – pewne obowiązki trudno porzucić. Ale zazwyczaj za ich wypełnianie dostajesz kasę. Pomyśl tylko – płaci ci ktoś za uczenie się warunków pokoju w Tylży? Chyba, że masz rodziców bardziej skłonnych do płacenia, niż kochania.

Nie spotkałem nikogo, kto chciałby wrócić na studia. O liceum nie wspomnę. Ty też nie chcesz. I chcieć nie będziesz.

Idąc tym tokiem – najpiękniejszym okresem życia powinna być emerytura. Wtedy pracujesz, bo chcesz, a nie „bo musisz”. Masz czas dla siebie. Oczywiście – mówię tu o idealnej emeryturze. Kiedy człowiekowi bliżej do rentiera, niż do rencisty. Ale w sumie – możesz o to powalczyć!

Jeśli jesteś na studiach, lub w szkole, i słyszysz, że to najpiękniejszy okres Twojego życia – olej to. Najpiękniejsze dopiero przed Tobą. Jeśli masz już edukację za sobą – brawo! Nie narzekaj, że dzieci płaczą, frank podskoczył, sąsiad wierci w ścianie około północy a ta głupia gęś z kadr znowu krzywo na Ciebie spojrzała. Teraz to ty jesteś Sprite, więc nie spieprz tego. Pamiętaj: jesteś w najpiękniejszym okresie życia! Wykorzystaj go! Bo on się już nigdy nie powtórzy…

  • Mam wielu znajomych, którzy dopiero skończyli studia i bardzo im brakuje tego czasu. Ja jestem na trzecim roku i marzę o tym, żeby przejść na cały etat w pracy. Im dalej cofnę się w czasie, tym chyba gorzej wspominam. Moi rodzice często powtarzają, że mam korzystać póki jestem młoda, bo to już się nie powtórzy. Ale chyba takie myślenie jest domeną ludzi urodzonych jeszcze za komuny. Kiedyś naturalna kolej rzeczy to praca, rodzina, dom i właściwie ci ludzie zawsze troszczyli się o innych, nie było tylu możliwości. Dzisiaj czterdziestolatek może bawić się prawie tak jak dwudziestolatek. Więc masz dużo racji, żeby nie słuchać gadania o straconym czasie młodości 😉

    • Ależ korzystaj! Właściwie należy korzystać z życia na każdym jego etapie. Ale nawet najlepsze studia nie przebiją dobrze ułożonej „dorosłości”.

  • Mam mieszane uczucie po przeczytaniu tego wpisu. Z jednej strony będąc jeszcze w szkole średniej zawszę chciałem się usamodzielnić, co też zrobiłem zaraz po maturze, (żeby nie było, bardzo dobrze mi z tym, że tak właśnie się potoczyło) natomiast kiedy jeszcze człowiek chodzi do szkoły średniej, mieszka z rodzicami to ma więcej czasu na poszerzanie horyzontów, pasje, rozrywkę bez właściwie jakichś szczególnych obowiązków. To jest plus tego okresu 😉 W moim odczuciu nie można oceniać który okres w życiu jest lepszy, każdy rządzi się swoimi prawami a najważniejsze żeby żyć teraźniejszością. Nie przeszłością – wspominając jak to kiedyś było lepiej i nie przyszłością – planując jak to będzie super za kilka lat kiedy osiągnę to i to i to.

    • Owszem, teraz może mam mniej czasu na moje pasję i poszerzanie horyzontów, ale i tak robię jedno i drugie. Poza tym w szkole człowiek nie zawsze wie, żeby właśnie tak wykorzystać wolny czas.

      • Prawda, niewiele młodych ludzi czasy szkolne spędza na nauce, i nie mam tu na myśli uczenia się czysto szkolnego a raczej na uczeniu się rzeczy które wydają się nam interesujące. Samemu, w domu. Bo tylko w taki sposób da się potem właściwie wybrać kolejno – szkołę średnią czy studia. W ten oto sposób mamy wiele wykształconych ludzi pracujących w zupełnie innych zawodach, bo skończyli kierunek który jak się okazało, nie jest tym co w życiu chcieliby robić.

        • Poruszasz tu jeszcze jedną kwestię. Owszem, mamy wielu ludzi po skończonych studiach, ale to nie oznacza, że są oni fachowcami w swojej dziedzinie. Nasz system edukacji kształci wielu socjologów, filozofów, kulturoznawców itd. Nasi rodzice ubzdurali sobie, że tylko studia (nieważne jakie, byle tylko były) są gwarancją zatrudnienia. Gdyby połowę tych kierunków pozamykali, problem ludzi pracujących w innych zawodach byłby rozwiązany. I to, o czym piszesz nie jest winą tego, że nie uczymy się rzeczy, które nas interesują. Chodzi tu o gówniany system. Wmawianie nam: możecie być kim chcecie, mamy dla was nieograniczone możliwości kariery, studiuj za darmo wykształciło Polaków niezdecydowanych i leniwych 🙂

          • Rodzice wierzący w magię studiów to jedno. Za moich czasów to się jeszcze na studia przed wojskiem uciekało. Dziś ludzie uciekają…nie wiem, przed czym. Odpowiedzialnością za siebie może?

          • To o czym piszesz jest prawdą, ale… 🙂 Trochę z tego co napisałeś wynika, że winni za edukacje młodych ludzi jest system, rodzice, jednak nie oni sami. Racja, rodzice pchają te dzieci na studia i zawodówką mówią nie. System naprawdę jest skopany. Natomiast nie możemy zwalać wszystko na innych. Jeśli w obecnych czasach za młodu (w podstawówce, gimnazjum, liceum) znajdziesz pasję i będziesz ją rozwijał w czasie np. studiów. Później znajdziesz staż lub jakąś dorywczą prace między zajęciami to po studiach masz niezły start w życiu zawodowym. W Polsce jest duże bezrobocie (~10%) ale o fachowców trudno, serio, wiem coś o tym. Jeśli człowiek ma jakąś specjalizacje (spawacz, kucharz, programista, mechanik samochodowy) to dużo łatwiej o znalezienie pracy. Nie oszukujmy się, sprzedawać w sklepie może każdy.

          • Tylko że szkoła i rodzice muszą jakoś popchnąć dziecko, bo samo z siebie to nic nie zrobi. A przynajmniej nie tak dużo.

        • Ale weź to dziecku wytłumacz…;-)

          • Moi starsi znajomi mówią, że nie pamiętają pierwszych trzech lat studiów. To znaczy: idź i imprezuj! Człowiek uczy się na błędach, ja na szczęście szybko wzięłam sprawy w swoje ręce, bo też humanistyczny kierunek. Ale znam bardzo dużo osób, które po studiach licencjackich mają nadal puste CV. A potem dziwić się pracodawcy 😉

          • Przepicie studiów to słaby wybór. Bawić się trzeba, jak jest się dzieckiem.

  • piotrborowski

    Każdy okres w życiu ma swoje dobre i złe strony. Błędem jest natomiast życie przeszłością, bo nie docenia się teraźniejszości.

    • Błędem jest zarówno skupianie się na przeszłości, jak i odcinanie się od niej. I ma to zastosowanie też do przyszłości czy teraźniejszości 🙂 Na życie należy patrzeć całościowo. Ale tęsknota do czasów studiów albo liceum… tego zrozumieć nie mogę 🙂

  • @mrcichy, @Na moim podwórku. Zainspirowany po części tą dyskusją napisałem krótki wpis na swoim blogu o samodzielnej nauce. http://otworzumysl.pl/zycie/samodzielna-nauka/

    • Fajny tekst. Oby jak najwięcej osób samodzielnie poszukiwało wiedzy, a nie liczyło tylko na cud edukacji szkolnej.

  • Pingback: Avenue Q – czyli Ulica Sezamkowa dla dorosłych | MrCichy()

  • Pingback: 5 tekstów, jakie każdy usłyszy przed swoim ślubem | MrCichy()

  • dobrymjud

    Studiuję i też słyszałam już kilkukrotnie, że to najlepszy okres mojego życia. Pewnie, że tak. Uczę się tego, co chcę, robię rzeczy, które chcę robić, pracuję, gdzie chcę pracować. Najlepszy okres życia nie zależy od podstawówki, liceum, studiów czy pracy, a ode mnie. Proste. 🙂

  • Pingback: Z życia wziete: #nevergrowup – MrCichy()