5 popkulturowych historii unikania podatków (które dały nam coś ciekawego)

Tylko do końca tego miesiąca można składać PIT bez obaw. Większość obywateli byłaby wdzięczna, gdyby mogła uniknąć płacenia podatku. Niektórzy w tym celu robią rzeczy wielkie…

Bo co może zrobić taki zwykły szaraczek, aby zapłacić mniej? Już nam nawet ulgę na internet zabrali… Tymczasem im kto sławniejszy i bogatszy, tym ma większe możliwości wymigania się od podatków. Poniższe przykłady pokazują, że czasem może z tego wyjść coś ciekawego…

 

UWAGA: aby ten wpis był znośny dla normalnych (czyt.: „nieznających prawa podatkowego na pamięć”) Czytelników, operuję tu pewnymi uproszczeniami w nazewnictwie czy opisanych metodach. A poza tym jeśli strzeli Wam coś do głowy, aby kombinować z podatkami, zasięgnijcie najpierw opinii zawodowego doradcy podatkowego. Renomowanego.

Grażdanin Depardieu

W październiku 2012 roku Francja nałożyła na najbogatszych obywateli podatek w wysokości 75%. Cały kraj znalazł się pod władzą fiskusa. Cały? Nie, pozostała jedna osada… właściwie jeden mieszkaniec jednej osady. Obelix Depardieu. Pan aktor zapowiedział, że zrzeknie się francuskiego obywatelstwa i rozpoczął poszukiwanie nowego domu.

Pomocną dłoń (z paszportem) wyciągnął do niego standardowy obrońca ciemiężonych, czyli Władymir Władymirowicz. W ten oto prosty sposób Gerard Depardieu został rosyjskim aktorem. Ma już na koncie kilka ról w rosyjskich filmach i serialu, a nawet użyczył swojej twarzy reklamie zegarków. Z hasłem „Dumny z bycia Rosjaninem”.

Oraz skrytykował przeciwników swojego prezydenta. Tylko patrzeć, jak zagra weterana z Afganistanu.

Bajer w Bel – Air (i cała kariera Willa Smitha)

Druga połowa lat 80. XX wieku to dla Willa Smitha początek kariery muzycznej w formacji DJ Jazzy Jeff & The Fresh Prince. Pierwsze piosenki, nagroda Grammy – a co za tym idzie: kasa. Która spadła na nieprzygotowanego chłopaka.Skutek można przewidzieć – rozrzutność. Oraz nieświadomość nieuchronności podatków. Amerykańska skarbówka wyliczyła, że młody raper wisi jej blisko 3 miliony dolarów. Po czym – z właściwą sobie gracją – zajęła część dochodów i własności Smitha.

Gdy na horyzoncie pojawiło się widmo bankructwa, nagle do drzwi muzyka zapukałą telewizja NBC. I pokazała mu pomysł na serial komediowy o nastolatku przyjeżdżającym do rodziny w Los Angeles. Will Smith musiał przyjąć tę ofertę, aby uciec fiskusowi spod topora. A potem… jakoś to się potoczyło. Zanim serial się zakończył, Will Smith dostał propozycję zagrania w „Dniu Niepodległości”, co tylko ugruntowało jego pozycję w filmowym świcie. Potem byli „Faceci w czerni” , kilka innych tytułów i o mały włos mielibyśmy czarnego Neo.

A gdyby ktoś w latach 80. powiedział chłopakowi, żeby wypełnił PIT, to może mielibyśmy wyłącznie całkiem zdolnego rapera.

ABBA i ich kiczowate stroje

O tym mogliście słyszeć. Młodszym Czytelnikom należy się przypomnienie.

Lata 70. minionego stulecia to ciekawy okres w muzyce popularnej. Na parkietach królowało wtedy disco. Ale nie „polo”, jak dzisiaj. Tamto disco porywało (i porywa do dziś). Dzięki niemu krew żwawiej krążyła w żyłach. Krok był lżejszy. Wzrok pewniejszy. Przejdźcie się przez miasto, mając w słuchawkach „Stayin’ Alive”, „Thats the Way I Like It’ albo „Kung Fu Fighting”, to zrozumiecie.

W europejskim disco nie było mocnych na szwedzka ABBĘ. W 1974 wygrali Eurowizję (wtedy ten konkurs jeszcze coś znaczył) i rozpoczęli tryumfalny pochód przez kontynent. Zostali zapamiętani nie tylko dzięki wpadającym w ucho kawałkom, ale też przebogatym strojom. Dopiero niedawno okazało się, że fikuśne ciuchy to efekt zastosowania szwedzkiego prawa podatkowego. Pozwalało ono bowiem odliczać wydatki na kostiumy, o ile niemożliwe było pokazywanie się w nich na ulicy codziennie. Muzycy ABBY wyglądali kiczowato do przesady, ale dzięki temu zaoszczędzili nieco koron.

„Breaking Bad” i „The Avengers”

Jeśli jakimś cudem nie słyszeliście do tej pory o „Braking Bad” to mam dla Was dwie wiadomości:

1) „Breaking Bad” to przełomowy serial telewizyjny, z bohaterami równie skomplikowanymi i niejednoznacznymi co w kultowej już „Rodzinie Soprano”.

2) Powrót do cywilizacji po kilkuletniej niewoli lepiej zacząć od sesji terapeutycznej z fachowcem, a nie od czytania blogów.

Historia handlującego narkotykami chorego na raka nauczyciela przykuła do ekranów miliony osób na całym świecie. Dla wielu z nich zaskoczeniem było to, że istnieje coś takiego, jak Nowy Meksyk, a Albuquerque to autentyczna nazwa miejscowości, a nie efekt kota turlającego się po klawiaturze. Pierwotnie akcja serialu miała się toczyć w Kalifornii, ale na prośbę producentów przesunięto ją w sam środek pustynnego niczego.

Jeśli uważnie czytacie ten wpis, domyślacie się, że nie było to podyktowane sentymentem. Po prostu Nowy Meksyk udziela słodkich ulg podatkowych dla kręconych na terenie stanu filmów i seriali. Na przykład twórcy „The Avengers” zgarnęli blisko 23 miliony dolarów ulgi. Oczywiście – stan zarobił swoje na wydatkach ekipy filmowej.

W Europie też mamy taki Nowy Meksyk, przyjazny podatkowo filmowcom. Republikę Czeską. Nasi południowi sąsiedzi maczali pace m.in. w czwartej części „Mission Impossible” czy drugiej części „Opowieści z Narni”. A – i jeszcze w „Casino Royale”. Tak, tym fajnym filmie o Bondzie.

„Avatar” (i kilkanaście innych hitów kinowych)

Różne są luki w prawie podatkowym. I różnie są one wykorzystywane. Na przykład w Wielkiej Brytanii możliwe było zawiązanie spółki celowej, inwestującej w filmy. Spółka taka, posiłkując się kredytem bankowym, kupowała od jakiejś wytwórni prawa do wielkiego hitu kinowego. Następnie oddawała tej samej wytwórni ów hit w leasing. Jednocześnie koszty odsetek od zaciągniętego kredytu ujmowała w księgach jako stratę, a ta mogła być przypisana do udziałowców spółki.

W ten sposób za zainwestowane 173 tys. funtów można było mieć odpis podatkowy w wysokości 404 tysięcy.

W grudniu 2013 władze podatkowe Jej Królewskiej Mości udowodniły przed sądem, że takie działanie nie miało nic wspólnego z finansowaniem kultury (co leżało u podstaw wprowadzenia takiej możliwosci do prawa podatkowego), a raczej z unikaniem podatków. Do tego czasu niektórzy celebryci, jak choćby Wayne Rooney, Sir Alex Ferguson czy podobno sami Beckhamowie dołożyli swoją cegiełkę do produkcji takich hitów jak „Avatar”, „Życie Pi” czy kilka części „X-Men”.

Z drugiej strony – jedna z firm inwestujących w ten sposób przyłożyła też rękę do „Szklanej pułapki 4.0”. Co pokazuje, że czasem chyba lepiej zapłacić podatek.

 Foto: 401(K) 2012 / Flickr