Podróż życia XXVI – czas relaksu…

Odaiba to nie tylko roboty i jeszcze większe roboty. To także stara, tradycyjna wioska japońska. Pod dachem.

Jeszcze przed wyjazdem w naszą podróż życia dowiedzieliśmy się, że istnieje coś takiego jak onsen. Gdyby chcieć wyjaśnić, z czym to się je, najbliższe temu pojęciu byłoby staropolskie słowo „spa” – albo „publiczna łaźnia”. W onsenie można skorzystać z gorących źródeł, zrelaksować się, spotkać ze znajomymi. Po prostu wieść tam życie towarzyskie.

Jeśli chce się skorzystać z tradycyjnego onsenu, najlepiej udać się do niego w Kioto. Albo gdziekolwiek, gdzie bije serce tradycyjnej Japonii. Wtedy można spokojnie wygrzewać się w gorących źródłach, jednocześnie podziwiając idealny ogród japoński. Albo spoglądać ze zbocza góry na ocean.

My postanowiliśmy pójść do onsenu na Odaibie. A więc mówimy tu o całkowitym przeciwieństwie tradycyjnej Japonii.

Oedo Onsen nie tkwi jednak w XXIII wieku, jak cała wyspa. Usilnie stara się przekonać swoich gości, że cofnęli się do okresu Edo (XVII – XIX wiek). W tym celu odtworzono wioskę z tamtego czasu. No, przynajmniej fasady chat… Jest więc wioskowy plac z wieżą zegarową, mostek, strumień, sztuczny kot na dachu. Wszystko oczywiście we wnętrzu wielkiej hali.

Ale po kolei.

Przy wejściu, po tradycyjnym zdjęciu obuwia i kupnie biletów, dostaje się yukatę (lekkie kimono). Można nawet wybrać sobie wzór (panowie głównie decydowali się na wizerunek samuraja) oraz kolor pasa, którym przewiążemy nasz japoński szlafrok. Oczywiście – zasady wiązania pasa czy ubierania yukaty są ściśle określone i lepiej ich przestrzegać.

P6070036

Po przebraniu się w szatni (ozdobionej znanym na całym świecie motywem) można wreszcie udać się na wioskowy plac. Tam oczywiście czeka na nas gastronomia (mała i duża), automaty z napojami czy grami (w końcu to Japonia) czy sklepy z pamiątkami. Jest wyłożona matami sala do odpoczynku – wielkości przeciętnej sali gimnastycznej. No i jest ogród.

A w ogrodzie cicho szemrze woda po kamieniach. Można skorzystać z peelingu, wykonywanego przez małe rybki. Można brodzić w płytkiej sadzawce, chodząc po kamieniach różnej wielkości, ułożonych ze zmienną częstotliwością. Znakomity masaż stóp. Oraz odprężenie. O ile nie przeszkadzają nikomu silniki samolotów.

Nie wspominałem, że niedaleko Odaiby jest drugie tokijskie lotnisko, Haneda? Samoloty nad głową to częsty widok.

Gdy już wymasujemy sobie stopy, zjemy obiad i wypijemy zieloną herbatę, przychodzi pora na zanurzenie się w gorących źródłach. Oczywiście – nie ma co marzyć o wskoczeniu do nich z rozbiegu. Pewien rytuał musi być. Przed skorzystaniem ze źródeł należy się dokładnie umyć (aby nie nanieść brudu do wody). Zresztą podobny model działa w japońskich rodzinach przy myciu. W japońskich domach są wanny, wypełnione gorącą wodą, z której korzystają po kolei wszyscy. Aby było higienicznie, najpierw dokładnie myją się pod prysznicem.

Tak samo jest w onsenie. Najpierw dokładne umycie się. Prysznicem. Siedząc na stołeczku przed lustrem. Dopiero po takiej zabawie można zanurzyć się w basenie z gorącą, mętną wodą. Zmętnienie jest efektem występowania jakichś pożytecznych minerałów, a nie niedokładnego umycia się klientów. Różne baseny oferują wodę o różnej temperaturze (jest też sauna, ale uwierzcie mi – to tylko dla najbardziej ciepłolubnych). No i oczywiście są baseny na świeżym powietrzu. Też z gorącą wodą. Można więc moczyć się i oddychać świeżym powietrzem, patrząc w rozgwieżdżone niebo. Po którym przelatują samoloty.

Na podziwianie morza nie ma co liczyć, bowiem ogród otoczono wysokim murem. Chodzi oczywiście o ochronę kąpiących się, bowiem do części ze źródłami wchodzi się nago. Jest to też powód, dla którego płcie w strefie źródeł są rozdzielone. Co ciekawe – z opowieści Żony i zdjęć na Google Maps wiem, że damska część jest uboższa nawet o widok nieba. Po prostu ogród jest zadaszony, aby nawet z satelity nie móc podglądać kąpiących się pań.

Najwyraźniej nadzy japońscy mężczyźni już taką atrakcją nie są, więc żaden dach ich nie chroni. Ale to osobny temat.

Po solidnym wyparzeniu się można odpocząć w specjalnej sali z wygodnymi fotelami, można też wykupić nocleg w hotelu. Jest też hotel kapsułowy (czyli taki, gdzie zamiast pokoi są jednoosobowe kapsuły), ale tylko dla mężczyzn.

Dla nas byłoby to już za dużo relaksu jak na jeden dzień. Dlatego po serii grzecznościowych ukłonów pożegnaliśmy się ze sztuczną wioską z epoki Edo i automatycznym pociągiem wróciliśmy do współczesności.

Ciąg dalszy nastąpi…

W następnych odcinkach: temat wyczekiwany od samego początku – japońskie jedzenie.

  • Oj, ale bym się teraz pochillował w takim onsenie…. 🙂

  • Ktoś powinien zrobić coś takiego w Polsce

    • Czy ja wiem? Myślisz, że by to u nas chwyciło?