4 (i pół) mitów o pracy, w które możesz wierzyć

Jutro Święto Pracy. Jeśli pracujesz w dowolnej „korpo” (a według mediów w korpo pracuje 105 na 100 osób), to z być może znasz kogoś, kto wierzy w poniższe mity. Być może tym kimś jesteś ty.

 

Czytając i słuchając ludzi wykonujących Bardzo Ważną Pracę w Wielkiej Firmie, człowiek tworzy sobie w głowie jakiś obraz takiej pracy. To wizja jest na tle silna, że ulega jej nawet sam opowiadający. I dlatego jest święcie przekonany, że…

Korpo to Monty Python

Poszukaj tweetów oznaczonych #korpo, a zobaczysz. Praca w korporacji to ożywiony pasek Dilberta. Absurd siedzi na absurdzie. Procedury regulują inne procedury. Niekompetentni ludzie z jednej strony zarządzają, z drugiej strony – udają, że wykonują polecenia. No i jeszcze masa zabawnych sytuacji na ołpenspejsie. Wszystko to nie ma większego sensu, dedlajny i bezproduktywne spotkania (tautologia się kłania) wysysają duszę, ale korposzczury zapieprzają w swoich kółkach, aby wyrobić normę.

Tyle tylko, że nie. Rozejrzyj się. Gdyby tak było naprawdę, twój pracodawca zapewne znajdowałby się na skraju bankructwa. Tymczasem firma prawdopodobnie radzi sobie w tak zwanym globalnym kryzysie finansowym. Twój szef ma większą wiedzę i doświadczenie od ciebie. Jeśli nie znasz celu jakiegoś polecenia, to dlatego, że nie pytasz. Albo nie rozumiesz odpowiedzi.

Całe to złe i bezsensowne korpo to dość dobrze naoliwiona maszyna. W której na dodatek nieźle płacą – oczywiście za odpowiednią pracę. Gdy sobie to uświadomisz, możesz dojść do wniosku, że…

Tylko w korpo pracuje się naprawdę

Tylko ty wyrabiasz nadgodziny. Pracujesz w domu. Efektywność i organizacja mogłyby być twoimi imionami, gdyby rubryczka we wniosku o dowód osobisty była nieco dłuższa. Bo nie zna życia, kto nie pracuje w korpo. Albo przynajmniej za biurkiem w poważnym biznesie. Cała reszta, te wszystkie urzędasy, nauczyciele ze swoimi wakacjami, panie na poczcie – co oni wiedzą o pracy?

Otóż zaskakująco dużo. Coraz mniej urzędników czy pań na poczcie spędza całe dnie na piciu kawy i układaniu pasjansa (zresztą takich obiboków znajdziesz też zapewne w swojej firmie). Powiem więcej – jestem przekonany, że większość z korpoludków odpadłaby po godzinie takiej roboty. Praca z klientem za ladą – nieistotne: na poczcie, w urzędzie czy na kasie w Biedronce – wymaga ciągłego skupienia. I umiejętności dostosowania się do osoby po drugiej strony lady.

A skoro już o postrzeganiu pracy mowa – być może uważasz też, że…

Twój dział jest najważniejszy

Wiesz, jak jest. To właśnie twój dział jest kluczowy dla rozwoju firmy. Twój zespół. Twój pokój. To wy robicie najważniejszą robotę, a inni? Co oni właściwie robią? Piją kawę i grają w pasjansa. Bez innych działów (biur, pokoi, zespołów – jeden grzyb jak to się nazywa) firma mogłaby spokojnie funkcjonować. Bez was upadłaby przed wieczorem.

Przyznaj się – nie masz zielonego pojęcia, czym zajmują się inne działy. Masz jakieś mgliste podejrzenia, że marketing ma masę długopisów z logiem, księgowość ma jakiś związek z pieniędzmi (może pensją?), a kadry… kadry służą do przechowywania ludzi zajmujących się przeglądaniem CV przy rekrutacji.

Tymczasem każdy z tych zespołów ma bardzo ważną rolę w firmie. Nie rozumiesz jej, bo to nie twoja działka – i bardzo dobrze. Ale nie znaczy to, że ich praca jest nieistotna. Zapewniam cię, że ludzie z księgowości, marketingu, produkcji czy serwisu sprzątającego mają taką samą opinię o was. A skoro oni się mylą, to… No, ale oni nie znają prawdy i nie wiedzą, że…

Nie można cię zastąpić

Tylko przez skromność nie masz napisane na drzwiach „najmocniejsze ogniwo”. Jesteś tym, co spaja cały zespół. Praktycznie samodzielnie dźwigasz na barkach całą firmę. I nie możesz odpuścić – musisz pracować, bo gdy tylko zrobisz sobie wolny dzień, produktywność w całej firmie spada.

Tylko że w dzisiejszym świecie trudno być kimś takim. Serio. Możesz mieć pewność, że twój zastępca czai się gdzieś tam, gotów do odkrycia przez twoją firmę. Nieważne, jaką masz wiedzę, doświadczenie, stanowisko – to wszystko jest możliwe do nadrobienia. Owszem, może twoje odejście spowoduje nieco zamieszania, może będą przejsciowe problemy – ale po jakimś czasie wszystko będzie toczyło się swoim torem.

Taki już los korpoludka, że – choć może mówi mu się coś innego – jest łatwo zbywalnym aktywem. Jednym z wielu trybików w maszynie. Niezastąpiony to może być ktoś, kto jest twarzą firmy – na przykład Steve Jobs. Pomyśl tylko co będzie z Apple, gdy go zabraknie?

A skoro już masz świadomość, że jesteś elementem wielkiej układanki, to rozumiesz też, że nad efekty twoich osobistych zmagań przekłada się efekt całościowy. To z kolei może prowadzić do ostatniego mitu…

Twoja praca jest ważna

Ale daruję sobie opisywanie go. Świadomość, że twojego ostatniego Wielkiego Raportu nikt nie czytał, zepsułaby ci humor do reszty. Zresztą – chyba już wiesz, o co chodzi, prawda? Po prostu rób dobrze to, co robisz i szanuj pracę innych.

A teraz idź cieszyć się majówką.

Foto: Saad Akhtar / Flickr

  • Od rekrutacji jest HR, a nie Kadry ;).
    A tak serio – na ołpenspejsach z ludźmi z różnych departamentów ładnie widać, kto pracuje, a ile osób się obija. Przy czym to zależy od konkretnego człowieka, a nie działu, w którym pracuje, a także np. od dnia miesiąca. Ale i tak nikt nikomu nic nie powie, żeby potem jemu nie nagadali ;).
    Czasem mnie dziwiło, że to się wszystko nie sypie, ale najwyraźniej ci u góry mają w koszty wliczone także bezproduktywne dni pracowników i dlatego w ogólnym rozrachunku machina sunie naprzód.

    • HR powiadasz? Ja chyba będę ironiczne fragmenty jakimś kolorem zaznaczał… 😉

      Oczywiście, że mają wliczone. Może nawet o tym nie wiedzą, że mają 🙂 Model korpo to nie jest wynalazek ostatnich dwóch lat, to działa już od tak dawna, że jest doskonale naoliwioną maszyną (choć często z olbrzymią inercją, co nie zawsze jest dobre).

  • Pingback: Ciężka praca (na zdjęciach) | Blog do czytania()

  • Pingback: Jak ogarnąć maile po urlopie? – MrCichy()