Historia o jajkach

A co jeśli inni są tak sam dobrzy, jak my?

Zbliżające się święta Wielkanocy redakcja Gazeta.pl postanowiła uczcić stworzeniem rankingu najbardziej grzesznych miast w Polsce. Jako punkt odniesienia wybrano siedem grzechów głównych (a czemu nie dziesięć przykazań?), po czym w róznych „konkurencjach” przyznawano miastom punkty za grzeszność.

 

Pominę milczeniem ideę takiego rankingu. Ale chciałbym się dziś skupić na jednym z testów.

Na targowiskach reporterzy wystawiali jajka na sprzedaż. Zamiast jednak stać i handlować nimi, umieszczali obok kartkę z ceną za jedno jajo. W następnym etapie eksperymentu dodali dopisek „co łaska”. Okazało się, że ludzie zazwyczaj płacili określoną cenę, a średni przychód z jajka był niewiele niższy od wskazanego. Owszem, kilka jajek zostało ukradzionych, ale nie były to duże ilości. Problemem, jeśli już, było to, że ludzie nie chcieli kupować na tajemniczym, samoobsługowym stoisku.

To może być najlepsza z wiadomości na te święta.

Zazwyczaj, gdy w mediach podawano przykład podobnej formy sprzedaży, występujące za granicą, przeważał jeden typ komentarzy. U nas to niemożliwe. Zaraz ktoś by ukradł. Jednocześnie, gdyby móc spytać komentujących w ten sposób, czy oni też by kradli, zapewne zaprzeczyliby oburzeni. To tak zwane „złudzenie ponadprzeciętności„, kiedy wydaje nam się, że jesteśmy lepsi od innych. Wszyscy są kiepskimi kierowcami, ale nie ja. Gdyby ułatwić dostęp do broni, wszyscy zaczęliby do siebie strzelać, ale nie ja. Wszyscy są głupi, ale nie ja.

Tymczasem prosty eksperyment pokazał, że nie wszyscy są złodziejami. Że – być może – w ludziach, którzy są dookoła, jest tyle samo dobra, co w nas. A skoro tak, to może warto im czasem zaufać?

I tego właśnie życzę Wam, moim Czytelnikom, na te święta – zaufania. Dla wierzących przypominające o Zmartwychwstaniu, dla niewierzących związane z wiosną – w obu przypadkach dające nadzieję i odrodzenie. Wydaje się, że w Polsce kapitał społeczny jest na zatrważająco niskim poziomie. Zacznijmy odbudowywanie go – najpierw we własnym otoczeniu. A najprostszym sposobem jest dostrzeżenie, że ten drugi człowiek wcale nie musi być gorszy ode mnie.

Wesołych Świąt!

  • „Moje oczy są nadal zielone
    W moim oknie wciąż kwitnie nadzieja
    I pełne światła są moje dłonie
    Jeszcze wierzę w drugiego człowieka”

    Śpiewała Anita Lipnicka. To mój komentarz do Twojego tekstu 🙂 Bo moje oczy sa zielone. A ja cały czas wierzę i ufam ludziom. Mój Mąż momentami mnie za to karci, bo twierdzi, że jestem naiwna. Jednak napawdę wolę zakładać, że ludzie są dobrzy, niż na odwrót. Świat byłby wtedy dla mnie smutny, życie byłoby smutne.
    Ja bym zapłaciła za jajko. Pewnie nawet z zaokrągleniem do wyższej kwoty. Gdybym nie zapłaciła, pewnie byłabym czerwona jak burak przez całą drogę do domu. Nie umiem oszukiwać. Za to też mój Mąż mnie karci 🙂
    Taki przykład- On zawodowo gra w siatkówkę i nie mogę patrzeć jak oni czasem oszukują, że nie dotknęli siatki, piłki, etc, byle tylko zdobyć puknt. I ilekroć on widzi mój karcący wzrok, mówi: „Wiem, wiem, ty byś się przyznała. Nie lubiliby cię w drużynie.”

    Dobrze mi z tym. I naprawdę mam nadzieję, że niedługo zmieni się obraz Polaków o Polakach. Bo nie jest wcale tak źle.

    • Widzisz, ja też wierzę, że ludzie nie są źli. Choć często starają się mnie przekonać, że się mylę. Ale ja – w swej naiwności – upieram się przy tym, że po prostu trafiam na takie jednostki.

      I nie wyobrażam sobie ukraść jajka. Jakoś z tyłu głowy mam cyniczne hasło „jak kraść – to miliony”. Po prostu nie ma co się szmacić dla byle jajka.

      • No tak- podobno pierwszy milion trzeba ukraść.
        …..
        To już wiem, dlaczego w życiu się tego nie dorobię 😉
        Ja nie dosyć, że jajka bym nie ukradła, to do końca dnia by mi sie chyba morda cieszyła, gdybym zobaczyła taką akcję.

        ps. A szmacić się dla miliona można ;)?

        • Też nie. Ale kto z nas widział milion? 😉