Świat w reklamach – Flegamina

Zastanawialiście się kiedyś, według jakiej logiki operuje świat przedstawiony w reklamach? I czy – zgodnie z wolą zastępów kreatywnych pracowników różnych agencji – chcielibyście żyć w takim świecie? 

Ja od jakiegoś czasu przyglądam się reklamom w taki krytyczny sposób i dochodzę do wniosku, że dobrze mi w moim niedoskonałym świecie. Postaram się w kilku przykładach pokazać Wam, do czego zmierzam. Na pierwszy ogień idzie telewizyjny spot Flegaminy.

W salonie typowym dla katalogu IKEA siedzi trzypokoleniowa rodzina. Dziadkowie, rodzice oraz… czworo rodzeństwa? Ewentualnie troje, przy czym najstarsze z nich ma już swoją przyległość. Oddają się rodzinnemu szaleństwu zabawy w kalambury. Mała dziewczynka pokazuje, a wszyscy całkiem nieźle zgadują poszczególne podpowiedzi. Kaszel mokry, smak, skuteczne działanie, bezpieczeństwo. Wreszcie wszyscy chórem krzyczą „Flegamina”. Pełna radość z rozwiazania szarady.

Czy tylko mi wydaje się to być najsmutniejszą wersją kalamburów na świecie? Rodzina zbiera się i celebruje to odgadując nazwy lekarstw. Mają do wyboru wszystko – tytuły filmów, książek, miasta, dzieła sztuki, dywizje Wermachtu, z którymi walczył dziadek… A decydują się na lekarstwa.

Ten fakt rodzi kolejne pytania – kto wymyślił dla pokazującej dziewczynki takie hasło? Czy to ona sama je wybrała, bo niedawno przechodziła kaszel? Czy w związku z tym inni członkowie rodziny pójdą tym samym kluczem? W następnych rundach zapewne pojawił się lek na serce, na trądzik, a może nawet na problemy gastryczne. Albo dla pewnego ułatwienia rodzinka zrezygnuje z pokazywania leków i skupi się na schorzeniach. Dziadek zaprezentuje problemy z prostatą, ojciec z erekcją, a matka wisienkę polskich reklam, czyli lekkie nietrzymanie moczu.

Wyobraźcie sobie te wspólne salwy śmiechu przy pokazywaniu – albo lepiej: rysowaniu – babcinych problemów z pamięcią.

To pierwszy z wpisów, w których chcę pokazywać, jak straszny i smutny jest świat w reklamach, jeśli brać go na poważnie. Dlatego nie będę patrzył na naiwność przedstawianych tam historii, na sztuczną grę aktorów czy absurdalność niektórych sytuacji. Potraktuję je jak filmy dokumentalne. Jeśli podoba Wam się pomysł na taki nieregularny cykl lub macie pomysły na kolejne odcinki, dajcie znać w komentarzach lub na Facebooku.

Foto: epSos.de / Flickr

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!