RetroGranie: Saga – Gniew Wikingów

Palenie wiosek, grabieże klasztorów, żeglowanie po morzach… no i gwałty na wieśniaczkach. Tak, to był bardzo udany weekend.

Ponieważ History Polska prowadzi wielką kampanię w związku ze startem drugiego sezonu serialu „Wikingowie”, udzielił mi się nastrój radosnego oczekiwania na kolejne przygody wojowników z północy. Postanowiłem jeszcze bardziej zagłębić się w ten świat, zanim wlepię wzrok w ekran – a przy okazji odświeżyć sobie grę z czasów bardzo zamierzchłych. I tak na moim dysku zainstalowała się „Saga – Gniew Wikingów”.

saga

Jest to typowa strategia czasu rzeczywistego jeszcze z ubiegłego wieku (premiera w 1999). Widok izometryczny, okna jednostek i budynków, zarządzanie zasobami i walka. I tak w kółko. Tym, co wyróżnia „Sagę” (nie ma szans, ta nazwa chyba dożywotnio będzie mi się kojarzyć z niedobrą herbatą) na tle innych gier RTS jest mnogość ras, jakimi możemy grać. Tych do dyspozycji twórcy oddali nam 7: wikingowie, południowcy, elfy, trolle, giganci, centaury i krasnoludy.

saga4

Tu dygresja – moim zdaniem „rasa” nie jest najlepszym określeniem. „Rasa” zakłada, że mamy do czynienia z jednym gatunkiem. Tymczasem nie jestem przekonany, czy centaur i wiking spełniają ten warunek. Z kolei wikingowie i południowcy to ludzie, nawet jednej rasy. Ot, zagadka…

Gra jest prosta jak pchnięcie mieczem. Budujesz osadę, zdobywasz surowce, tworzysz armię, miażdżysz przeciwnika. Tu nie ma miejsca na wyrafinowane manewry (bo i nie ma jak ich przeprowadzić), na zakulisową dyplomację albo na wojny ekonomiczne. Kupą, mości panowie, Odyn i do przodu!

Gra oferuje kilka ciekawych rozwiązań. Zmieniające się pory roku wymuszają prace polowe w określonych porach. A zimą dają możliwość wędkowania podlodowego. Tworzenie jednostek odbywa się poprzez tradycyjna prokreację, a więc wskazujemy chatę mężczyźnie i kobiecie, dajemy im jedzenie i… czekamy, co się urodzi. Tu już konieczne było pewne uproszczenie. Ze związku Wikinga i Wikinżki (?) Pani Wiking urodzić się może (poza Wikingiem i Panną Wikingówną) też Walkiria (WTF?). Z ostrego seksu karlicy z chłopem może urodzić się karzeł lub chłopka (wszelki awans społeczny jest w grze wykluczony).

saga2

 

Misje niby jakieś są, ale nie ma się co do nich przywiązywać. Z grubsza chodzi o to, aby wyciąć w pień przeciwnika. Jeśli komuś znudzi się granie w tych kilkanaście misji, może stworzyć własne dzięki edytorowi. I dalej wyrzynać całe wsie. Dodatkowo zastosowane rozwiązania w samej mechanice gry przypadną do gustu antyklerykałom (wszelkiej maści magowie, kapłani czy chrześcijańscy zakonnicy są tylko zawalidrogami, zamiast ich czarów i modłów lepsza jest stal) oraz feministkom (kobiety wspólnie z mężczyznami polują, ścinają drzewo, budują dom czy pracują w kuźni).

Wiecie, to nie jest wyrafinowana gra. Ale moim zdaniem – „Saga” całkiem nieźle się trzyma pomimo 15 lata na karku. Rozdzielczość może nie najwyższa, dziś obowiązuje trójwymiar, ale oko nie męczy się podczas grania. A gdy na krainę Wikingów spadnie śnieg, to wszystko wygląda wręcz malowniczo. Choć oczywiście „encyklopedia wiedzy” umieszczona w grze powala swoim pięknem z lat 90. ubiegłego stulecia.

saga3

„Saga” nie zapisała się w historii gier. Nie wprowadziła żadnego rewelacyjnego rozwiązania. Ale grało mi się w nią przyjemnie. Czy to sentyment, czy może niskie oczekiwania – grunt, że spędziłem cały wieczór budując drakkary, orząc pola, paląc domy czy gnając na Zachód moją armią centaurów. Jeśli macie gdzieś zakurzoną płytę CD z tą grą – dajcie jej szansę. Ja jeszcze jej nie odinstalowuję.