Jak prawidłowo reagować na zmianę czasu?

Dwa razy w ciągu roku tajemnicze, odwieczne prawo, zmusza nas do dziwnego zachowania. Musimy wstać w środku nocy i przestawić wskazanie zegara – do przodu lub do tyłu. Biada temu, kto tego nie zrobi.

Letnia czy zimowa – zmiana czasu jest dziwną zaszłością z mrocznych wieków. Konkretnie z początku XX wieku. W 1916 po raz pierwszy przetestowali ją Niemcy – niewykluczone, że miało to coś wspólnego z toczącą się wojną. Oczywiście argumentowano to lepszym dopasowaniem dnia do pracy w fabryce czy oszczędniejszym wykorzystywaniem energii. W skrócie – zależało wszystkim na tym, aby pracować, gdy jest jasno, a spać, gdy jest ciemno.

Oczywiście w dzisiejszym świecie taka argumentacja jest bzdurna. Fabryki pracują całą dobę. Te biurowe również – korporacyjne prymusy nie wychodzą ze swoich boksów przed zmierzchem. Poza pracą chodzenie spać z kurami również nie jest popularne. Siedzimy do późna w necie, oglądamy wciągające seriale, chodzimy na imprezy, niektórzy nawet czytają książki. Nocne życie nie jest niczym niezwykłym na początku XXI wieku.

No i jest jeszcze kwestia zdrowia. Te wszystkie dodatkowe zawały, wypadki samochodowe i problemy z koncentracją… jak nic, zmiana czasu nas wykańcza.

To wszystko sprawia, że cyfrowi tubylcy czuja się w obowiązku wyrazić publicznie własne niezadowolenie. Generalnie sen krótszy o godzinę wiosną to skrajny przypadek deprywacji, porównywalny z tymi w Guantanamo. Człowiek budzi się nagle gdzieś koło południa, nie potrafi się odnaleźć – no i jest wiecznie rozdrażniony. Szczęśliwi rodzice mają jeszcze przekichane jesienią, bo ich pociechy – nieświadome zmiany czasu – nie pozwalają im pospać i stawiają wszystkich na nogi według czasu letniego.

Ludzie! Ogarnijcie się! To naprawdę jest taki wielki problem?

To nie jest tak, że zmiana czasu spada na nas z zaskoczenia. Wiadomo o niej odpowiednio wcześniej i można się do niej przygotować. Przez dwa tygodnie nastawiać budzik pięć minut wcześniej. Pójść spać w sobotę godzinę prędzej. Albo zaszaleć i wstać w niedzielę godzinę później. Ostatecznie pojechać po bandzie i olać tę brakującą godzinę. A gdy jesienią Wasza latorośl wywlecze Was z łóżka – podziękujcie jej, po nie pozwoliła Wam leniuchować i pilnuje Waszego naturalnego cyklu.

A jeśli to jest taki wielki problem, zacznijcie pisać listy do posłów, premiera czy prezydenta. Serio, może jest Was więcej i Wasz głos ma znaczenie…

Mam wrażenie, że dla niektórych osiem godzin snu to świętość zapisana w Konstytucji, Biblii i na kapslach Tymbarku. Poświęcenie nawet pół godziny z tego cennego skarbu to zbrodnia przeciw ludzkości. Gdy takie osoby słyszą, że osiem godzin śpię tylko w weekendy (a i to nie zawsze), a w tygodniu mieszczę się to w przedziale od czterech do sześciu – zachowują się tak, jakbym im powiedział, że święty Mikołaj nie istnieje. Jak jeszcze dodam, że nie piję energy drinków i kawy, wychodzę na istotę z innej planety. Bo przecież wszyscy ci śpiący zdrowo osiem godzin na dobę bez porannego haustu kofeiny mogą funkcjonować tylko w trybie „zombie”.

2010-09-29 Góra Mojżesza 069

Gdybym zawsze musiał spać osiem godzin, nie zarwałbym kilku nocy dla fajnych imprez. Albo książek. Albo gier. Filmów. Nie zdałbym kilku egzaminów. Nie wyrobiłbym się kilka razy z pracą. Nie wstałbym rano, aby polecieć do Japonii. Nie zobaczyłbym deszczu nad jeziorem w Assuanie. Nie oglądałbym wschodu słońca na Synaju. Nie grałbym w piłkę nożną na PGE Arenie. Nie napisałbym tego wpisu. Gdy przychodzi zmiana czasu, nie mam z tym problemu – bo godzina spania krócej to po prostu godzina więcej z życia.

Może brak snu wpływa na moje zdrowie i z tego powodu moje życie będzie krótsze. Ale skracam je tylko o te godziny, które i tak spędziłbym w łóżku.

  • Barbara

    Według mnie jeśli ktoś lubi narzekać, zawsze znajdzie ku temu powód, choćby zmianę czasu. BTW – jak dla mnie spanie jest super, zwłaszcza jak ma się fantastyczne sny:)

    • Jak się nie ma snów, też jest super 🙂
      Z tą zmianą czasu to narzekają nawet ci, którzy normalnie tego nie robią. To jest specjalną okazja…