Jak pokroić mleko?

Chęć eksperymentów, wolny czas i ochota na deser – co może powstać z połączenia tych elementów? Kolejny wpis najbardziej oryginalnej blogerki kulinarnej. Czyli mnie, jakby ktoś zapomniał.

Po kilkumiesięcznym spadku formy i opuszczeniu wielu okazji do biegania, postanowiłem się nieco poruszać. Póki co powoli i na krótkich dystansach, ale wiadomo – za pasem majowy Bieg Europejski w Gdyni. Warto zbudować formę. Tym bardziej, że maszyneria nieco się przez ten czas zastała… Mięśnie nierozciągnięte, kondycja spadła, kolano od czasu do czasu boli.

Na profesjonalnych treningach i odżywianiu znam się jak polski poseł na stanowieniu prawa. Coś tam widziałem, coś tam czytałem, ale nie przeszkadza mi to działać. Z zakamarków pamieci wyciągnąłem informację, że aby wzmocnić stawy dobrze jest jeść galaretki.

Zresztą – nawet jeśli ktoś mnie oszukał, to się nie obrażę. Lubię galaretki.

Wiadomo jednak, że taka galaretka owocowa koło owoców najwyżej leżała w sklepie, a składa się głównie z cukru. Dla sportowca (ekhem…) to nie jest wartościowy składnik diety. Sportowiec potrzebuje… białka? Wapnia? Magnezu? Pewnie połowy tablicy Mendelejewa. Nie wiem, mówiłem, że się na tym nie znam.

Rozpocząłem więc poszukiwania źródeł niezbędnych elementów. Jakimś cudem wyszło mi, że produkty mleczne nie zaszkodzą. Oczywiście – chcąc pochłaniać moje ulubione jogurty czy serki homogenizowane znowu byłbym narażony na tony przemycanego cukru. A picie mleka szalenie mnie usypia. Musiałem jakoś sobie poradzić.

I wymyśliłem: pół litra mleka nalezy zagotować, a następnie rozpuścić w nim odpowiednią ilość żelatyny. Uważajcie, bo to cholerstwo momentalnie zechce zbić się w nieestetyczne grudki. Ale jeśli uda się ominąć tę niedogodność, to będziecie mieć pół litra ciepłego mleka z rozpuszczoną żelatyną. Aby całość miała jakiś smak, można takie mleko doprawić – cukrem, wsypać kilka łyżek gorzkiego kakao albo wlać sok wyciśnięty z pomarańczy.

Tak przygotowaną miksturę wlewamy do salaterek (no przecież nie wypijamy!) i pozwalamy jej stężeć. Potem można już tylko pokroić to w kostkę (fakturą przypomina nieco tofu, pływające w japońskim ramenie) i zajadać jako deser. Jest mleko, aby być wielkim – jest żelatyna na stawy. Smak zależy od dobranych przypraw, ale nawet samo mleko jest znośne (choć skrajnie bezsmakowe w takiej formie).

 

Nie jest to sernik na zimno, nie jest to zwykła galaretka – no i nie jest to mleko. Macie deser, jakiego nie dostaniecie w sklepie. No i co za wsparcie podczas treningu!

A Wy – czym doprawilibyście taką galaretkę?

  • AgnieszkaB

    Ble, nie używam żelatyny, ale możesz dodać wanilię lub migdały, będzie trochę jak sernik 😛

    • Tylko że cięższe od sernika. No i nie będzie takie jednolite z migdałami.

  • Gosia

    A moze sprobuj zelatyny naturalnej, czyli agaru 😀 polecam ja, dietetyk 😉

    • Myślałem o tym. A to taka że świnki nie jest naturalna?