Jak zrobić dobre domowe sushi?

Niejedno sushi jadłem, ale też niejedno sushi robiłem. Co jakiś czas widzę w sieci, jak ktoś z zastanawia się, jak to przyrządzić. Przybywam więc z pomocą.

 

Paweł Opydo zapytał na swoim blogu, czy mamy jakieś dobre rady dla niego, jako osoby przygotowującej sushi po raz pierwszy w życiu. Chciałem odpisać mu w komentarzu, ale się rozpisałem… Ale w ten sposób z poniższego poradnika mogą skorzystać wszyscy. Po jego lekturze każdy zrobi taką ucztę, jak na powyższym zdjęciu. Za śmieszną cenę w porównaniu do tego, ile kosztowałoby to w knajpie. No to po kolei.

Ryż

Ryżu nie można zepsuć, bo jak z nim postępować opisano na opakowaniu. Zazwyczaj jest tam złota rada w stylu „dokładnie wypłucz, zalej ryż zimną wodą w proporcji 1:1, gotuj 10 minut, odstaw na kwadrans, aby ryż wchłonął resztę wody, wystudź”. Z grubsza to jest prawda. Z cieńsza – to jest gówno prawda.

Nie ma bata, aby gotujący się ryż nie wypił zadanej ilości wody po jakichś 7 minutach gotowania. I wtedy zaczyna się przypalać. Masz zatem dwie opcje – dolać wody albo stwierdzić, że tyle gotowania wystarczy. Ja wybieram opcję numer dwa i jeszcze nigdy się na tym nie przejechałem.

Ryż musi wystygnąć. A że to diabelstwo mocno trzyma ciepło, to najlepiej przygotować go jakąś godzinę przed robieniem sushi właściwego. A najlepiej dwie godziny. No i pamiętajcie o dodaniu do wystudzonego ryżu tego octu czy sosu… takie specjalne coś o ostrym zapachu. Bez tego ryż nie będzie smaczny.

Stanowisko pracy

Masz matę bambusową – super! Profesjonalne podejście. Owiń ją folią spożywczą. Serio, dobrze radzę. Jedna warstwa wystarczy.

Przygotuj sobie miską z wodą. Do wody możesz dodać nieco tego sosu / octu, ale w sumie – nie musisz. W wodzie będziesz płukać ręce z ryżu. Uwierz mi, to cholerstwo będzie się kleić do wszystkiego. Miska z wodą będzie wybawieniem. A na upartego ryż, który odklei się od ręki w misce z wodą będzie można użyć do zrobienia sushi. No, na bardzo upartego.

Nóż musi być ostry jak wasabi wciśnięte do oka. Jeśli nie wiesz, co to znaczy – wciśnij sobie wasabi w oko, a potem wróć do lektury, jak wrócisz z pogotowia. Ja poczekam. Żadnych noży za 5 zł z Tesco, żadnych półśrodków. To ma być brzytwa. Ewentualnie nowiuśki nóż ceramiczny. Tylko takim nożem posiekasz wszystko tak cienko, jak chcesz.

Nori

To te zielone arkusze alg. W to będziesz zawijać sushi. Wszelkie instrukcje mówią, aby położyć błyszczącą stroną na dół. Albo do góry. To nie jest istotne, bo możesz strawić dobry kwadrans na dumaniu, która strona jest błyszcząca, a która nie. I do niczego nie dojdziesz. Kładź nori losowo, to nie ma żadnego wpływu na smak.

Mądrzy ludzie mówią, aby przed zwijaniem nieco opalić nori nad płomieniem. Śmiało. Najwyżej je spalisz i będzie do wyrzucenia. Ja zawijam w nieopalane i jest super.

Nori jest dość duże, a jeśli zaczynasz, to pewnie nie dasz rady zrobić grubej rolki. Pomyśl o przecięciu algi na pół. Wtedy zrobisz dwa razy więcej cieńszych rolek, z jednym – dwoma składnikami. A właśnie, skoro temat składników wypłynął…

Składniki

Gdyby Japończyk zobaczył to, co w Europie robi się z sushi, pewnie ukradłby z muzeum samolot kamikaze i roztrzaskał się o pierwszą „suszarnię”. Tam sushi jest maksymalnie proste, bez udziwnień. Króluje nigiri, czyli kulka ryżu z płatem ryby. No i wszystko jest pyszne.

Wyjrzyj za okno. O ile nie widzisz neonów w kanji, to możesz mieć głęboko w dupie wszelkich ortodoksów. Tu jest Polska i tu wiemy, jak się bawić. Wrzucaj do rolki cokolwiek, na co masz ochotę. Surowa ryba, wędzona ryba, smażona ryba, pieczona ryba – wszystko pasuje. Ale jeśli decydujesz się na surową – nie oszczędzaj i nie kupuj w Biedronce łososia z tacki. Kup od rybaka, a jeśli nie masz takiego szczęścia, jak ja i mieszkasz z dala od morza – wybierz sprawdzony sklep rybny.

Co jeszcze można wrzucić? Polecam oczywiście serek philadelphia (standardowy element w każdej „suszarni”), ale także sałatę, rukolę, szczypiorek (genialne!), suszone pomidory (jeszcze genialniejsze!), kapary… Ech, w poprzednim akapicie napisałem „cokolwiek” i nie żartowałem. Po prostu zgraj smaki. Znajomy raz przybrał sushi przyrządzone na ostro kawałkami mandarynki i to było wielkie.

20131130_194615 (1500x1125)

Przyrządzanie

Kładziesz nori na macie bambusowej – dłuższy bok ma być równoległy do bambusowych patyczków. Na to rozkładasz cieniutką warstwę ryżu, zostawiając na jednej z dłuższych krawędzi nori wolne miejsce (tu będziesz sklejać rolkę). Ryż będzie się kleił, więc potraktuj go jak plastelinę i paluchami rozsmaruj po aldze. Im dokładniej i równiej, tym lepiej.

Teraz układaj składniki – zacznij od tego z dłuższych brzegów, który nie został z pustym miejscem. Jeśli chcesz dać jakąś pastę – serek phila, wasabi, musztardę sarepską – najlepiej zacznij od tego. Pamiętaj, aby nie dawać za dużo, bo nie dasz rady zwinąć.

Zwijanie jest dziecinnie proste – po prostu dociskając matą formujesz wałek. Nie bój się użyć nieco siły.To się musi mocno trzymać. Na samym końcu sklejasz wałek tym pustym kawałkiem nori – jak samo nie załapie, możesz użyć nieco wasabi jako kleju.

Brawo, masz swoją pierwszą rolkę. Ostrym nożem (jeśli nie będzie ostry, to zepsujesz wszystko) kroisz wałek na sześć, osiem czy ile dasz radę kawałków. Udekoruj je czymś (na przykład sezamem, majonezem, granatem…) i smacznego.

Gdy już nieco nabierzesz wprawy, możesz spróbować robić rolkę zawijaną odwrotnie, czyli algą do środka. W takim wypadku po rozsmarowaniu ryżu po nori musisz całość odwrócić. Składniki układasz wtedy na aldze, a nieco ryżu zawsze zostanie na bambusowej macie.

Dobra rada – sushi najlepiej robić ze znajomymi. W ten sposób możesz załatwić jakąś godzinę (albo i więcej) imprezy. Tylko przygotuj zawczasu ryż, a następnie rozdaj znajomym noże i każ im przygotować składniki. Potem niech każdy zwinie swoją rolkę i zaszpanuje przed resztą.

I to tyle. Serio – sushi nie można zepsuć. Jeśli pozostała jakaś wątpliwość do rozwiania – komentarze i Facebook czekają.

  • Nie przepadam za rybnymi smakami, zwłaszcza za polskimi wersjami egzotycznych potraw. Ten post trochę odczarował moje myślenie o sushi, dlatego w najbliższej przyszłości chociaż przyzwyczaję się do myśli o skosztowaniu tego. Najtrudniej chyba z dostępnością świeżych składników, ale i tak chyba warto ;]

    • Zrób sushi bez ryby, w wersji wege. Zobacz, jakie smaki połączą się fajnie z nori i ryżem bez ryby. A najlepsze, że w knajpach możesz zamówić sushi rybne na słodko – i to też jest pyszne. Pokombinuj i daj znać, jak wyszło.

      • Mam taką zasadę, że zjem rybę, jeśli ją sama złowię. Innej nie tykam zazwyczaj. Spróbuję wersji wege, Właśnie zastanawiam się, czy w Japonii wegetarianizm jest popularny. Przecież oni do wszystkiego dodają ryby albo wołowinę 🙂

        • Nie kojarzę, abym jadł w Japonii coś oznaczonego jako „wege”. Choć z pewnością były rzeczy bez mięsa – z pewnością onigiri ze śliwką albo sushi do samodzielnego montażu z fasolą. Ale to chyba nie jest jakiś wege trend, po prostu taki smak. Jak mówił o tym Krzysztof Gonciarz w swoich filmach – w Japonii nie rozumieją tak do końca idei „wege”.

          Jeśli kiedyś pojedziesz do Japonii, jedz śmiało ryby, których nie złowiłaś. Świeże i pyszne!

          • Właśnie po filmikach Gonciarza nabrałam apetytu na takie rzeczy. No i jednak japońskie sushi to na 100 procent coś innego niż serwowane w Polsce specjały. Boję się iść do Domu Sushi u nas w Toruniu. No chyba, że zaopatrzę się w Sylimarol ;] Dzięki za wskazówki!

          • Akurat Dom Sushi to sieciówka, więc można do niej iść bez lęku. A i niektóre pozycje w menu mają ciekawe. No i powinni mieć coś wege. Idź, bo inaczej nie będziesz mieć punktu odniesienia i zamiast sushi zrobisz gołąbki:)

  • To kiedy robisz imprezę sushi? 😉

  • Pingback: Jak zrobić domowe onigiri? – MrCichy()