5 sposobów dostania się na czoło tłumu

Kiedy dają cos za darmo – możesz mieć pewność, że będziesz rywalizować o ograniczone zasoby z niezłym tłumem. Dziś powiem ci co robić, aby mieć ten tłum zawsze za plecami.

Tytułem wstępu – przedwczoraj wybrałem się na imprezę pod tytułem „Pierwsze Publiczne Otwarcie Dachu”. Relację z niej możecie przeczytać na moim drugim blogu. Ale oprócz podziwiania Mariusza Pudzianowskiego (nie skojarzylibyście go z teatrem, prawda?), mogłem zaobserwować, jak walczą ludzie o dominację w stadzie.

 

Widownia była podzielona na plac (miejsca stojące) i trybuny (dla tych lepszych). Ponieważ część z wybrańców nie pojawiła się, organizatorzy postanowili dać też coś plebsowi i pozwolili na zajmowanie wolnych miejsc siedzących. Ponieważ wpuszczano tylko dziesiątkami, czekając cały czas na osoby z zaproszeniami, przy schodach na trybuny zgromadził się ładny tłumek. A ja mogłem zaobserwować, że silne łokcie już nie wystarczą. Tu potrzebne są strategie niczym ze „Sztuki wojny” Sun Tzu. Kilka z nich zaobserwowałem…

Bądź jak wąż

Zanim przystąpisz do walki, musisz zająć dogodną pozycję. Nie możesz się ścierać z innymi, startując na z góry przegranej pozycji. Musisz się odpowiednio ustawić. Upatrz sobie odpowiednie miejsce do startu i dostań się tam za wszelką cenę.

Oczywiście, nie możesz tego robić wprost. Musisz użyć podstępu. Mów grzecznie „przepraszam”. Udawaj, że idziesz w zupełnie inne miejsce. Na sam koniec nie reaguj na pokrzykiwania ludzi dookoła. Jesteś wężem przeciskającym się między tłumem, aby móc zaczaić się i czekać na odpowiednią chwilę.

Zapuść korzenie

Jesteś już na upatrzonym miejscu – teraz pora na zrobienie umocnień. Normalnie polecałbym okopy i worki z piaskiem, ale w tłumie musisz użyć sprytu. Musisz pokazać wszystkim, że to jest twoje miejsce, z dziada pradziada – i nie oddasz go bez walki.

Mówiąc krótko – musisz zapuścić korzenie.

W tym celu użyj swoich kończyn. Wysuń stopę i wepchnij ją między osoby przed tobą. Nie musisz się przepychać, twoja stopa pokazuje, że masz pełne prawo do tego miejsca. Złap za poręcz schodów, na które wszyscy chcą wejść – im wyżej, tym lepiej. Każda zablokowana kończyna to mocniejsza pozycja przetargowa.

Wojna psychologiczna

Jesteś już oko w oko z ochroniarzem, który swoją rozłożystą klatę (albo równie wielkim brzuchem) oddziela cię od upragnionego raju. Ta część walki przypomina nieco przygodową grę komputerową. Tam, aby minąć jakiegoś strażnika, należało go czymś obłaskawić. Najprościej wręczając mu dar albo spełniając jego prośbę.

Niestety, w rzeczywistości łapówki są karalne, a spełnienie prośby ochroniarza wiązałoby się z wyjściem z tłumu. Ale od czego rozum? Możesz spróbować zagrywek psychologicznych. Zacznij prosić, błagać. Używaj też kompletnie absurdalnych argumentów w stylu „i tak nikt nie przyjdzie”. Tak, jak robiły to kobiety w tłumie. Wzbudzenie litości albo złamanie psychiki ochroniarza to twoja jedyna szansa aby wyjść na prowadzenie.

Każdy dookoła – to wróg

Nie zapominaj, że dookoła czyhają na ciebie wyłącznie nieprzyjaciele. Nie zawieraj znajomości. Nie twórz więzi. Nie wyświadczaj przysług. I nie zakładaj, że ktokolwiek będzie chciał ci wyświadczyć jakąś przysługę.

Przykład z imprezy – widząc przepychającą się przede mnie kobietę i słysząc jej niecierpliwe przepraszam pomyślałem, że to ktoś z zaproszeniem. Kto po prostu nie ma świadomości, że wszyscy przed nią zaproszeń nie mają. Chciałem jej pomóc, powiedzieć, żeby wyjęła zaproszenie i pomachała nim w stronę ochroniarza. Spytałem więc grzecznie:

– Przepraszam, ma pani zaproszenie?

– Nie – odburknęła – podobnie jak pan. Ale…

Przerwałem próby argumentacji i wyjaśniłem, co chciałem zrobić. To ją nieco uspokoiło. A ja zrozumiałem, że życzliwość na wojnie nie jest mile widziana.

Zakładnicy też się przydają

Tylko pomyśl – zakładnik to niesamowita karta przetargowa. Zakładnik jest niewinny, budzi współczucie. Znalazł się pośrodku tego piekła nie z własnej winy czy woli. Odpowiedni szantaż zakładnikiem zapewne nie skruszy zatwardziałych serc reszty walczących, ale może trąci jakąś czułą strunę w sercu ochroniarza?

Skąd wziąć zakładnika? Niestety, o tym musisz pomyśleć zawczasu i przyjść z jakimś. Najlepszym będzie dziecko. I to koniecznie na tyle duże, aby mogło samo stać (wózek od razu zdradzi twoje zamiary), ale jednocześnie na tyle małe, aby groziło mu zadeptanie w tłumie. Głośne krzyczenie „ja tu mam dziecko” powinno wytworzyć wokół ciebie strefę buforową. Wtedy automatycznie docierasz do jej brzegu i wciskasz dzieciaka między ludzi przed tobą. Pamiętaj tylko, że musisz krzyknąć o dziecku od nowa. Inaczej młode może się udusić, a ty stracisz sposób na wygranie walki.

Jeśli macie jeszcze jakieś sposoby na wygranie bitwy w tłumie, piszcie w komentarzach lub na FB.

Foto: Riccardo Palazzani / Flickr

  • Pingback: Ciężki jest życie Pudziana… | GDAŃSK Z DOŁU()

  • Nigdy nie zapomnę gościa na Ursynaliach, który bezproblemowo załatwił sobie przejście pod scenę, krzycząc „Przepraszam! Ja tylko do barierki!”. Zanim się te łośki w tłumie orientowały, gdzie to on tylko, już było za późno.

    • Przy wpychaniu się do kolejki działa ponoć podawanie dowolnego powodu. Nawet czegoś w stylu „przepraszam, muszę tu stanąć”.